,,Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oczu. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie.''
~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~
- Tu są bilety. Mam nadzieję, że wiesz co robisz. - podała Jej do ręki dwa bilety.
- Tak. - cicho westchnęła.
- Vilu, zadzwoń do niego. - spojrzała na nią błagalnym wzrokiem.
- Nie Fran. - pokręciła przecząco głową.
- Będzie się martwił jeszcze bardziej. - ciągnęła dalej.
- Przylecę i wtedy wszystko mu wyjaśnię.
- Dobrze niech tak będzie. Razem z Diego przyjedziemy po Ciebie z rana i zawieziemy Cię na lotnisko.
- Nie wiem jak wam dziękować. - w oczach stanęły jej łzy.
- Jesteśmy Twoimi przyjaciółmi. Zawsze nimi byliśmy, nie zapominaj o tym.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się i odprowadziła przyjaciółkę do wyjścia.
Zamknęła za nią drzwi i westchnęła. Spojrzała na walizki stojące w kącie. Bała się, bała się tego wyjazdu. Co jeśli już nie wróci, bo przecież jest takie ryzyko ? Nie powiedziała o tym Francesce. Lekarze, którzy w Stanach będą przeprowadzać tą operację ostrzegali ją przed tym. Fran nie ma o tym pojęcia. Pewnie gdyby się o tym dowiedziała od razu by odradzała brunetce ten wyjazd.
Diego i Fran będzie dziękować do końca życia za to, że dali jej nadzieje. Sama by pewnie nie podjęła się szukania lekarzy, którzy będą chcieli przeprowadzić tą skomplikowaną operację. Dzięki nich ma szanse stanąć na nogi, chodź w rzeczywistości to jest niemożliwe. Jeszcze kilka tygodni temu nie zamierzałaby udać się na żadną operację. Wiedziała i nadal wie, że ta operacja nic nie zmieni bo uratować ją od wózka inwalidzkiego się jej już nie da. Dobrze wie, że kaleką pozostanie aż do śmierci, ale w tej chwili liczy się nadzieja. Robi to wszystko dla Leona.
Leonowi nic nie powiedziała. Nie widziała się z nim od kilku tygodni. Nie chce go zamartwiać. Cudem jest to, że zgodziła się na to by Fran i Diego jej pomogli. Na razie nie chce myśleć co będzie jeśli ta operacja się nie uda. Stara się za wszelką cenę myśleć pozytywnie. Ciężko jest jej myśleć, że wszystko się uda. Od stóp do głów oplata ją strach. Ryzykuje życiem. Długo się zastanawiała czy tak ryzykować, czy w ogóle warto przebyć tą operację. Stawką nie tylko jest życie, ale też Leon, którego może już nigdy nie ujrzeć. Chyba tego najbardziej się boi.
Tego wieczoru brunetka postanowiła szybciej położyć się spać. Przekładała się na łóżku z boku na bok niestety nie mogła usnąć. Po jej głowie ciągle chodził Leon. Odzywały się także wyrzuty sumienia, że nic mu o niczym nie powiedziała.
Zaświeciła lampkę nocną, stojącą na szafce obok łóżka.Wyciągnęła z szuflady białą kartkę papieru i czarny długopis. Chciała napisać list pożegnalny w razie gdyby nie wróciła do Buenos Aires. Ciągle próbowała sklecić jakieś sensowne zdanie niestety nic nie przychodziło jej do głowy. Na ziemi walały się już sterty pozginanych kartek. W głowie ciągle pustka. W końcu po jakieś godzinie napisała list. Napisała w nim wszystko co tak naprawdę chciałaby mu powiedzieć, teraz, w tym momencie.
Spojrzała na zegar. Dopiero 21:00. Czas płynie tak wolno. Chciałaby żeby ten dzień już się zakończył. Niestety on dłuży się niesamowicie. Wróciła wzrokiem na kartkę papieru. Wzięła ją w swoje ręce i po chwili podjeżdżając do kominka w którym żarzył się ogień, wrzuciła kartkę. Patrzyła na nią jak ogień pochłania ją w swoje objęcia. Zrobiła to bo uznała, że tak będzie najlepiej.
Niespodziewanie usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości w telefonie. Podjechała do stolika i wzięła z niego swój telefon i odczytała wiadomość. Pomyślała, że to może przyszła jakaś reklama, albo coś w tym stylu jednak myliła się. Sms'a napisał Leon.
18.10.2014 21:28
Od : Leon
Cześć, obudziłem Cię ?
Przez chwilę nie mogła uwierzyć. Ucieszyła się i przez dobre parę minut wpatrywała się w wiadomość. Niestety szybko na jej twarzy pojawił się smutek. Już jutro wylatuje do Stanów. Już nigdy może go nie zobaczyć, już nigdy może nie porozmawiać z nim ...
18.10.2014 21:32
Do : Leon
Nie i tak nie mogę zasnąć.
Nie i tak nie mogę zasnąć.
Napisała i sprawnym ruchem wysłała wiadomość. Ciekawiło Ją to z jakiego powodu o takiej porze pisze. Nie odzywali się przecież do siebie przez parę tygodni. Czy Fran powiedziała mu o tej operacji ? Nie. Nie zrobiłaby tego. Diego ? On też nie. Więc po co pisze ?
18.10.2014 21:33
Od : Leon
Wiem to głupie, jest noc, pewnie chciałabyś zasnąć, ale mogę do Ciebie wpaść ?
Oczywiście jeśli nie chcesz to nie.
Nie wiedziała co mu odpisać. Nie podał konkretu dlaczego chce przyjść. Czy coś się stało ? Może jakimś cudem dowiedział się, że wyjeżdża ? Chociaż nie ... Za spokojnie ta rozmowa przebiega.
18.10.2014 21:35
Do : Leon
Jasne, ale coś się stało ?
18.10.2014 21:35
Od : Leon
Nie. Nic się nie stało. Otworzysz ? Stoję pod drzwiami.
Bez zastanowienia poderwała się z łóżka i weszła na wózek. Szybko odblokowała kółka i pojechała otworzyć drzwi. Robiła to wszystko w takim tempie jakby ktoś liczył Jej czas. Potrzebowała go, potrzebowała go zobaczyć.
Leżała na łóżku i wpatrywała się za okno, za którym księżyc wysoko świecił nad tętniącym życiem miastem. Swoją dłonią delikatnie głaskała się po brzuchu i cichutko śpiewała kołysankę swojemu nienarodzonemu jeszcze dziecku.
Zrobiło jej się zimno. Chwyciła za sobą kołdrę i pociągnęła ją tak by się nią okryć, niestety jej ukochany smacznie spał owinięty nią dokoła. Nie miała tyle siły by wyciągnąć z pod niego przynajmniej skrawek kołdry.
- Diego. - popchnęła go lekko, ale on dalej spał odwrócony do niej plecami. - Diego. - co raz głośniej powtarzała.
- Jeszcze chwilę ... Zaraz dokończę skręcać tą szafkę. - powiedział i bardziej okrył się kołdrą.
- Diego ! Zwariowałeś ? - popchnęła go mocniej. W duchu się zaśmiała, ale to nie zmieniało faktu, że miała odpuścić sobie tą kołdrę. Nadal było jej zimno. - Kołdra ! D a j m i t ą k o ł d r ę !
- Fran ... - mruknął przecierając zaspane oczy. - Co jest ? - popatrzył na nią.
- Już nic. - wstała oburzona z łóżka i wyszła z sypialni. Momentalnie ze złości zrobiło jej się cieplej.
Zeszła na dół i weszła do kuchni. Zaświeciła światło i podeszła do lodówki. Wyciągnęła z niej sok pomarańczowy i nalała go sobie do szklanki. Zaczęła pić. Czuła jak zimny napój rozlewa się po jej żołądku. Przeszły ją zimne dreszcze. Odstawiła szklankę i zaczęła patrzeć przed siebie. Wiedziała, że już nie zdoła zasnąć. Popatrzyła na zegar wiszący nad drzwiami. Wskazywał 22:00. Splotła ręce na klatce piersiowej i poszła do salonu. Rozglądnęła się po pomieszczeniu w którym nadal trwały efekty przeprowadzki. Westchnęła. Nagle ktoś ją objął w pasie. Przestraszyła się i aż podskoczyła.
- Diego ! Wystraszyłeś mnie. - walnęła go w ramię.
- Przepraszam. - zaśmiał się pod nosem i wtulił się w nią.
- Odejdź ode mnie. - odepchnęła go od siebie.
- O co chodzi ? - popatrzył na nią ze znakiem zapytania.
- O nic. - odburknęła.
- Przepraszam. - powiedział, ale tym razem poważniej. - Kocham Cię.
Spojrzała na niego kontem oka i znowu skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Wiedziała, że długo nie potrafi się na niego gniewać. Uśmiech sam po woli wkradał się jej na twarz.
- Ja Ciebie też. - powiedziała i wtuliła się w niego. - Diego ?
- Tak ? - patrzyli przed siebie stojąc w progu salonu.
- Chodzi o Violettę. O niczym nie powiedziała Leonowi i nawet nie zamierza, rozumiesz ?
- Wiesz ... To jest już jej wybór. Tak czy siak nie możemy jej decyzji podważyć.
- No tak, ale on tak się o nią zamartwia ...
- Rozumiem. Szczerze zdziwiło mnie to jak powiedziałaś, że nic mu nie powiedziała. Powinna to zrobić bo przecież już nie chodzi o sam wyjazd tylko o tą operację ...
- Do czego zmierzasz ? - popatrzyła na niego.
- Ta operacja może sprawić, że odzyska władze w nogach, ale przecież może ją pozbawić życia.
- Słucham ?
- Kochanie nie wygłupiaj się. W każdej operacji mogą wystąpić jakieś komplikacje. Lekarze na pewno ją uświadomili na co się podejmuję.
- W ogóle nie patrzyłam na to od tej strony ...
- Będzie dobrze.
- Musi. - wtuliła się w swojego narzeczonego bardziej.
Bała się o swoją przyjaciółkę, nie chciała żeby wydarzył się ten mroczniejszy scenariusz. Ona na to nie zasługuje ...
Otworzyła drzwi. W progu zobaczyła Leona. Nikle się do niej uśmiechnął. Odwzajemniła uśmiech. Patrzyli sobie prosto w oczy. Żadne z nich nawet się nie poruszyło. Brunetka chciałaby aby ta chwila trwała wiecznie.
Francesca miała szczęście, że trafiła na Diego. Są ze sobą szczęśliwi. Za niedługo urodzi się im dziecko, a później pobiorą się. Można im tylko pozazdrościć. Szkoda, że po między Violettą, a Leonem nigdy tak nie będzie, jak po między Francescą i Diego. Szkoda, że Leon nigdy się nie do wie jak bardzo go kocha Violetta. Wykrzyczała by mu to właśnie teraz gdyby nie to, że jutro wylatuje do Stanów.
- Cześć. - powiedział.
- Hej.
- Hej.
Zapadła po między nimi niezręczna cisza. Nagle Violetta jakby sobie przypomniała, że w dalszym ciągu nie wpuściła do środka Leona. Otworzyła szerzej drzwi i zaprosiła ręką go do wnętrza mieszkania.
- Emmm ... Przyszedłem bo sam też nie mogłem zasnąć. Sam nie wiem ... Chciałabyś pójść ze mną na spacer ?
Spacer ? To, że zaproponował jej spacer o takiej porze dnia nie zaskoczyło ją. Bardziej zaskoczyło ją to, że w ogóle chce z nią wyjść na spacer. Violetta od wypadku rzadko kiedy wychodziła na zewnątrz. Praktycznie w ogóle. Bała się wyjść, bała się tych wszystkich spojrzeń ludzi. Bała się tego, że będą śmiać się z jej nieszczęścia. Nie chciała by ktokolwiek wstydził się za nią, za to, że wyśmiewają się z niej.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci to o jakiej porze dnia wyjdziemy ?
- Yyy ....
- Wiem, że i tak się nie zgodzisz, ale ... - wyprzedził jej odpowiedź.
Nie zdziwiło ją to, że tak powiedział. Leon wiele razy proponował jej spacer, ale ona za każdym razem odmawiała. Później nawet przestał pytać bo wiedział, że spotka się z odmową.
- ... i tak pójdziesz. Ubieraj się. - powiedział, a ona wytrzeszczyła oczy.
- Leon ...
- Nie daj się prosić. - był nie ugięty.
- Daj mi chwilę. - powiedziała i udała się do łazienki.
Sama nie wie dlaczego się zgodziła. Widać nie może się obejść bez niego. Wie, że może go już nigdy nie zobaczyć. To może być jej jedyna szansa. Nie chce umierać z wiedzą, że ich ostatnią rozmową była kłótnia. Przynajmniej jej ostatni dzień w Buenos Aires spędzi właśnie z nim.
Wyszli razem po jakiś piętnastu minutach. Gdyby nie Violetta i jej wózek wyszli by pewnie szybciej. Brunetka była na siebie zła. Patrzyła tylko jak Leon męczy się z tą kupą żelastwa. To jest też jeden z innych przykładów dlaczego nienawidzi wychodzić na zewnątrz. Musiał pomagać jej wyjść z domu. Gdyby mogła odmówiłaby tej pomocy, ale dobrze wiedziała, że skoro zdecydowała się na wyjście, nie mogła się już wycofać.
- Przepraszam. - westchnęła gdy w końcu usiadła z powrotem na wózek.
- Za co ? - spojrzał na nią zaskoczony. Widać po nim było, że zmęczył się tym wchodzeniem tam i z powrotem.
- Zmęczyłeś się tylko. Mogliśmy zostać w domu. - odblokowała kółka i pojechała zostawiając go z tyłu.
- Było warto. - dobiegł do niej i uśmiechnął się.
- Po co chciałeś wyjść ?
- Nie pamiętam kiedy ostatni razem byliśmy gdzieś razem po za szpitalem i Twoim domem.
- Faktycznie ... - zaśmiała się pod nosem.
Automatycznie popatrzył na nią Leon. Jego wzrok był przepełniony radością. Przez chwile odniosła wrażenie jakby ucieszył się z tego, że zaśmiała się. Chyba każdy by się zdziwił, nawet ona sama. Już zapomniała jak to jest śmiać się ... Dobrze, że Leon cały czas daje Jej powód do tego by o tym całkiem nie zapominała.
- Kocham noc. Kocham ten charakterystyczny zapach po deszczu, a ty ? - powiedział, a ona nabrała do płuc zimnego powietrza.
Brakowało jej tego wszystkiego. Dopiero teraz zrozumiała ile straciła przez te wszystkie miesiące odizolowywania się od świata. Gdyby nie ten wypadek ... no, ale cóż czasu nie da się cofnąć. Szkoda, że dopiero teraz sobie to uświadomiła.
- Nie za bardzo. - skrzywiła się. Zbyt bardzo kojarzyło się Jej to wszystko z wypadkiem.
- Chyba znowu zbiera się na deszcz. - stanął i popatrzył na niebo.
- Wracamy ? - chciała jak najszybciej wrócić do domu. To, że zacznie padać było tylko na Jej korzyść.
- Dopiero wyszliśmy.
- Spać mi się chce. - szybko wymyśliła.
- Zaraz się rozbudzisz. - zaszedł ją i wózek od tyłu, chwycił poręcz i zaczął biec pchając przed siebie wózek.
- Leon ! - krzyczała przez śmiech. - Stój ! Słyszałeś ?!
- Dalej chce Ci się spać ?! - nie przestawał biec.
- Stój !
- Nie słyszę ?!
- Nie, nie chce mi się już spać ! - krzyknęła, a on się automatycznie zatrzymał.
Podszedł do niej i śmiał się jak głupi, a ona popatrzyła na niego z wściekłością. Co by się stało gdyby spadła z wózka ? Czy on w ogóle ma mózg ? Próbowała pojąć Jego rozbawienie, ale nic go nie usprawiedliwiało.
- Zwariowałeś !? - krzyknęła.
- Jeszcze nie. - zaśmiał się, a ona pokręciłaś głową. Nie potrafiła się nie uśmiechnąć, nie potrafiła się nie zaśmiać. To właśnie był cały Leon, tylko on potrafił wywołać na Jej twarzy uśmiech.
- Pamiętasz jak razem wygłupialiśmy się na deszczu ? - deszcz co raz mocniej zaczynał padać.
Leon rozłożył ręce i zaczął patrzeć w niebo. Był już cały mokry. Violetta natomiast obserwowała go bardzo dokładnie. Uśmiechała się pod nosem, ale nie chciała mu dać do zrozumienia, że ją to bawi. Starała się jak najbardziej zasłonić kurtką by nie zmoknąć. Nie chciała się przeziębić i to przed samym wyjazdem i operacją.
Popatrzył na nią. Widać było, że posmutniała. Podszedł do niej i kucnął obok niej. Patrzył Jej w oczy, a ona próbowała uciec od tego spojrzenia. Leon chwycił Jej zimną dłoń. Natychmiast na niego popatrzyła. Brunet zaczął coś śpiewać ...
- No soy ave para volar Y en un cuadro no se pintar No soy poeta, escultor Tan solo soy lo que soy ...
- Leon ... - odwróciła szybko wzrok. Znowu zaczynał śpiewać. Dlaczego on musi ją tak dołować ? Co chwilę obracała się czy nikt ich nie widzi, czy nikt ją nie widzi siedzącą na tym wózku.
- Zaśpiewaj ze mną, proszę ... - wyszeptał.
Zawahała się - Las estrellas no se leer Y la luna no bajare No soy el cielo, ni el sol Tan solo soy ... - zaczęła niepewnie.
Na twarzy Leona pojawił się wielki uśmiech. Jego oczy błyszczały szczęściem. Sam nie dowierzał, że Violetta zgodziła się z nim zaśpiewać. Teraz jest pewien, że Violetta w końcu jest sobą. To właśnie ta dziewczyna, w której się zakochał.
- Podemos pintar colores al alma. Podemos gritar iee ee. Podemos volar sin tener alas Ser la letra en mi cancion Y tallarme en tu voz ... - zaczęli razem śpiewać.
- Vilu ... - dotknął dłonią Jej twarz.
Patrzyli sobie głęboko w oczy. Obydwoje czuli do siebie coś więcej, obydwoje nigdy nie mieli odwagi tego powiedzieć. Violetta czuła jak Jej serce przyspiesza tempo bicia. Chciałaby mu wyznać ile do niego czuję, ale wiedziała, że nie może. Ta miłość nie ma prawa istnienia, a przynajmniej na tą chwilę.
- Wracajmy. - spuściła głowę.
Stał pod drzwiami i zapukał. Raz, drugi, trzeci i nic. Nikt mu nie otwiera. Puka jeszcze raz, a po chwili zaczyna walić w drzwi i szarpać za klamkę. Nadal nic. Odchodzi na bok i wybiera numer do swojej przyjaciółki - Fran. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci i nic.
- Co jest do cholery ? - pyta się w myślach i chowa z powrotem telefon do kieszeni.
Ponownie zaczyna pukać do drzwi. Wie, że i tak nikt mu nie otworzy, ale nadal liczy na to, że w progu zobaczy Violettę. Nie może zrozumieć czego mu nie otwiera. Powinna być w domu z resztą jak zawsze. Czy ona obraziła się za to co wydarzyło się wczoraj ? Nie, to nie możliwe, a może ? Tak czy inaczej otwarła by pewnie drzwi. A co z Francescą ? Czego ona nie odbiera telefonu ? Coś się stało ? Czy coś się stało z Violettą ?
Zbiega szybko po schodach. W mgnieniu oka pojawia się na dole. Podchodzi do swojego auta, otwiera drzwi i wchodzi do środka. Odpala silnik i jedzie. Zaciska mocno dłonie na kierownicy. Przed oczami ma same złe scenariusze.
Przyjechał pod dom swoich najlepszych przyjaciół. Stanął pod drzwiami i zaczął w nie pukać nieustannie. Już myślał, że tu też nikogo nie zastanie, ale w ostatniej chwili drzwi otwarła mu zaspana Francesca. Spojrzał na nią od góry do dołu jakby zobaczył za miast niej ducha.
- Leon ? - przetarła zaspane oczy.
Przełknął gorzko ślinę.
- Co ty tu robisz ? - od razu się rozbudziła.
- Yyy ... Ja ... Emm ... Byłem u Violetty ... Emm ... Nie było jej w domu. - dukał z zdenerwowania.
Franceasca spojrzała na niego uważnie. Wyglądał na bardzo przejętego no i w rzeczywistości taki był. Włoszka od razu domyśliła się o co chodzi po mimo tego, że nie zrozumiała co on własnie do niej przed chwilą powiedział. Był tak zdenerwowany, że język mu się co chwilę plątał.
- Wejdź. - otwarła szerzej drzwi i ręką zaprosiła go do środka.
- Co się dzieje do cholery ? Gdzie Violetta ? - usiedli w kuchni przy stole.
- Leon ... - próbowała dojść do słowa.
- Gdzie ona jest ? Jest u Ciebie ? - zaczął rozglądać się po mieszkaniu.
- Nie ma Jej tu. Nie mogę powiedzieć gdzie jest.
- Co ?! - wrzasnął. - Co z nią ?
- Wszystko w porządku.
- Ale ... Ale ... - już sam nie wiedział jak o tym wszystkim ma myśleć. Z zdenerwowania ciągle przeczesywał swoje włosy dłonią. - Gdzie Diego ?
- Nie ma go.
- Jest w pracy ?
- Nie.
- To gdzie on się znajduję też mi nie możesz powiedzieć ?! Francesca co to za tajemnice ?! O co w tym wszystkim chodzi do jasnej cholery ?
- Leon ja naprawdę ... - zaczęła, ale nagle poczuła wielki ból.
Upadła na ziemię. Leon był kompletnie zdezorientowany. Dopiero po chwili rzucił się obok niej i zaczął pytać co się dzieję, niestety Włoszka nie była nic w stanie mu odpowiedzieć.
Szpital. Tak bardzo go nienawidzi. Ten charakterystyczny zapach środków dezynfekujących, chorzy ludzie, lekarze ... Znienawidził to miejsce od wypadku Violetty. Pamięta dobrze jakby to wydarzyło się wczoraj. Pamięta ten widok jak wyjmowali ją z karetki, pamięta to jak wieźli ją na salę operacyjną, pamięta ile godzin musiał czekać na wiadomości czy ona w ogóle żyję, pamięta jak bardzo się bał tego, że może ją stracić na zawsze.
Teraz znowu się tu znajduję. Wszystkie wspomnienia wracają.
- Leon ! - dobiegł do niego Hiszpan cały zdyszany. - Co ... Co z Francescą ?
- Spokojnie. Sam jeszcze nie wiem. Przywiozłem ją piętnaście minut temu. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy u was gdy nagle przewróciła się. Strasznie bolał ją brzuch. Od razu zadzwoniłem po karetkę. Chyba ... rodzi [?].
- Co ? To niemożliwe. Termin porodu jest dopiero za miesiąc. - był roztrzęsiony.
- Będzie dobrze ...
- Musi.
- Diego ... - chciał zapytać o Violettę. W dalszym ciągu nie dowiedział się gdzie ona jest
Nagle z pomieszczenia obok wyszedł lekarz. - Pan Diego Hernandez ? - zapytał podchodząc do Leona.
- Nie, to on. - wskazał na przyjaciela.
- To ja, to ja. - wyrwał się z zamyśleń.
- Dobrze. Pańska narzeczona urodziła panu śliczną córeczkę. - uśmiechnął się i spojrzał w jakieś papiery. - Termin porodu był dopiero za miesiąc dlatego małą przeniesiemy do inkubatora.
- Ale będzie z nią wszystko w porządku ?
- Jest pod najwyższą opieką.
- A czy mogę wejść do narzeczonej ?
- Tak, tak. - powiedział i poszedł.
- Gratuluję. - powiedział Leon, a Hiszpan odetchnął z ulgą.
- Dzięki. - uśmiechnął się i wszedł do środka sali.
Po wejściu Diego do środka, Leon postanowił jeszcze raz zadzwonić do Violetty. Trzymał telefon przy uchu i powtarzał w myślach by odebrała. Martwi się o nią, a nikt mu nie chce powiedzieć gdzie jest. Nie rozumie dlaczego ona mu nic nie powiedziała. Są najlepszymi przyjaciółmi. Czego mu nie zaufała i nie powiedziała ?
Nagle z sali wyleciał Diego.
- Diego ? Gdzie ty idziesz ?
- Muszę jechać do domu po rzeczy Fran. - powiedział.
- Ej, czekaj !
- Co chcesz bo wiesz zbytnio nie mam czasu ...
- Chodzi o Violettę. Gdzie ona jest ?
- Leon ...
- Błagam powiedz mi gdzie jest.
- Violetta leci właśnie w tej chwili do Stanów.
- Co ?! - wrzasnął. - Po co ?!
- Mają tam przeprowadzić Jej operację.
- Operację ?! Dlaczego mi nic nie powiedziała ? Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję ?
- Powiedziała, że jak przyleci to wtedy Ci po wie gdy będzie po wszystkim.
- Ale ...
- Słuchaj Leon muszę iść, cześć. - poklepał go po ramieniu i poszedł.
Był tak wściekły. Nie potrafił opisać tego co się z nim działo. Nie pożegnał się z nią, a jeśli coś się nie uda z tą operacją ? Starci ją na zawsze. Przerabiał to już i nie chce aby historia się powtórzyła. Nie powiedział Jej najważniejszego, jak bardzo ją kocha.
- Leon ? - usłyszał za sobą.
Przez chwile myślał, że to wytwór Jego wyobraźni. Nie mógł w to uwierzyć. Po woli odwracał się. Przełknął gorzko ślinę. Czy aby na pewno coś mu się nie wydaję ? To nie może być prawda.
- Violetta ? - spojrzał na nią. - Co ty tu robisz ? - szepnął. Nie był w stanie nic mówić ze szczęścia.
- Zawróciłam gdy dowiedziałam się, że Fran jest w szpitalu. Już wcześniej źle się czuła, musiała zostać w domu i dlatego przyjechałam.
- Czego mi nic nie powiedziałaś ? - podszedł do niej i kucnął obok niej.
Jej oczy stały w łzach.
- Nie chciałam. Zaplanowałam sobie, że polecę, przejdę operację i wrócę ... Zdrowa, normalna.
- Czego cały czas tak mówisz ? Jesteś normalna, jesteś tą samą Violettą. - dotknął dłonią jej twarzy i przetarł skapującą łzę.
- Nie prawda. - odwróciła głowę. - Zgodziłam się na tą operację by w końcu stanąć na nogi, byś w końcu uważał mnie za normalną.
- Co ty wygadujesz ?
- Leon ja ... Kocham Cię, ale wiem, że Ty nigdy nie pokochasz taką łamagę.
- Kochałem Cię przed wypadkiem i żałuję, że nie powiedziałem Ci tego wcześniej. Kochałem Cię po wypadku i żałuje, że Ci tego nie powiedziałem. Kocham Cię nadal i żałuję, że tak późno Ci to mówię. - powiedział i wbił się w Jej usta nie czekając na to co ona po wie.
Wyszli razem po jakiś piętnastu minutach. Gdyby nie Violetta i jej wózek wyszli by pewnie szybciej. Brunetka była na siebie zła. Patrzyła tylko jak Leon męczy się z tą kupą żelastwa. To jest też jeden z innych przykładów dlaczego nienawidzi wychodzić na zewnątrz. Musiał pomagać jej wyjść z domu. Gdyby mogła odmówiłaby tej pomocy, ale dobrze wiedziała, że skoro zdecydowała się na wyjście, nie mogła się już wycofać.
- Przepraszam. - westchnęła gdy w końcu usiadła z powrotem na wózek.
- Za co ? - spojrzał na nią zaskoczony. Widać po nim było, że zmęczył się tym wchodzeniem tam i z powrotem.
- Zmęczyłeś się tylko. Mogliśmy zostać w domu. - odblokowała kółka i pojechała zostawiając go z tyłu.
- Było warto. - dobiegł do niej i uśmiechnął się.
- Po co chciałeś wyjść ?
- Nie pamiętam kiedy ostatni razem byliśmy gdzieś razem po za szpitalem i Twoim domem.
- Faktycznie ... - zaśmiała się pod nosem.
Automatycznie popatrzył na nią Leon. Jego wzrok był przepełniony radością. Przez chwile odniosła wrażenie jakby ucieszył się z tego, że zaśmiała się. Chyba każdy by się zdziwił, nawet ona sama. Już zapomniała jak to jest śmiać się ... Dobrze, że Leon cały czas daje Jej powód do tego by o tym całkiem nie zapominała.
- Kocham noc. Kocham ten charakterystyczny zapach po deszczu, a ty ? - powiedział, a ona nabrała do płuc zimnego powietrza.
Brakowało jej tego wszystkiego. Dopiero teraz zrozumiała ile straciła przez te wszystkie miesiące odizolowywania się od świata. Gdyby nie ten wypadek ... no, ale cóż czasu nie da się cofnąć. Szkoda, że dopiero teraz sobie to uświadomiła.
- Nie za bardzo. - skrzywiła się. Zbyt bardzo kojarzyło się Jej to wszystko z wypadkiem.
- Chyba znowu zbiera się na deszcz. - stanął i popatrzył na niebo.
- Wracamy ? - chciała jak najszybciej wrócić do domu. To, że zacznie padać było tylko na Jej korzyść.
- Dopiero wyszliśmy.
- Spać mi się chce. - szybko wymyśliła.
- Zaraz się rozbudzisz. - zaszedł ją i wózek od tyłu, chwycił poręcz i zaczął biec pchając przed siebie wózek.
- Leon ! - krzyczała przez śmiech. - Stój ! Słyszałeś ?!
- Dalej chce Ci się spać ?! - nie przestawał biec.
- Stój !
- Nie słyszę ?!
- Nie, nie chce mi się już spać ! - krzyknęła, a on się automatycznie zatrzymał.
Podszedł do niej i śmiał się jak głupi, a ona popatrzyła na niego z wściekłością. Co by się stało gdyby spadła z wózka ? Czy on w ogóle ma mózg ? Próbowała pojąć Jego rozbawienie, ale nic go nie usprawiedliwiało.
- Zwariowałeś !? - krzyknęła.
- Jeszcze nie. - zaśmiał się, a ona pokręciłaś głową. Nie potrafiła się nie uśmiechnąć, nie potrafiła się nie zaśmiać. To właśnie był cały Leon, tylko on potrafił wywołać na Jej twarzy uśmiech.
- Pamiętasz jak razem wygłupialiśmy się na deszczu ? - deszcz co raz mocniej zaczynał padać.
Leon rozłożył ręce i zaczął patrzeć w niebo. Był już cały mokry. Violetta natomiast obserwowała go bardzo dokładnie. Uśmiechała się pod nosem, ale nie chciała mu dać do zrozumienia, że ją to bawi. Starała się jak najbardziej zasłonić kurtką by nie zmoknąć. Nie chciała się przeziębić i to przed samym wyjazdem i operacją.
Popatrzył na nią. Widać było, że posmutniała. Podszedł do niej i kucnął obok niej. Patrzył Jej w oczy, a ona próbowała uciec od tego spojrzenia. Leon chwycił Jej zimną dłoń. Natychmiast na niego popatrzyła. Brunet zaczął coś śpiewać ...
- No soy ave para volar Y en un cuadro no se pintar No soy poeta, escultor Tan solo soy lo que soy ...
- Leon ... - odwróciła szybko wzrok. Znowu zaczynał śpiewać. Dlaczego on musi ją tak dołować ? Co chwilę obracała się czy nikt ich nie widzi, czy nikt ją nie widzi siedzącą na tym wózku.
- Zaśpiewaj ze mną, proszę ... - wyszeptał.
Zawahała się - Las estrellas no se leer Y la luna no bajare No soy el cielo, ni el sol Tan solo soy ... - zaczęła niepewnie.
Na twarzy Leona pojawił się wielki uśmiech. Jego oczy błyszczały szczęściem. Sam nie dowierzał, że Violetta zgodziła się z nim zaśpiewać. Teraz jest pewien, że Violetta w końcu jest sobą. To właśnie ta dziewczyna, w której się zakochał.
- Podemos pintar colores al alma. Podemos gritar iee ee. Podemos volar sin tener alas Ser la letra en mi cancion Y tallarme en tu voz ... - zaczęli razem śpiewać.
- Vilu ... - dotknął dłonią Jej twarz.
Patrzyli sobie głęboko w oczy. Obydwoje czuli do siebie coś więcej, obydwoje nigdy nie mieli odwagi tego powiedzieć. Violetta czuła jak Jej serce przyspiesza tempo bicia. Chciałaby mu wyznać ile do niego czuję, ale wiedziała, że nie może. Ta miłość nie ma prawa istnienia, a przynajmniej na tą chwilę.
- Wracajmy. - spuściła głowę.
Stał pod drzwiami i zapukał. Raz, drugi, trzeci i nic. Nikt mu nie otwiera. Puka jeszcze raz, a po chwili zaczyna walić w drzwi i szarpać za klamkę. Nadal nic. Odchodzi na bok i wybiera numer do swojej przyjaciółki - Fran. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci i nic.
- Co jest do cholery ? - pyta się w myślach i chowa z powrotem telefon do kieszeni.
Ponownie zaczyna pukać do drzwi. Wie, że i tak nikt mu nie otworzy, ale nadal liczy na to, że w progu zobaczy Violettę. Nie może zrozumieć czego mu nie otwiera. Powinna być w domu z resztą jak zawsze. Czy ona obraziła się za to co wydarzyło się wczoraj ? Nie, to nie możliwe, a może ? Tak czy inaczej otwarła by pewnie drzwi. A co z Francescą ? Czego ona nie odbiera telefonu ? Coś się stało ? Czy coś się stało z Violettą ?
Zbiega szybko po schodach. W mgnieniu oka pojawia się na dole. Podchodzi do swojego auta, otwiera drzwi i wchodzi do środka. Odpala silnik i jedzie. Zaciska mocno dłonie na kierownicy. Przed oczami ma same złe scenariusze.
Przyjechał pod dom swoich najlepszych przyjaciół. Stanął pod drzwiami i zaczął w nie pukać nieustannie. Już myślał, że tu też nikogo nie zastanie, ale w ostatniej chwili drzwi otwarła mu zaspana Francesca. Spojrzał na nią od góry do dołu jakby zobaczył za miast niej ducha.
- Leon ? - przetarła zaspane oczy.
Przełknął gorzko ślinę.
- Co ty tu robisz ? - od razu się rozbudziła.
- Yyy ... Ja ... Emm ... Byłem u Violetty ... Emm ... Nie było jej w domu. - dukał z zdenerwowania.
Franceasca spojrzała na niego uważnie. Wyglądał na bardzo przejętego no i w rzeczywistości taki był. Włoszka od razu domyśliła się o co chodzi po mimo tego, że nie zrozumiała co on własnie do niej przed chwilą powiedział. Był tak zdenerwowany, że język mu się co chwilę plątał.
- Wejdź. - otwarła szerzej drzwi i ręką zaprosiła go do środka.
- Co się dzieje do cholery ? Gdzie Violetta ? - usiedli w kuchni przy stole.
- Leon ... - próbowała dojść do słowa.
- Gdzie ona jest ? Jest u Ciebie ? - zaczął rozglądać się po mieszkaniu.
- Nie ma Jej tu. Nie mogę powiedzieć gdzie jest.
- Co ?! - wrzasnął. - Co z nią ?
- Wszystko w porządku.
- Ale ... Ale ... - już sam nie wiedział jak o tym wszystkim ma myśleć. Z zdenerwowania ciągle przeczesywał swoje włosy dłonią. - Gdzie Diego ?
- Nie ma go.
- Jest w pracy ?
- Nie.
- To gdzie on się znajduję też mi nie możesz powiedzieć ?! Francesca co to za tajemnice ?! O co w tym wszystkim chodzi do jasnej cholery ?
- Leon ja naprawdę ... - zaczęła, ale nagle poczuła wielki ból.
Upadła na ziemię. Leon był kompletnie zdezorientowany. Dopiero po chwili rzucił się obok niej i zaczął pytać co się dzieję, niestety Włoszka nie była nic w stanie mu odpowiedzieć.
Szpital. Tak bardzo go nienawidzi. Ten charakterystyczny zapach środków dezynfekujących, chorzy ludzie, lekarze ... Znienawidził to miejsce od wypadku Violetty. Pamięta dobrze jakby to wydarzyło się wczoraj. Pamięta ten widok jak wyjmowali ją z karetki, pamięta to jak wieźli ją na salę operacyjną, pamięta ile godzin musiał czekać na wiadomości czy ona w ogóle żyję, pamięta jak bardzo się bał tego, że może ją stracić na zawsze.
Teraz znowu się tu znajduję. Wszystkie wspomnienia wracają.
- Leon ! - dobiegł do niego Hiszpan cały zdyszany. - Co ... Co z Francescą ?
- Spokojnie. Sam jeszcze nie wiem. Przywiozłem ją piętnaście minut temu. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy u was gdy nagle przewróciła się. Strasznie bolał ją brzuch. Od razu zadzwoniłem po karetkę. Chyba ... rodzi [?].
- Co ? To niemożliwe. Termin porodu jest dopiero za miesiąc. - był roztrzęsiony.
- Będzie dobrze ...
- Musi.
- Diego ... - chciał zapytać o Violettę. W dalszym ciągu nie dowiedział się gdzie ona jest
Nagle z pomieszczenia obok wyszedł lekarz. - Pan Diego Hernandez ? - zapytał podchodząc do Leona.
- Nie, to on. - wskazał na przyjaciela.
- To ja, to ja. - wyrwał się z zamyśleń.
- Dobrze. Pańska narzeczona urodziła panu śliczną córeczkę. - uśmiechnął się i spojrzał w jakieś papiery. - Termin porodu był dopiero za miesiąc dlatego małą przeniesiemy do inkubatora.
- Ale będzie z nią wszystko w porządku ?
- Jest pod najwyższą opieką.
- A czy mogę wejść do narzeczonej ?
- Tak, tak. - powiedział i poszedł.
- Gratuluję. - powiedział Leon, a Hiszpan odetchnął z ulgą.
- Dzięki. - uśmiechnął się i wszedł do środka sali.
Po wejściu Diego do środka, Leon postanowił jeszcze raz zadzwonić do Violetty. Trzymał telefon przy uchu i powtarzał w myślach by odebrała. Martwi się o nią, a nikt mu nie chce powiedzieć gdzie jest. Nie rozumie dlaczego ona mu nic nie powiedziała. Są najlepszymi przyjaciółmi. Czego mu nie zaufała i nie powiedziała ?
Nagle z sali wyleciał Diego.
- Diego ? Gdzie ty idziesz ?
- Muszę jechać do domu po rzeczy Fran. - powiedział.
- Ej, czekaj !
- Co chcesz bo wiesz zbytnio nie mam czasu ...
- Chodzi o Violettę. Gdzie ona jest ?
- Leon ...
- Błagam powiedz mi gdzie jest.
- Violetta leci właśnie w tej chwili do Stanów.
- Co ?! - wrzasnął. - Po co ?!
- Mają tam przeprowadzić Jej operację.
- Operację ?! Dlaczego mi nic nie powiedziała ? Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję ?
- Powiedziała, że jak przyleci to wtedy Ci po wie gdy będzie po wszystkim.
- Ale ...
- Słuchaj Leon muszę iść, cześć. - poklepał go po ramieniu i poszedł.
Był tak wściekły. Nie potrafił opisać tego co się z nim działo. Nie pożegnał się z nią, a jeśli coś się nie uda z tą operacją ? Starci ją na zawsze. Przerabiał to już i nie chce aby historia się powtórzyła. Nie powiedział Jej najważniejszego, jak bardzo ją kocha.
- Leon ? - usłyszał za sobą.
Przez chwile myślał, że to wytwór Jego wyobraźni. Nie mógł w to uwierzyć. Po woli odwracał się. Przełknął gorzko ślinę. Czy aby na pewno coś mu się nie wydaję ? To nie może być prawda.
- Violetta ? - spojrzał na nią. - Co ty tu robisz ? - szepnął. Nie był w stanie nic mówić ze szczęścia.
- Zawróciłam gdy dowiedziałam się, że Fran jest w szpitalu. Już wcześniej źle się czuła, musiała zostać w domu i dlatego przyjechałam.
- Czego mi nic nie powiedziałaś ? - podszedł do niej i kucnął obok niej.
Jej oczy stały w łzach.
- Nie chciałam. Zaplanowałam sobie, że polecę, przejdę operację i wrócę ... Zdrowa, normalna.
- Czego cały czas tak mówisz ? Jesteś normalna, jesteś tą samą Violettą. - dotknął dłonią jej twarzy i przetarł skapującą łzę.
- Nie prawda. - odwróciła głowę. - Zgodziłam się na tą operację by w końcu stanąć na nogi, byś w końcu uważał mnie za normalną.
- Co ty wygadujesz ?
- Leon ja ... Kocham Cię, ale wiem, że Ty nigdy nie pokochasz taką łamagę.
- Kochałem Cię przed wypadkiem i żałuję, że nie powiedziałem Ci tego wcześniej. Kochałem Cię po wypadku i żałuje, że Ci tego nie powiedziałem. Kocham Cię nadal i żałuję, że tak późno Ci to mówię. - powiedział i wbił się w Jej usta nie czekając na to co ona po wie.
~♥~♥~♥~
Siedziała i patrzyła jak Jej najlepsza przyjaciółka składa przyrzeczenia swojemu ukochanemu. Cieszyła się razem z nią. Spojrzała na Leona siedzącego obok niej. Na rękach trzymał małą Mechi, córkę młodej pary. Do twarzy było mu z dzieckiem. Od razu na Jej twarzy wymalował się uśmiech.
- Co jest ? - zapytał gdy zauważył, że jest obserwowany przez Violettę.
- Aa nic. Po prostu cieszę się.
- Chcesz potrzymać małą ? - zapytał.
- Jasne. - od razu wyciągnęła ręce by wziąć to maleństwo do siebie.
- Vilu ?
- Tak ?
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
- A ... wyjdziesz za mnie ? - wyciągnął po kryjomu z kieszeni marynarki małe pudełeczko.
- No wiesz ... Już jestem skazana na ten wózek i mam być teraz skazana na Ciebie ?
- To znaczy tak ? - wyszczerzył się.
- Jeszcze się pytasz. - uśmiechnęła się, a on pocałował ją w usta.
~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~
Pierwsza taka długa, trzy częściowa historia własnie się zakończyła !! ^^
Dodaje tą część z małymi opóźnieniami, ale zastanawiałam się czy nie zrobić czwartą część, ale jednak postanowiłam zakończyć to na trzeciej części.
Prognoza na następne Os'y too ...
1. Dwie lub trzy części Femi.
2. Dwie lub trzy części o Diecesce i Fedemile.
Do następnego :*
/Fran♥
Pierwsza taka długa, trzy częściowa historia własnie się zakończyła !! ^^
Dodaje tą część z małymi opóźnieniami, ale zastanawiałam się czy nie zrobić czwartą część, ale jednak postanowiłam zakończyć to na trzeciej części.
Prognoza na następne Os'y too ...
1. Dwie lub trzy części Femi.
2. Dwie lub trzy części o Diecesce i Fedemile.
Do następnego :*
/Fran♥


