niedziela, 28 grudnia 2014

~04~ Leonetta ~ ,,Skazana'' cz. 3

,,Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oczu. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie.''



~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

        - Tu są bilety. Mam nadzieję, że wiesz co robisz. - podała Jej do ręki dwa bilety.
        - Tak. - cicho westchnęła. 
        - Vilu, zadzwoń do niego. - spojrzała na nią błagalnym wzrokiem. 
        - Nie Fran. - pokręciła przecząco głową.
        - Będzie się martwił jeszcze bardziej. - ciągnęła dalej. 
        - Przylecę i wtedy wszystko mu wyjaśnię. 
        - Dobrze niech tak będzie. Razem z Diego przyjedziemy po Ciebie z rana i zawieziemy Cię na lotnisko. 
        - Nie wiem jak wam dziękować. - w oczach stanęły jej łzy. 
        - Jesteśmy Twoimi przyjaciółmi. Zawsze nimi byliśmy, nie zapominaj o tym.
        - Dziękuję. - uśmiechnęła się i odprowadziła przyjaciółkę do wyjścia. 
       Zamknęła za nią drzwi i westchnęła. Spojrzała na walizki stojące w kącie. Bała się, bała się tego wyjazdu. Co jeśli już nie wróci, bo przecież jest takie ryzyko ? Nie powiedziała o tym Francesce. Lekarze, którzy w Stanach będą przeprowadzać tą operację ostrzegali ją przed tym. Fran nie ma o tym pojęcia. Pewnie gdyby się o tym dowiedziała od razu by odradzała brunetce ten wyjazd. 
       Diego i Fran będzie dziękować do końca życia za to, że dali jej nadzieje. Sama by pewnie nie podjęła się szukania lekarzy, którzy będą chcieli przeprowadzić tą skomplikowaną operację. Dzięki nich ma szanse stanąć na nogi, chodź w rzeczywistości to jest niemożliwe. Jeszcze kilka tygodni temu nie zamierzałaby udać się na żadną operację. Wiedziała i nadal wie, że ta operacja nic nie zmieni bo uratować ją od wózka inwalidzkiego się jej już nie da. Dobrze wie, że kaleką pozostanie aż do śmierci, ale w tej chwili liczy się nadzieja. Robi to wszystko dla Leona. 
       Leonowi nic nie powiedziała. Nie widziała się z nim od kilku tygodni. Nie chce go zamartwiać. Cudem jest to, że zgodziła się na to by Fran i Diego jej pomogli. Na razie nie chce myśleć co będzie jeśli ta operacja się nie uda. Stara się za wszelką cenę myśleć pozytywnie. Ciężko jest jej myśleć, że wszystko się uda. Od stóp do głów oplata ją strach. Ryzykuje życiem. Długo się zastanawiała czy tak ryzykować, czy w ogóle warto przebyć tą operację. Stawką nie tylko jest życie, ale też Leon, którego może już nigdy nie ujrzeć. Chyba tego najbardziej się boi. 
       Tego wieczoru brunetka postanowiła szybciej położyć się spać. Przekładała się na łóżku z boku na bok niestety nie mogła usnąć. Po jej głowie ciągle chodził Leon. Odzywały się także wyrzuty sumienia, że nic mu o niczym nie powiedziała. 
       Zaświeciła lampkę nocną, stojącą na szafce obok łóżka.Wyciągnęła z szuflady białą kartkę papieru i czarny długopis. Chciała napisać list pożegnalny w razie gdyby nie wróciła do Buenos Aires. Ciągle próbowała sklecić jakieś sensowne zdanie niestety nic nie przychodziło jej do głowy. Na ziemi walały się już sterty pozginanych kartek. W głowie ciągle pustka. W końcu po jakieś godzinie napisała list. Napisała w nim wszystko co tak naprawdę chciałaby mu powiedzieć, teraz, w tym momencie. 
       Spojrzała na zegar. Dopiero 21:00. Czas płynie tak wolno. Chciałaby żeby ten dzień już się zakończył. Niestety on dłuży się niesamowicie. Wróciła wzrokiem na kartkę papieru. Wzięła ją w swoje ręce i po chwili podjeżdżając do kominka w którym żarzył się ogień, wrzuciła kartkę. Patrzyła na nią jak ogień pochłania ją w swoje objęcia. Zrobiła to bo uznała, że tak będzie najlepiej. 
       Niespodziewanie usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości w telefonie. Podjechała do stolika i wzięła z niego swój telefon i odczytała wiadomość. Pomyślała, że to może przyszła jakaś reklama, albo coś w tym stylu jednak myliła się. Sms'a napisał Leon. 

18.10.2014  21:28
Od : Leon
Cześć, obudziłem Cię ?

       Przez chwilę nie mogła uwierzyć. Ucieszyła się i przez dobre parę minut wpatrywała się w wiadomość. Niestety szybko na jej twarzy pojawił się smutek. Już jutro wylatuje do Stanów. Już nigdy może go nie zobaczyć, już nigdy może nie porozmawiać z nim ...

18.10.2014  21:32
Do : Leon
Nie i tak nie mogę zasnąć.

       Napisała i sprawnym ruchem wysłała wiadomość. Ciekawiło Ją to z jakiego powodu o takiej porze pisze. Nie odzywali się przecież do siebie przez parę tygodni. Czy Fran powiedziała mu o tej operacji ? Nie. Nie zrobiłaby tego. Diego ? On też nie. Więc po co pisze ? 

18.10.2014  21:33
Od : Leon

Wiem to głupie, jest noc, pewnie chciałabyś zasnąć, ale mogę do Ciebie wpaść ? 
Oczywiście jeśli nie chcesz to nie. 

       Nie wiedziała co mu odpisać. Nie podał konkretu dlaczego chce przyjść. Czy coś się stało ? Może jakimś cudem dowiedział się, że wyjeżdża ? Chociaż nie ... Za spokojnie ta rozmowa przebiega. 

18.10.2014  21:35
Do : Leon
Jasne, ale coś się stało ?


18.10.2014  21:35
Od : Leon
Nie. Nic się nie stało. Otworzysz ? Stoję pod drzwiami.

       Bez zastanowienia poderwała się z łóżka i weszła na wózek. Szybko odblokowała kółka i pojechała otworzyć drzwi. Robiła to wszystko w takim tempie jakby ktoś liczył Jej czas. Potrzebowała go, potrzebowała go zobaczyć. 


       Leżała na łóżku i wpatrywała się za okno, za którym księżyc wysoko świecił nad tętniącym życiem miastem. Swoją dłonią delikatnie głaskała się po brzuchu i cichutko śpiewała kołysankę swojemu nienarodzonemu jeszcze dziecku. 
       Zrobiło jej się zimno. Chwyciła za sobą kołdrę i pociągnęła ją tak by się nią okryć, niestety jej ukochany smacznie spał owinięty nią dokoła. Nie miała tyle siły by wyciągnąć z pod niego przynajmniej skrawek kołdry. 
        - Diego. - popchnęła go lekko, ale on dalej spał odwrócony do niej plecami. - Diego. - co raz głośniej powtarzała.
        - Jeszcze chwilę ... Zaraz dokończę skręcać tą szafkę. - powiedział i bardziej okrył się kołdrą.
        - Diego ! Zwariowałeś ? - popchnęła go mocniej. W duchu się zaśmiała, ale to nie zmieniało faktu, że miała odpuścić sobie tą kołdrę. Nadal było jej zimno. - Kołdra ! D a j  m i  t ą  k o ł d r ę !
        - Fran ... - mruknął przecierając zaspane oczy. - Co jest ? - popatrzył na nią.
        - Już nic. - wstała oburzona z łóżka i wyszła z sypialni. Momentalnie ze złości zrobiło jej się cieplej.
       Zeszła na dół i weszła do kuchni. Zaświeciła światło i podeszła do lodówki. Wyciągnęła z niej sok pomarańczowy i nalała go sobie do szklanki. Zaczęła pić. Czuła jak zimny napój rozlewa się po jej żołądku. Przeszły ją zimne dreszcze. Odstawiła szklankę i zaczęła patrzeć przed siebie. Wiedziała, że już nie zdoła zasnąć. Popatrzyła na zegar wiszący nad drzwiami. Wskazywał 22:00. Splotła ręce na klatce piersiowej i poszła do salonu. Rozglądnęła się po pomieszczeniu w którym nadal trwały efekty przeprowadzki. Westchnęła. Nagle ktoś ją objął w pasie. Przestraszyła się i aż podskoczyła.
        - Diego ! Wystraszyłeś mnie. - walnęła go w ramię.
        - Przepraszam. - zaśmiał się pod nosem i wtulił się w nią. 
        - Odejdź ode mnie. - odepchnęła go od siebie.
        - O co chodzi ? - popatrzył na nią ze znakiem zapytania.
        - O nic. - odburknęła. 
        - Przepraszam. - powiedział, ale tym razem poważniej. - Kocham Cię.
       Spojrzała na niego kontem oka i znowu skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Wiedziała, że długo nie potrafi się na niego gniewać. Uśmiech sam po woli wkradał się jej na twarz. 
        - Ja Ciebie też. - powiedziała i wtuliła się w niego. - Diego ? 
        - Tak ? - patrzyli przed siebie stojąc w progu salonu.
        - Chodzi o Violettę. O niczym nie powiedziała Leonowi i nawet nie zamierza, rozumiesz ?
        - Wiesz ... To jest już jej wybór. Tak czy siak nie możemy jej decyzji podważyć.
        - No tak, ale on tak się o nią zamartwia ... 
        - Rozumiem. Szczerze zdziwiło mnie to jak powiedziałaś, że nic mu nie powiedziała. Powinna to zrobić bo przecież już nie chodzi o sam wyjazd tylko o tą operację ...
        - Do czego zmierzasz ? - popatrzyła na niego. 
        - Ta operacja może sprawić, że odzyska władze w nogach, ale przecież może ją pozbawić życia.
        - Słucham ?
        - Kochanie nie wygłupiaj się. W każdej operacji mogą wystąpić jakieś komplikacje. Lekarze na pewno ją uświadomili na co się podejmuję.  
        - W ogóle nie patrzyłam na to od tej strony ...
        - Będzie dobrze.
        - Musi. - wtuliła się w swojego narzeczonego bardziej.
        Bała się o swoją przyjaciółkę, nie chciała żeby wydarzył się ten mroczniejszy scenariusz. Ona na to nie zasługuje ...


        Otworzyła drzwi. W progu zobaczyła Leona. Nikle się do niej uśmiechnął. Odwzajemniła uśmiech. Patrzyli sobie prosto w oczy. Żadne z nich nawet się nie poruszyło. Brunetka chciałaby aby ta chwila trwała wiecznie. 
        Francesca miała szczęście, że trafiła na Diego. Są ze sobą szczęśliwi. Za niedługo urodzi się im dziecko, a później pobiorą się. Można im tylko pozazdrościć. Szkoda, że po między Violettą, a Leonem nigdy tak nie będzie, jak po między Francescą i Diego. Szkoda, że Leon nigdy się nie do wie jak bardzo go kocha Violetta. Wykrzyczała by mu to właśnie teraz gdyby nie to, że jutro wylatuje do Stanów. 
        - Cześć. - powiedział.
        - Hej. 
        Zapadła po między nimi niezręczna cisza. Nagle Violetta jakby sobie przypomniała, że w dalszym ciągu nie wpuściła do środka Leona. Otworzyła szerzej drzwi i zaprosiła ręką go do wnętrza mieszkania.
        - Emmm ... Przyszedłem bo sam też nie mogłem zasnąć. Sam nie wiem ... Chciałabyś pójść ze mną na spacer ? 
        Spacer ? To, że zaproponował jej spacer o takiej porze dnia nie zaskoczyło ją. Bardziej zaskoczyło ją to, że w ogóle chce z nią wyjść na spacer. Violetta od wypadku rzadko kiedy wychodziła na zewnątrz. Praktycznie w ogóle. Bała się wyjść, bała się tych wszystkich spojrzeń ludzi. Bała się tego, że będą śmiać się z jej nieszczęścia. Nie chciała by ktokolwiek wstydził się za nią, za to, że wyśmiewają się z niej.
        - Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci to o jakiej porze dnia wyjdziemy ?
        - Yyy ....
        - Wiem, że i tak się nie zgodzisz, ale ... - wyprzedził jej odpowiedź. 
        Nie zdziwiło ją to, że tak powiedział. Leon wiele razy proponował jej spacer, ale ona za każdym razem odmawiała. Później nawet przestał pytać bo wiedział, że spotka się z odmową. 
        - ... i tak pójdziesz. Ubieraj się. - powiedział, a ona wytrzeszczyła oczy.
        - Leon ...
        - Nie daj się prosić. - był nie ugięty. 
        - Daj mi chwilę. - powiedziała i udała się do łazienki. 
        Sama nie wie dlaczego się zgodziła. Widać nie może się obejść bez niego. Wie, że może go już nigdy nie zobaczyć. To może być jej jedyna szansa. Nie chce umierać z wiedzą, że ich ostatnią rozmową była kłótnia. Przynajmniej jej ostatni dzień w Buenos Aires spędzi właśnie z nim.
        Wyszli razem po jakiś piętnastu minutach. Gdyby nie Violetta i jej wózek wyszli by pewnie szybciej. Brunetka była na siebie zła. Patrzyła tylko jak Leon męczy się z tą kupą żelastwa. To jest też jeden z innych przykładów dlaczego nienawidzi wychodzić na zewnątrz. Musiał pomagać jej wyjść z domu. Gdyby mogła odmówiłaby tej pomocy, ale dobrze wiedziała, że skoro zdecydowała się na wyjście, nie mogła się już wycofać.
        - Przepraszam. - westchnęła gdy w końcu usiadła z powrotem na wózek.
        - Za co ? - spojrzał na nią zaskoczony. Widać po nim było, że zmęczył się tym wchodzeniem tam i z powrotem.
        - Zmęczyłeś się tylko. Mogliśmy zostać w domu. - odblokowała kółka i pojechała zostawiając go z tyłu.
        - Było warto. - dobiegł do niej i uśmiechnął się.
        - Po co chciałeś wyjść ?
        - Nie pamiętam kiedy ostatni razem byliśmy gdzieś razem po za szpitalem i Twoim domem.
        - Faktycznie ... - zaśmiała się pod nosem.
        Automatycznie popatrzył na nią Leon. Jego wzrok był przepełniony radością. Przez chwile odniosła wrażenie jakby ucieszył się z tego, że zaśmiała się. Chyba każdy by się zdziwił, nawet ona sama. Już zapomniała jak to jest śmiać się ... Dobrze, że Leon cały czas daje Jej powód do tego by o tym całkiem nie zapominała.
        - Kocham noc. Kocham ten charakterystyczny zapach po deszczu, a ty ? - powiedział, a ona nabrała do płuc zimnego powietrza.
        Brakowało jej tego wszystkiego. Dopiero teraz zrozumiała ile straciła przez te wszystkie miesiące odizolowywania się od świata. Gdyby nie ten wypadek ... no, ale cóż czasu nie da się cofnąć. Szkoda, że dopiero teraz sobie to uświadomiła.
        - Nie za bardzo. - skrzywiła się. Zbyt bardzo kojarzyło się Jej to wszystko z wypadkiem.
        - Chyba znowu zbiera się na deszcz. - stanął i popatrzył na niebo.
        - Wracamy ? - chciała jak najszybciej wrócić do domu. To, że zacznie padać było tylko na Jej korzyść.
        - Dopiero wyszliśmy.
        - Spać mi się chce. - szybko wymyśliła.
        - Zaraz się rozbudzisz. - zaszedł ją i wózek od tyłu, chwycił poręcz i zaczął biec pchając przed siebie wózek.
        - Leon ! - krzyczała przez śmiech. - Stój ! Słyszałeś ?!
        - Dalej chce Ci się spać ?! - nie przestawał biec.
        - Stój !
        - Nie słyszę ?!
        - Nie, nie chce mi się już spać ! - krzyknęła, a on się automatycznie zatrzymał.
        Podszedł do niej i śmiał się jak głupi, a ona popatrzyła na niego z wściekłością. Co by się stało gdyby spadła z wózka ? Czy on w ogóle ma mózg ? Próbowała pojąć Jego rozbawienie, ale nic go nie usprawiedliwiało.
        - Zwariowałeś !? - krzyknęła.
        - Jeszcze nie. - zaśmiał się, a ona pokręciłaś głową. Nie potrafiła się nie uśmiechnąć, nie potrafiła się nie zaśmiać. To właśnie był cały Leon, tylko on potrafił wywołać na Jej twarzy uśmiech.
        - Pamiętasz jak razem wygłupialiśmy się na deszczu ? - deszcz co raz mocniej zaczynał padać.
        Leon rozłożył ręce i zaczął patrzeć w niebo. Był już cały mokry. Violetta natomiast obserwowała go bardzo dokładnie. Uśmiechała się pod nosem, ale nie chciała mu dać do zrozumienia, że ją to bawi. Starała się jak najbardziej zasłonić kurtką by nie zmoknąć. Nie chciała się przeziębić i to przed samym wyjazdem i operacją.
        Popatrzył na nią. Widać było, że posmutniała. Podszedł do niej i kucnął obok niej. Patrzył Jej w oczy, a ona próbowała uciec od tego spojrzenia. Leon chwycił Jej zimną dłoń. Natychmiast na niego popatrzyła. Brunet zaczął coś śpiewać ...
        - No soy ave para volar Y en un cuadro no se pintar No soy poeta, escultor Tan solo soy lo que soy ...
        - Leon ... - odwróciła szybko wzrok. Znowu zaczynał śpiewać. Dlaczego on musi ją tak dołować ? Co chwilę obracała się czy nikt ich nie widzi, czy nikt ją nie widzi siedzącą na tym wózku.
        - Zaśpiewaj ze mną, proszę ... - wyszeptał.
        Zawahała się - Las estrellas no se leer Y la luna no bajare No soy el cielo, ni el sol Tan solo soy ... - zaczęła niepewnie.
        Na twarzy Leona pojawił się wielki uśmiech. Jego oczy błyszczały szczęściem. Sam nie dowierzał, że Violetta zgodziła się z nim zaśpiewać. Teraz jest pewien, że Violetta w końcu jest sobą. To właśnie ta dziewczyna, w której się zakochał.
        - Podemos pintar colores al alma. Podemos gritar iee ee. Podemos volar sin tener alas Ser la letra en mi cancion Y tallarme en tu voz ... - zaczęli razem śpiewać.
        - Vilu ... - dotknął dłonią Jej twarz.
        Patrzyli sobie głęboko w oczy. Obydwoje czuli do siebie coś więcej, obydwoje nigdy nie mieli odwagi tego powiedzieć. Violetta czuła jak Jej serce przyspiesza tempo bicia. Chciałaby mu wyznać ile do niego czuję, ale wiedziała, że nie może. Ta miłość nie ma prawa istnienia, a przynajmniej na tą chwilę.
       - Wracajmy. - spuściła głowę.


        Stał pod drzwiami i zapukał. Raz, drugi, trzeci i nic. Nikt mu nie otwiera. Puka jeszcze raz, a po chwili zaczyna walić w drzwi i szarpać za klamkę. Nadal nic. Odchodzi na bok i wybiera numer do swojej przyjaciółki - Fran. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci i nic.
        - Co jest do cholery ? - pyta się w myślach i chowa z powrotem telefon do kieszeni.
        Ponownie zaczyna pukać do drzwi. Wie, że i tak nikt mu nie otworzy, ale nadal liczy na to, że w progu zobaczy Violettę. Nie może zrozumieć czego mu nie otwiera. Powinna być w domu z resztą jak zawsze. Czy ona obraziła się za to co wydarzyło się wczoraj ? Nie, to nie możliwe, a może ? Tak czy inaczej otwarła by pewnie drzwi. A co z Francescą ? Czego ona nie odbiera telefonu ? Coś się stało ? Czy coś się stało z Violettą ?
        Zbiega szybko po schodach. W mgnieniu oka pojawia się na dole. Podchodzi do swojego auta, otwiera drzwi i wchodzi do środka. Odpala silnik i jedzie. Zaciska mocno dłonie na kierownicy. Przed oczami ma same złe scenariusze.
        Przyjechał pod dom swoich najlepszych przyjaciół. Stanął pod drzwiami i zaczął w nie pukać nieustannie. Już myślał, że tu też nikogo nie zastanie, ale w ostatniej chwili drzwi otwarła mu zaspana Francesca. Spojrzał na nią od góry do dołu jakby zobaczył za miast niej ducha.
        - Leon ? - przetarła zaspane oczy.
        Przełknął gorzko ślinę.
        - Co ty tu robisz ? - od razu się rozbudziła.
        - Yyy ... Ja ... Emm ... Byłem u Violetty ... Emm ... Nie było jej w domu. - dukał z zdenerwowania.
        Franceasca spojrzała na niego uważnie. Wyglądał na bardzo przejętego no i w rzeczywistości taki był. Włoszka od razu domyśliła się o co chodzi po mimo tego, że nie zrozumiała co on własnie do niej przed chwilą powiedział. Był tak zdenerwowany, że język mu się co chwilę plątał.
        - Wejdź. - otwarła szerzej drzwi i ręką zaprosiła go do środka.
        - Co się dzieje do cholery ? Gdzie Violetta ? - usiedli w kuchni przy stole.
        - Leon ... - próbowała dojść do słowa.
        - Gdzie ona jest ? Jest u Ciebie ? - zaczął rozglądać się po mieszkaniu.
        - Nie ma Jej tu. Nie mogę powiedzieć gdzie jest.
        - Co ?! - wrzasnął. - Co z nią ?
        - Wszystko w porządku.
        - Ale ... Ale ... - już sam nie wiedział jak o tym wszystkim ma myśleć. Z zdenerwowania ciągle przeczesywał swoje włosy dłonią. - Gdzie Diego ?
        - Nie ma go.
        - Jest w pracy ?
        - Nie.
        - To gdzie on się znajduję też mi nie możesz powiedzieć ?! Francesca co to za tajemnice ?! O co w tym wszystkim chodzi do jasnej cholery ?
        - Leon ja naprawdę ... - zaczęła, ale nagle poczuła wielki ból.
        Upadła na ziemię. Leon był kompletnie zdezorientowany. Dopiero po chwili rzucił się obok niej i zaczął pytać co się dzieję, niestety Włoszka nie była nic w stanie mu odpowiedzieć.


        Szpital. Tak bardzo go nienawidzi. Ten charakterystyczny zapach środków dezynfekujących, chorzy ludzie, lekarze ... Znienawidził to miejsce od wypadku Violetty. Pamięta dobrze jakby to wydarzyło się wczoraj. Pamięta ten widok jak wyjmowali ją z karetki, pamięta to jak wieźli ją na salę operacyjną, pamięta ile godzin musiał czekać na wiadomości czy ona w ogóle żyję, pamięta jak bardzo się bał tego, że może ją stracić na zawsze.
        Teraz znowu się tu znajduję. Wszystkie wspomnienia wracają.
        - Leon ! - dobiegł do niego Hiszpan cały zdyszany. - Co ... Co z Francescą ?
        - Spokojnie. Sam jeszcze nie wiem. Przywiozłem ją piętnaście minut temu. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy u was gdy nagle przewróciła się. Strasznie bolał ją brzuch. Od razu zadzwoniłem po karetkę. Chyba ... rodzi [?].
        - Co ? To niemożliwe. Termin porodu jest dopiero za miesiąc. - był roztrzęsiony.
        - Będzie dobrze ...
        - Musi.
        - Diego ... - chciał zapytać o Violettę. W dalszym ciągu nie dowiedział się gdzie ona jest
        Nagle z pomieszczenia obok wyszedł lekarz. - Pan Diego Hernandez ? - zapytał podchodząc do Leona.
        - Nie, to on. - wskazał na przyjaciela.
        - To ja, to ja. - wyrwał się z zamyśleń.
        - Dobrze. Pańska narzeczona urodziła panu śliczną córeczkę. - uśmiechnął się i spojrzał w jakieś papiery. - Termin porodu był dopiero za miesiąc dlatego małą przeniesiemy do inkubatora. 
        - Ale będzie z nią wszystko w porządku ?
        - Jest pod najwyższą opieką. 
        - A czy mogę wejść do narzeczonej ?
        - Tak, tak. - powiedział i poszedł.
        - Gratuluję. - powiedział Leon, a Hiszpan odetchnął z ulgą.
        - Dzięki. - uśmiechnął się i wszedł do środka sali.
        Po wejściu Diego do środka, Leon postanowił jeszcze raz zadzwonić do Violetty. Trzymał telefon przy uchu i powtarzał w myślach by odebrała. Martwi się o nią, a nikt mu nie chce powiedzieć gdzie jest. Nie rozumie dlaczego ona mu nic nie powiedziała. Są najlepszymi przyjaciółmi. Czego mu nie zaufała i nie powiedziała ?
        Nagle z sali wyleciał Diego.
        - Diego ? Gdzie ty idziesz ?
        - Muszę jechać do domu po rzeczy Fran. - powiedział.
        - Ej, czekaj !
        - Co chcesz bo wiesz zbytnio nie mam czasu ... 
        - Chodzi o Violettę. Gdzie ona jest ? 
        - Leon ... 
        - Błagam powiedz mi gdzie jest. 
        - Violetta leci właśnie w tej chwili do Stanów. 
        - Co ?! - wrzasnął. - Po co ?!
        - Mają tam przeprowadzić Jej operację.
        - Operację ?! Dlaczego mi nic nie powiedziała ? Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję ? 
        - Powiedziała, że jak przyleci to wtedy Ci po wie gdy będzie po wszystkim. 
        - Ale ... 
        - Słuchaj Leon muszę iść, cześć. - poklepał go po ramieniu i poszedł.
        Był tak wściekły. Nie potrafił opisać tego co się z nim działo. Nie pożegnał się z nią, a jeśli coś się nie uda z tą operacją ? Starci ją na zawsze. Przerabiał to już i nie chce aby historia się powtórzyła. Nie powiedział Jej najważniejszego, jak bardzo ją kocha.
        - Leon ? - usłyszał za sobą.
        Przez chwile myślał, że to wytwór Jego wyobraźni. Nie mógł w to uwierzyć. Po woli odwracał się. Przełknął gorzko ślinę. Czy aby na pewno coś mu się nie wydaję ? To nie może być prawda.
        - Violetta ? - spojrzał na nią. - Co ty tu robisz ? - szepnął. Nie był w stanie nic mówić ze szczęścia.
        - Zawróciłam gdy dowiedziałam się, że Fran jest w szpitalu. Już wcześniej źle się czuła, musiała zostać w domu i dlatego przyjechałam. 
        - Czego mi nic nie powiedziałaś ? - podszedł do niej i kucnął obok niej.
        Jej oczy stały w łzach.
        - Nie chciałam. Zaplanowałam sobie, że polecę, przejdę operację i wrócę ... Zdrowa, normalna. 
        - Czego cały czas tak mówisz ? Jesteś normalna, jesteś tą samą Violettą. - dotknął dłonią jej twarzy i przetarł skapującą łzę.
        - Nie prawda. - odwróciła głowę. - Zgodziłam się na tą operację by w końcu stanąć na nogi, byś w końcu uważał mnie za normalną.
        - Co ty wygadujesz ?
        - Leon ja ... Kocham Cię, ale wiem, że Ty nigdy nie pokochasz taką łamagę. 
        - Kochałem Cię przed wypadkiem i żałuję, że nie powiedziałem Ci tego wcześniej. Kochałem Cię po wypadku i żałuje, że Ci tego nie powiedziałem. Kocham Cię nadal i żałuję, że tak późno Ci to mówię. - powiedział i wbił się w Jej usta nie czekając na to co ona po wie.

~♥~♥~♥~

        Siedziała i patrzyła jak Jej najlepsza przyjaciółka składa przyrzeczenia swojemu ukochanemu. Cieszyła się razem z nią. Spojrzała na Leona siedzącego obok niej. Na rękach trzymał małą Mechi, córkę młodej pary. Do twarzy było mu z dzieckiem. Od razu na Jej twarzy wymalował się uśmiech. 
        - Co jest ? - zapytał gdy zauważył, że jest obserwowany przez Violettę.
        - Aa nic. Po prostu cieszę się. 
        - Chcesz potrzymać małą ? - zapytał. 
        - Jasne. - od razu wyciągnęła ręce by wziąć to maleństwo do siebie. 
        - Vilu ? 
        - Tak ?
        - Kocham Cię. 
        - Ja Ciebie też.
        - A ... wyjdziesz za mnie ? - wyciągnął po kryjomu z kieszeni marynarki małe pudełeczko.
        - No wiesz ... Już jestem skazana na ten wózek i mam być teraz skazana na Ciebie ? 
        - To znaczy tak ? - wyszczerzył się.
        - Jeszcze się pytasz. - uśmiechnęła się, a on pocałował ją w usta.  

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Pierwsza taka długa, trzy częściowa historia własnie się zakończyła !! ^^
Dodaje tą część z małymi opóźnieniami, ale zastanawiałam się czy nie zrobić czwartą część, ale jednak postanowiłam zakończyć to na trzeciej części.
Prognoza na następne Os'y too ...
1. Dwie lub trzy części Femi.
2. Dwie lub trzy części o Diecesce i Fedemile.
Do następnego :*
/Fran♥

niedziela, 21 grudnia 2014

~*~ Fedemila ~ ,,Uśmiech proszę !'' - Os świąteczny

,,Samotność jest wtedy, gdy otacza Cię mnóstwo osób oprócz tej jedynej.''


~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

W tle gra piosenka świąteczna. 
Wszędzie czuć zapach pierniczków i charakterystyczny, mocny zapach świerku 
ściętego kilka tygodni temu, z lasu. 
Wszyscy zebrani są uśmiechnięci, jednak Ty jesteś wyjątkiem. 
Stoisz gdzieś na uboczu smutna.
Nikt Cię nie zauważa i nikogo nie obchodzisz.
Czujesz się fatalnie, jest Ci przykro z tego powodu.

Spoglądasz za okno, za którym w tą piękną noc pada śnieg.
W szybie widzisz swoje odbicie, a po chwili widzisz Jego.
- Jednak przyszedł. - przymykasz oczy, które wzbierają Ci się łzami szczęścia.
Ponownie spoglądasz w odbicie.
Nie widzisz już Jego, widzisz już tylko swoje odbicie.
Zdajesz sobie sprawę, że to tylko Twoja wyobraźnia płata Ci figle.
Łzy szczęścia zamieniają się w łzy smutku.

Spoglądasz na zegar.
Wskazówki nie ubłagalnie wolno chodzą co doprowadza Cię do szału.
Czekasz z niecierpliwością.
Swój wzrok przerzucasz na drzwi.
- Nie przyjdzie. - szepczesz do siebie.
Czujesz się jeszcze bardziej osamotniona. 

Wszyscy ustawiają się do grupowego, rodzinnego zdjęcia.
Nienawidzisz tej co rocznej tradycji. 
Ktoś obok cały czas Cię zasłania, a ty próbujesz się przebić by zostać zauważoną. 
W końcu rezygnujesz z tej nie równej walki.
Oddalasz się na sam tył. 
- Uśmiech proszę ! - krzyczy fotograf.
Jeszcze raz spoglądasz na zegar, a później na drzwi.
- Nie ma go, nadal ... 
Liczysz na to, że może przyjdzie i zrobi Ci niespodziankę.
Tak bardzo chcesz by był tu z Tobą, byście zostaliście razem uwiecznieni na zdjęciu.
Jednak nie zjawia się.
Twoja nadzieja umiera.
Oślepia Cię błysk flesza. Słyszysz naciskający się przycisk przez fotografa.
Wymuszasz uśmiech, jednak i tak na tle innych osób wychodzisz na smutną osobę.

Zdjęcie zrobione.
Jako pierwsza wychodzisz z pod oka obiektywu.
W przedpokoju zakładasz na siebie płaszcz i szalik.
Na stopy nakładasz buty i wychodzisz nikogo nie powiadamiając bo i tak przecież nikogo by to nie interesowało.

Na dworze jest zimniej niż Ci się to wydawało.
Śnieg cały czas pada okrywając wszystko śnieżno białą kołderką.
Wyciągasz rękę i pozwalasz by mała śnieżynka osiadała na Twoją dłoń.
Płatek śniegu szybko topi się na Twojej dłoni.
Wzdychasz.
Idziesz dalej, a gdzie ?
Tego nie wiesz.
Zdajesz się na swoje własne nogi,
które nie wiadomo dokąd wiodą Cię przed siebie.

Stoisz przed jezdnią.
Czekasz.
Na niego ?
Już nie.
Po Twoich zimnych policzkach spływają ciepłe łzy.
Nie potrafisz ich zatrzymać.
W sercu czujesz pustkę.
Czekałaś tak długo.
Obiecywał, że przyleci, że w te święta na pewno będzie z Tobą.
Skłamał.
Nie ma go.
Dygoczesz z zimna, ale nie przejmujesz się tym.
Spoglądasz na niebo, na którym znajdują się pięknie lśniące gwiazdy.
Uśmiechasz się, smutno.
Wyciągasz rękę jakbyś chciała je chwycić.
Na próżno.

W oddali słychać jadący samochód.
Czujesz jak Twoje serce przyspiesza tempo bicia.
Już za chwilę ...
Już za moment ...
Widzisz jak zza zakrętu wyłania się auto oślepiając Cię reflektorami.
Jeszcze przez chwilę przypominasz sobie scenę gdzie z całą rodziną ustawiasz się do zdjęcia.
- Te światła ... są jak błysk flesza. - myślisz.
Zamykasz oczy.
Robisz krok.
Teraz liczą się sekundy i jak za pstryknięciem przycisku aparatu,
wpadasz pod koła rozpędzonego auta.

Pisk opon.
Trzask drzwi.
Czyjeś kroki.
Ktoś podchodzi do Ciebie.
Obejmuję Cię.
Krzyczy.
Woła o pomoc.
Powtarza w kółko Twoje imię.
Skądś znasz ten głos.
Nie jesteś w stanie go zidentyfikować.
Morzy Cię sen, wieczny sen.
Nikle się uśmiechasz, ale tym razem naprawdę.
Wiesz, że nie jesteś już sama.
- Federico ... 
- Lu wszystko będzie w porządku. Pogotowie zaraz będzie. Ja ... Przyjechałem. Boże ... Przepraszam. Samolot ... Opóźnienie ... Jestem już z Tobą. Będę z Tobą już na zawsze. Lu kochanie ... Słyszysz. Popatrz na mnie. Kocham Cię. Spędzimy te święta razem. Lu ... 
Uśmiechasz się.
Zamykasz oczy.
Każde Jego słowo co raz ciszej słyszysz.
Chciałabyś żeby było inaczej, jednak tak postanowiłaś.
Czasu nie da się cofnąć.
Zasypiasz wiedząc, że jesteś przy nim w te święta,
w wasze ostatnie święta spędzone razem.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Taki smutny Os ://
Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe :D
Wiem, że dodałam go przed terminem, ale obawiam się, ze później nie będę miała czasu.
Na koniec chce wam życzyć Wesołych Świąt i udanego Sylwestra :*
/Fran♥

wtorek, 16 grudnia 2014

~03~ Leonetta ~ ,,Skazana'' cz. 2

,,Czasem wystarczy tylko czyjaś obecność by wszystko inne potoczyło się łatwiej.''

 

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

        Obudziły ją promienie słoneczne padające na jej twarz. Zamrugała parę razy i rozglądnęła się po swojej sypialni. Nic się nie zmieniło. Wszystko stało na swoim miejscu no i rzecz jasna wózek też, którego akurat mogłoby nie być. Westchnęła cicho i po woli weszła na niego. Odblokowała kółka i pojechała do kuchni. Do pomieszczenia wiódł ją intensywny zapach kawy. Gdy zjawiła się w progu ujrzała Leona, który śpiewał pod nosem piosenkę. Wyglądał śmiesznie, a zarazem słodko.
        Patrzyła na niego i cieszyła się z tego, że ma takiego dobrego przyjaciela. Niestety ten fakt też ją zasmucał. Kiedyś kochała go i chyba ... nadal kocha. Przed wypadkiem zawsze odpychała od siebie tą myśl, że coś czuję do Leona. Wtedy najważniejsza była kariera, a uczucia i inne sprawy odeszły na drugi plan. Musiała się wyrzec uczuć czy tego chciała czy nie. Druga taka szansa by już się wtedy nie natrafiła, a przynajmniej tak myślała. Z resztą Leon nigdy nic do niej nie czuł. Była o tym święcie przekonana, a to tylko pomagało jej w tym by zapomnieć o tym, że cokolwiek do niego czuła.
        - Ooo już wstałaś. - zorientował się dopiero, że Violetta wjechała do kuchni. - Wszystko ... okej ?
        - Yyy ... Tak. Chyba tak. - wyrwała się z rozmyślań. 
        - Proszę o to Twoje śniadanie. - położył na stole dwa talerze naleśników z polewą czekoladową.       Wyglądały przepysznie. 
        - Nie musiałeś. - podjechała do stołu. 
        - Eee tam. - machnął ręką i znowu zaczął coś śpiewać. - Pamiętasz to ? 
        - Co ? - popatrzyła na niego z uśmiechem. 
        - No to. - zaczął dalej śpiewać.
        - Ahh tak. Pamiętam. - uśmiechnęła się szerzej. 
        Normalnie ktoś trzeci powiedziałby, że to cud, że Castillo się uśmiechnęła. Od wypadku była cały czas smutna, zagubiona i nie mogła pogodzić się z myślą, że już nigdy nie zatańczy. Dalej tak jest, ale ten człowiek potrafi sprawić, że na twarzy Violetty przynajmniej przez sekundę widnieje uśmiech.
        - Śpiewaj. - zaczął tańczyć. 
        - Przestań. - skrzywiła się.
        Violetta nie zaśpiewała niczego od wypadku. To co kochała umarło razem z jej dawnym entuzjazmem i tryskającą radością. Znienawidziła taniec i śpiew. Nie chce do tego wracać. To tylko wspomnienia, które teraz przysparzają jej tyle bólu. 
        - No dalej. - nie dawał za wygraną, jak zwykle. - Euforia ! Te da la gloria. Grita ! La gente grita ...
        - Nie, nie, nie. Błagam Cię Leon. - podparła czoło swoją ręką. - Niczego nie zaśpiewam. 
        - Canta ! Siente la euforia, porque asi queremos cantar ...
        - Leon, przestań. Chce spokojnie zjeść. 
        - Euforia ! Te da la gloria. Grita ! La gente grita ... Nie przestanę jeśli nie zaśpiewasz przynajmniej jednego zdania. 
        - Nie. Wychodzę. - rzuciła sztućcami o talerz i wyjechała z kuchni zostawiając Leona samego. 


        Zatrzymała się u swojego przyjaciela - Marco. Pozwolił jej przenocować się u niego. Dobrze wie, że na niego zawsze może liczyć. Oczywiście zgłosiłaby się też do kogoś innego, ale tylko on przyszedł jej najszybciej do głowy. Pomyślała też o Camili i Leonie no, ale Camilia wyjechała z Brodueyem na wakacje, a Leon i tak ma za dużo na głowie. Martwi się o Violette, nie chciałaby przysporzyć mu jeszcze więcej zmartwień. 
        - Marco naprawdę Ci dziękuję. - założyła na ramię swoją torebkę.
        - Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. - uśmiechnął się. 
        - Tak wiem. - spuściła wzrok nikle się uśmiechając. 
        - Fran ? 
        - Tak ?
        - Mam nadzieję, że to tylko jakaś głupia sprzeczka po której pogodzicie się. - powiedział. 
        Fran za dużo mu nie opowiadała dlaczego pokłóciła się z Diego. Praktycznie to nie wtajemniczyła go w nic. Ufa mu, ale wolała to zachować dla siebie. I tak była wystarczająco wkurzona na Diego i nie chciała opowiadać jeszcze Marco o tym by potem jeszcze bardziej się zdenerwować, a przecież w jej stanie emocje wariują non stop.
        - Sprzeczka ? Ja po prostu ...
        - Fran mnie nie oszukasz. - spojrzał na nią z pod czoła.
        - Ehh tak wiem. Przepraszam. Też tak myślę. - uśmiechnął się na jej słowa. 
        Nie mógł czuć do niej żadnej złości z tego, że nie chciała mu powiedzieć o co poszło jej z Diego. Nie potrafi się na nią gniewać. 
        Kiedyś byli ze sobą, ale Marco chciał iść za swoimi marzeniami. Francesca to rozumiała i rozeszli się w zgodzie. Umówili się, że każde z nich ułoży sobie życie na nowo z kimś innym. Fran się to udało, ale Marco nie za bardzo. Chyba cząstka jego dalej ją kocha i nie może o niej zapomnieć. 
        - Pójdę już. Nie odbierałam od Diego telefonów. Pewnie się martwi.
        - Nie pewnie, ale na pewno. Idź już, nie będę Cię już zagadywał.
        - Dziękuję. - pocałowała go w policzek i opuściła jego mieszkanie. 


        Z powrotem siedziała wbijając wzrok za szybę. Tylko tak potrafiła się wyciszyć, ale w ten sposób również odcinała się od świata i zamykała się w sobie.
        Nawet nie zauważyła kiedy do salonu wszedł Leon. Usiadł koło niej i nic nie mówiąc patrzył na nią.   Nienawidziła kiedy on tak przychodził i patrzył na nią uważnie. Jego spojrzenie ją tylko peszyło chodź i tak nie dawała po sobie tego poznać i udawała, że go nawet nie widzi. 
        Leon znowu zaczął nucić pod nosem jakąś piosenkę. Skądś już ją znała niestety nie mogła sobie przypomnieć tekstu. Ta melodia ... Była taka piękna, ale i tak nie dawała po sobie poznać, że ta piosenka wywiera na niej jakieś wrażenie.
        - No soy ave para volar Y en un cuadro no se pintar. No soy poeta, escultor tan solo soy lo que soy  ... - zaczął śpiewać co raz głośniej i bardziej odważniej. Zdziwiło ją to bo dosłownie przed chwilą wybuchła z gniewem za to, że zaczął przy niej cokolwiek śpiewać i zmuszać do tego. 
        Po usłyszanych słowach piosenki Violetta sobie już przypomniała. To była piosenka którą śpiewała wraz z nim na jednym z występów. Właśnie wtedy uświadomiła sobie jak bardzo go kocha i że oni nigdy razem nie będą. Dobrze wiedziała, że Leon nic do niej nie czuję. Bolała ją ta świadomość, ale co innego mogła zrobić ? Musiała nauczyć się tego, że nigdy nie będą razem.
        Nagle Leon przestał śpiewać. Swoją dłonią dotknął jej dłoń. Przez Violettę przeszły dreszcze. Spojrzała na niego, spojrzała w jego brązowe oczy w których o mały włos się nie utopiła. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który po chwili znikł.
        - Przepraszam. - powiedział spuszczając wzrok.
        - Leon ... - wyciągnęła dłoń z pod jego dłoni. Obróciła wzrok tak by na niego nie patrzeć. Nie mogła pozwolić sobie na to by znowu wkręcić się w tą miłość.
        - Nie. Naprawdę przepraszam. Nie powinienem Cię do niczego zmuszać. Zdaję sobie sprawę jakie to dla Ciebie może być trudne, dlatego jeszcze raz Cię przepraszam. - powiedział i wstał, a po chwili słychać było trzask zamykających się drzwi frontowych.
        Violetta schowała twarz w dłoniach. Zaczęła płakać. Była na siebie tak bardzo zła. Gdyby mogła pobiegłaby za nim, gdyby mogła zaśpiewałaby z nim, gdyby mogła powiedziałaby mu jaki on jest dla niej bardzo ważny. Niestety nie mogła. Teraz nawet nie potrafiła stłumić w sobie tego wszystkiego. Wcześniej jej się to jakoś udawało. Okrywała się szczelnym pancerzem i nikogo do siebie nie wpuszczała. Teraz gdyby mogła też by tak zrobiła, ale już nie chce. Chce być tą dawną Violettą z przed wypadku. Na wózku czy też bez niego, teraz jest jej wszystko obojętne. Już wie czego pragnie najbardziej na świecie.


        Wróciła do domu. Zamknęła za sobą drzwi i rozglądnęła się po mieszkaniu. Jej nowy dom nabiera życia. Wciągnęła do płuc powietrze i uśmiechnęła się nikle, dotykając swojego brzucha dłonią. Przekroczyła próg salonu i podeszła do pianina, które było nie dbale owinięte folią. Ściągnęła przeźroczystą płachtę i usiadła przed nim. Przejechała palcami po klawiszach. Pianino wydało z siebie wszystkie dźwięki. Po chwili zastanowienia zaczęła grać.
        Niespodziewanie obok niej zjawił się jej narzeczony. Od razu przestała grać. Spojrzała na niego przeszywającym wzrokiem i wstała odchodząc parę kroków od instrumentu.
        - Dzwoniłem i nie odbierałaś. Gdzie byłaś ? 
        - Nigdzie. 
        - Fran ... Przepraszam. Przemyślałem naszą rozmowę i masz rację. - powiedział, a ona spojrzała na niego. - Violetta wiele razy nam pomagała i teraz role się odmieniły. Musimy jej pomóc. 
        - Diego. - wtuliła się w niego. - Ja też Cię chciałabym przeprosić. 
        - Pomożemy jej. Razem na pewno się uda, przecież jest naszą przyjaciółką. - na jego słowa Włoszka się uśmiechnęła. Wrócił jej prawdziwy Diego ...


        Trzymała w ręce telefon. Ciągle zastanawiała się czy zadzwonić ? Bała się, że gdy zadzwoni spotka się z odmową. Przecież tyle się do siebie nie odzywały. Violetta wiele razy dawała do zrozumienia Fran, że nie chce jej znać. Teraz gdy sobie o tym pomyśli jest jej strasznie głupio. Były najlepszymi przyjaciółkami, a ich przyjaźń skończyła się tylko i wyłącznie przez nią. Teraz rozumie, że błędem było ciągłe obrzucanie ją winą. Tak naprawdę gdyby nie ona występ by się nie udał i wszystko legło by w gruzach. Szkoda, że wcześniej tak na to nie patrzyła ...
        Wcisnęła zieloną słuchawkę przy imieniu i nazwisku i przez chwilę zamarła. Jej serce przyspieszyło tempo bicia. Jeszcze dwa dni temu dzwoniąc do niej czuła by się jak kompletna idiotka, która z podkulonym ogonem będzie błagać o pomoc. Teraz jest inaczej. Chciałaby się z nią pogodzić, przeprosić i tak jak kiedyś wyjść na kawę, pogadać o głupotach i śmiać się do łez praktycznie z niczego.
        - Violetta ? - usłyszała.
        - Cześć Fran ...
        - Yyy ... - słychać było, że jest w kompletnym szoku.
        Trzeba by gdzieś to zapisać, bo po wypadku Violetta zmieniła się w kompletnie inną osobę. Dobrze o tym wiedziała i dlatego teraz postanowiła wrócić do dawnego wcielenia.
        - Dzwonię bo chciałabym Cię przeprosić.
        - Przeprosić ? Chyba sobie żartujesz. - usłyszała i poczuła się jakby ktoś wbił jej nóż w plecy. Tak naprawdę to nie zdziwiła się. Zasłużyła na to.
        - Jaa ... Naprawdę, przepraszam ...
        - Błagam Cię ... Nie chce mi się z Tobą rozmawiać. - powiedziała i rozłączyła się.
        Violetta była na przegranej pozycji. Teraz dopiero uświadomiła sobie co tak naprawdę straciła. Myślała, że brak władzy w nogach oznacza koniec świata dla niej. Nie mogła sobie wyobrazić siebie, przekreślającą te wszystkie marzenia związane z tańcem. Teraz gdy uświadomiła sobie, że powinna się cieszyć z tego, że w ogóle żyję, straciła coś cenniejszego - przyjaźń.
        Po paru godzinach bezczynnego wpatrywania się w telewizję ktoś zapukał do drzwi. Od razu pomyślała, że to może Leon do niej znowu przyszedł. W środku ucieszyła się, ale zastanawiało ją jedno : Dlaczego Leon puka do drzwi skoro może wejść od tak po prostu ?
        Podjechała otworzyć drzwi. Gdy je otwarła w progu zobaczyła Francesce.
        - Francesca ? Co ty tu robisz ?
        - Niespodzianka. Pomyślałam, że wpadnę. 
        - Ale ...
        - Mogę ? - uśmiechała się wskazują na środek mieszkania. Violetta otworzyła szerzej drzwi i wpuściła Włoszkę do środka.
        - Myślałam, że ... 
        - Mam nadzieję, że mi wybaczysz ten żarcik. Pomyślałam, że wpadnę i wtedy na spokojnie pogadamy. - przerwała jej.
        - Nie, to ja mam nadzieję, że to ty mi wybaczysz. Przepraszam. Zachowywałam się jak idiotka. Obwiniałam Cię za wszystko. To był błąd i przepraszam. Gdyby nie ty ten występ ... Myślałam, że zrobiłaś to specjalnie, że tylko na to liczyłaś ... Tak mi głupio, że myślałam, że ty naprawdę byś zrobiłaby mi to specjalnie. Teraz wiem, że dzięki Tobie ten występ by się nie udał. Tak mi wstyd ...
- Przeprosiny przyjęte. Tak się cieszę, że znowu jesteśmy przyjaciółkami, bo jesteśmy prawda ?
        - Jesteśmy. - uśmiechnęła się.
        - Ej tylko nie becz. - powiedziała Fran chodź też sama się wzruszyła.
        - Nawet nie wiesz jak za tobą się stęskniłam. - przytuliły się. - Opowiadaj. Co u ciebie ? - wytarła twarz z łez i uśmiechnęła się.
        - Razem z Diego kupiliśmy dom. Przeprowadzka trwa, ale już możemy się wprowadzać. 
        - To świetnie ! A jak mała ? Słyszałam od Leona, że bierzecie ślub po jej przyjściu na świat, to prawda ? 
        - Tak, tak. Teraz by nie dało rady, przeprowadzka i w ogóle ... Rozumiesz. A ty jak się masz ?
        - Nie najlepiej. - jej oczy stanęły w łzach. Przyrzekała sobie, że będzie twarda, że się nie rozklei. Nie chętnie chce mówić o sobie, nie chętnie chce żalić się i prosić o pomoc, ale wie, że musi.
        - Ej spokojnie. Powiedz co się dzieję ? - spojrzała na nią zaniepokojona.
        - Nigdy nie prosiłam o pomoc, ale chyba czas najwyższy. Myślałam, że dam sobie radę, ale myliłam się. Dopiero gdy to zrozumiałam uświadomiłam sobie ile straciłam. Żyję i powinnam się z tego cieszyć, ale nie potrafię. 
        - Pomogę Ci. Szukałam z Diego lekarza, który może przeprowadzić operację po której będziesz mogła odzyskać władze w nogach.
        - To nie chodzi już o moje nogi. Straciłam was. Ciebie, Diego, Cami ... Leona ... Wszystkich. 
        - Kochana ty nas nigdy nie straciłaś. Jesteśmy z Tobą. 
        - Szkoda, że tak późno zdałam sobie z tego sprawę. Wcześniej non stop myślałam o karierze, a zapominałam o innych ważniejszych rzeczach. Pokarało mnie i tyle.
        - Przestań nie mów tak. Jeszcze staniesz na nogi. Zobaczysz. Pomożemy Ci w tym.
        - Dziękuję. - powiedziała, a z jej oczów popłynęły łzy szczęścia. - Fran ?
        - Tak ?
        - Ahh z resztą już nic. - machnęła ręką.
        - No gadaj ! 
        - Nie ... - bała się powiedzieć jej prawdę.
        Sama nie była do końca pewna, sama już nie wiedziała co czuła. Tyle lat ukrywała się z uczuciem do Leona. Zawsze była dla niego tylko przyjaciółką i nikim więcej i gdyby teraz miała wyznać to Włoszce, wszystko miałoby się zmienić ? Po za tym jest kaleką, a Leon nie zakocha się w niepełnosprawnej. On nie zasługuje na nią, powinien być z kimś innym, z kimś normalnym ...
        - No ejj. Zaczęłaś to skończ, a więc zamieniam się w słuch !
        - Chodzi o Leona ...
        - Leona ? - popatrzyła na nią zaskoczona.
        - Bo ... Z resztą nie ważne. Nie było tematu. Chcesz coś do picia ?
        - Ej ! No gadaj ! Nie wymigasz się, mów o co chodzi. Co Leon ? - nie dawała za wygraną.
        - Ja ... Emm ...
        - Nic nie musisz mówić. - Włoszka się już domyśliła. - Podoba Ci się.
        - Co ? Nie ! Co ty ... 
        - Hahaha ! Zakochałaś się. Już wcześniej Cię o to podejrzewałam.
        - Fran przestań, a nawet jeśli to co z tego ? 
        - Jak co z tego ? Błagam Cię ...
        - On i tak nic do mnie nie czuję ... - mruknęła pod nosem.
        - Jaką masz pewność ? - spojrzała na nią, a ta tylko wzruszyła ramionami, spuszczając wzrok.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Kolejna część napisana !
Trochę miałam problem z napisaniem tej części ponieważ cały czas zastanawiałam się jak się ta część ma zakończyć, a jak ma rozpocząć się kolejna. Zastanawiałam się też nad tym jak dalej poprowadzić tą historię i w końcu wymyśliłam, ale nie po wiem wam nic bo zdradziłabym koniec, który nastąpi w trzeciej części.
Ahh no i przepraszam, że taki krótki :/

/Fran♥

sobota, 13 grudnia 2014

~Nominacja do LBA~

   Do nominacji LBA nominowała mnie Patty. (http://federico-y-ludmila.blogspot.com/)
To moja pierwsza nominacja i po prostu dalej w to nie wierzę, że mój blog został tak wyróżniony ♥ Marzyłam o tym wiele razy, ale nigdy bym się nie spodziewała, że to kiedyś nastanie ^^

Zasady są takie, że mam odpowiedzieć na 11 pytań, 11 blogów i ich autorek mam nominować i 11 pytań mam im zadać.
Gdybym mogła nominowałam bym więcej blogów, ale zasady to zasady :D

Na początek odpowiem na pytania :

1. Co sądzisz o głównej bohaterce mojego bloga (Ludmile) ?
   Uwielbiam ją ♥ W ogóle gdy pierwszy raz zajrzałam na Twojego bloga i zobaczyłam, że opowiadanie jest związane z serialem ,,Violetta'' i że główną bohaterką jest Ludmiła to się bardzo ucieszyłam !
   Już w pierwszym rozdziale przedstawiłaś ją jako twardą osobę, ale tak naprawdę w głębi duszy była i jest bardzo wrażliwa. Wiele przeszła i wgl. Teraz tylko trzymam kciuki żeby ona i Fede byli razem <3

2. Jeśli byłabyś Francescą, to wybrałabyś Marco czy Diego ? Dlaczego ? :)
   Kurde trudno jest mi wybrać :// Chyba bym się nie mogła zdecydować, ale w ostateczności wybrałabym Diego. Oczywiście wybrałam go nie dlatego, że w trzecim sezonie Fran i on czują coś do siebie. W drugim sezonie spiskował z Ludmiłą i wgl był nie sprawiedliwy wobec Violetty, ale później zrozumiał, że źle robi i przeprosił. W trzecim sezonie jest kompletnie innym człowiekiem i chyba to przeważyło sprawiając, że właśnie wybrałam Diego, a nie Marco.

3. Okazuję się, że Martina Stoessel rezygnuje z roli ... Oglądasz dalej ? 
   No jasne ! Bardzo ją lubię i jako aktorkę i jako grającą postać Violę i pewnie był by to dla mnie wielki wstrząs, ale myślę, że i tak bym oglądała dalej ten serial. Po za tym inni aktorzy grający w tym serialu pewnie kiedyś sprawili by, że pogodzę się z tą myślą, że Tini już nie zagra w tym serialu.

4. Wolisz styl Violetty w 1, 2 czy 3 sezonie. Uzasadnij. ♥
   Najbardziej wolę styl Violetty w 3 sezonie ponieważ ten styl najbardziej do niej pasuję. W 2 sezonie też nie wyglądała najgorzej, ale w 3 sezonie już jest przedstawiona jako gwiazda i już na pierwszy rzut oka trzeba zauważyć, że Ci którzy ubierali tą postać chcieli podkreślić jej sukcesy i to jak się rozwija nie tylko muzycznie, ale tak na marginesie i tak wolę styl Tini niż Violetty :D

5. Chciałabyś, żeby w 3 sezonie pojawiły się postacie z poprzednich części ?
Tzn. Lara, Napo, Tomas ...
   
Zdecydowanie nie chciałabym, żeby te postacie pojawiły się w 3 sezonie. Nie potrafię dokładnie uzasadnić dlaczego. Jakby te postacie były to nie miałabym żadnych zastrzeżeń, ale nie ma ich i jest dobrze. Szczególnie nie chciałabym żeby w 3 sezonie wystąpił Tomas. Po prostu nie lubię tej postaci i nwm dlaczego ... Nienawidziłam oglądać z nim scen w 1 sezonie.

6. Dostajesz pod choinkę bilety na Violetta Live w Polsce. Jak reagujesz ? :3 
   Najpierw bym nie dowierzała, później bym krzyczała ze szczęścia, a następnie pobiegłabym podziękować za tak wspaniały prezent ♥

7. Co sądzisz o ludziach, którzy hejtują fioletowy serial z powodu ,,dziecinady'' i ,,przesady'' ? 
   Nie rozumiem takich ludzi, naprawdę. Dziecinada ? Błagam ... To, że oglądają to małe dzieci, nie robi to z tego serialu dziecinady. Najczęściej są to ludzie, którzy po usłyszeniu paru piosenek i po zobaczeniu jakich oni mają małych widzów od razu nabierają negatywów co do tego serialu. Uważam, że powinni się oni dobrze zapoznać z tym serialem by go później oceniać. Ten serial jest dla nastolatków, a że małe dzieci to oglądają to trudno. Pewnie i tak połowa z nich nie rozumie o co chodzi bo tylko podoba się im fioletowy kolor i piosenki.

8. Od kiedy jesteś V-Lovers ? I dlaczego ? 
   V-Lovers jestem od samego początku, odkąd powstał ten serial, odkąd się w nim zakochałam *-* Nawet nie potrafię uzasadnić dlaczego, ale ubóstwiam aktorów, a tak najbardziej to Universas, Tinistas itp.

9. Co zainspirowało Cię do tworzenia twojego bloga ? 
   Chciałam kiedyś napisać swojego własnego bloga, ale miałam pewne obawy, wątpliwości co do tego. Po za tym jestem z natury osobą pesymistyczną i co chwile coś mnie odwlekało od tego. Gdy moja siostra zaczęła oglądać serial ,,Violetta'' zaraziła mnie tym i później zaczęłam się nim interesować bardziej niż ona sama, a ona jest naprawdę maniaczką w oglądaniu różnych telenowel w tym ,,Violetty''. No i pewnego dnia pomyślałam sobie, że może stworzę jednak tego bloga, a jego tematyką będzie głównie fioletowy serial i chyba on mnie zainspirował do stworzenia tego i innych moich blogów.

10. Skromne pytanie : Co sądzisz o moim blogu ? :)
   Kocham Twój blog, a wręcz go ubóstwiam ! Nawet mam go dodany do ulubionych i zaobserwowany. Piszesz świetnie, a przecież nie co drugi ma do tego taki talent. W Twoim opowiadaniu zawsze się coś dzieję i wgl. główną jego bohaterką jest Lu, a ja ją po prostu kocham <333 Jest jedną z moich ulubionych postaci. No i ten wygląd bloga *-* Kochammmm !

11. Jeśli Ludmiła miałaby być pozytywną postacią, to kogo umieścisz na miejscu ,,tej złej'' ?
   Hmmm .... Chyba bym wybrała Violettę. Taka zamiana byłaby fajna :D Szczególnie, że po za serialem na prawdę są one przyjaciółkami. Po za tym kiedyś sama już sobie zadawałam to pytanie i pomogła mi w nim odpowiedzieć piosenka ,,Si es por amor'' i jej teledysk. Gdybym nie oglądała tego serialu pomyślałabym, że to Vilu gra zły charakter haha. Ewentualnie mogłaby być to Francesca. Kiedyś czytałam wypowiedź Lodo, która mówiła, że chciałaby zagrać ,,tą złą''.

KONIEC !

Rozpisywałam się jak papież gdzie nie gdzie, ale teraz już mogę w końcu wam podać moje pytania ^^
Oto 11 pytań do nominowanych :

1. Skąd się wziął u Ciebie pomysł na bloga ? :)
2. Jaka postać z serialu ,,Violetta'' należy do Twoich ulubionych ?
3. Do jakich fandomów należysz ?
4. W 3 sezonie pojawia się taka postać jak Gery. Co o niej sądzisz ?
5. Jeśli Martina nie miałaby grać głównej postaci to kto inny z tego serialu miałby zagrać główną rolę ? Uzasadnij.
6. Jaką piosenkę najczęściej słuchasz z serialu ,,Violetta'' ?
7. Jaką masz ulubioną parę ? Dlaczego właśnie ją lubisz ?
8. Wolisz Marcesce czy Diecesce ? Dlaczego ?
9. Wyciąga do ciebie pomocną dłoń Leon i Alex . Z której pomocy korzystasz ?
10. Nietypowe pytanie, zaciągnięte od Patty. : Co sądzisz o moim blogu ?
11. Czy oglądasz jakieś inne seriale oprócz ,,Violetty'' i naszych Polskich seriali ?

Okej pytania napisane, a teraz nominuję blogi ♥
Kolejność jest przypadkowa.

1. ♥ Cada amor es todo lo que vale la pena ♥
2. Podaruj mi jeden dzień więcej
3. Na Zawsze Razem
4. LeonettayDiecesca
5. Po prostu kochaj - Fedemiła
6. And whatever would happen - love me with all your hearth
7. Teraz wiem, że Ziemia jest niebem.
8. Ludmiła i federico Pasquarelli
9. Say something, I'am giving up on you.
10. Od nienawiści do miłości - Fedemiła
11. Kochać nie znaczy ranić ... ~ Leonetta

No i to by było na tyle.
Mam nadzieję, że nominacji będzie więcej bo to tylko napędza mnie do dalszego pisania <333
Kocham i jeszcze raz dziękuję za nominacje :*
Ps. Proszę was o potwierdzenie w komentarzach, że przyjmujecie moje nominowanie :)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

~02~ Leonetta ~ ,,Skazana'' cz. 1

Tytuł : ,,Skazana''
Para : Leonetta
Dedykacje : Dla wszystkich czytających tego bloga <3


~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

        Wpatrywała się w okno za którym padał deszcz. Jej twarz niczego nie wyrażała po za tym głębokim spojrzeniem wychwytujące krople deszczu spływające po szybie. Wydawała się być bardzo skupiona nad tym co robi, ale po mimo tego już w oddali słyszała czyjeś kroki, a po chwili ktoś usiadł obok niej.
        - Jak się czujesz ? - usłyszała i tylko wzruszyła ramionami nie odrywając wzroku od szyby. 
        Ehem, no cóż. Zależy jak na to patrzeć. Od pięciu tygodni nie czuję swoich nóg, jeśli o to chodzi. Natomiast jeśli chodzi o jej samopoczucie to wcale nie jest lepsze czy gorsze. Wszystko jest do kitu i gdyby mogła wykrzyczała by to całemu światu.
        - To znaczy ? - nie dawał za wygraną i drążył w ten temat dalej. 
        - A jak może czuć się kaleka ? - spoglądnęła na niego z mrożącym wzrokiem. 
        Od pięciu tygodni nic innego nie robi oprócz siedzenia na tym przeklętym wózku inwalidzkim, a to wszystko przez ten cholerny wypadek. 
        Violetta wracała wtedy z zajęć muzycznych.  Padał deszcz. Było strasznie zimno, ale jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, cieszyła się taką pogodą.Cieszyła się jeszcze bardziej bo właśnie dowiedziała się, że to właśnie ona zaśpiewa główną piosenkę w wielkim show.
         Jej różowa sukienka przemokła do suchej nitki, a z włosów skapywała woda, a to i tak nie wywarło jakiegoś na niej wielkiego wrażenia. Nawet nie przejmowała się tym, że może się przeziębić. Nagle w tym samym czasie gdy przechodziła przez przejście dla pieszych, zadzwoniła do niej jej przyjaciółka - Francesca. Zaczęły kłócić się o błahą rzecz, a przecież nigdy wcześniej nie zdarzyło się im pokłócić. Były najlepszymi przyjaciółkami, zawsze trzymały się razem i zawsze nawzajem się wspierały. Wtedy nagle, niespodziewanie z za zakrętu wyłoniło się auto. Violetta nawet nie zdążyła odskoczyć. Poczuła wielki ból, który sprawił, że straciła przytomność. 
        Skończyło się na tym, że straciła czucie w nogach. Lekarze stwierdzili, że jej szanse na odzyskanie w nich władzy jest nie możliwe. I tak właśnie zostały przekreślone jej marzenia, plany, a przecież była już o krok od sukcesu. Miała przecież zaśpiewać główną piosenkę na wielkim show. To miał być jej przełom w życiu, ale niestety nie taki jaki się spodziewała. 
        - Przestań. Nie mów tak. - odpowiedział. - Fran dzwoniła do mnie, że nie odpowiadasz na jej telefony od przyjścia z szpitala. To prawda ?
        - A co skarżyła Ci się ? - prychnęła, powracając wzrokiem na pogodę istniejącą za oknem.
        - Nie. Po prostu martwi się o ciebie. - próbuję sprawić by na niego spojrzała.
        - Niech się lepiej martwi o siebie, wtedy dobrze zrobi. 
        Martwi się o nią ? Dobry żart. Violetta jej nienawidzi odkąd przeżyła ten straszny wypadek. Cały czas trzyma do niej uraz. Jest przekonana, że to przez nią to wszystko się wydarzyło. Myślała, że jest jej przyjaciółką, najlepszą, a ona w tak perfidny sposób ją potraktowała odbijając jej piosenkę. Prawdziwa przyjaciółka nigdy by tak nie postąpiła, szczególnie wtedy gdy druga leży przykuta do łóżka i nie może ruszyć nogami po strasznym wypadku, który ledwo przeżyła. Jednak w rzeczywistości jest inaczej. Francesca przepraszała, ale spotykała się z ciągłymi odmowami zgody. Niestety Violetta nie może jej tego zapomnieć, że po tym wszystkim miała odwagę wyjść za nią na scenę i zaśpiewać jej piosenkę. 
        - Przyjdzie tu.
        - Słucham ? To moje mieszkanie i ja zadecyduje kto i kiedy będzie miał tu wstęp. Ona niestety jest ostatnią osobą jaką chciałabym widzieć w tym domu. - oburzyła się wymachując ze zdenerwowania rękoma
        - Violetta, ona chce Cię przeprosić.
        - W dupie mam jej przeprosiny. - wybuchła wielkim gniewem.
        Popatrzyła na wyraz Leona, który szybko przybrał smutny wyraz twarzy. Przez jej ciało przeszły dreszcze. Przełknęła ciężko stojącą gulę w gardle i patrzyła dalej w te chłodne oczy na które na nią patrzyły. Nie wiedziała, że rani też przez to Leona swoim zachowaniem. Przez chwilę tego pożałowała, nawet bardzo ...
        - Strasznie się zmieniłaś. - powiedział niskim tonem w którym można było wyczuć nutkę zawiedzenia się.
        - Leon ...
        - Wpadnę jutro. - powiedział i poszedł.
        - Leon ! - krzyknęła za nim, ale on nie reagując na nic, po prostu wyszedł z domu trzaskając za sobą drzwiami.  Był zły.


        Siedziała i patrzyła na deszcz, który obijał się o szyby. W tle grała cicho piosenka, a wokół można było wyczuć charakterystyczny zapach mocnej, czarnej kawy z expresu.
        Do kawiarni non stop ktoś wchodził i wychodził, w końcu do środka wszedł długo wyczekiwany gość przez Włoszkę.
        - Cześć Leon. - powiedziała uśmiechając się do niego.
        - Cześć. - nikle się uśmiechnął.
        Do ich stolika podeszła kelnerka z przygotowanymi kartami różnych przysmaków. Rozdała im Menu i wyciągnęła z kieszeni mały notatnik z długopisem, oczekując na składające zamówienie.
        - Co podać ? - zapytała blondynka.
        - Poproszę kawałek placka bananowego i kawałek placka toffi i ... do tego sok jabłkowy. - zaczęła Francesca, a kelnerka szybko zaczynała zapisywać zamówienie.
        - A dla pana ? - zwróciła się do Leona.
        - Ja poproszę tylko kawę z expresu. - stwierdził nawet nie patrząc w kartę dań. Kelnerka uśmiechnęła się sztucznie i poszła.
        - Widzę, że Twój apetyt rośnie z każdym dniem. -zaśmiał się pod nosem.
        - To prawda. - automatycznie dotknęła dłonią swojego brzucha, uśmiechając się.
        - Już wiesz jak dacie jej na imię ?
        - Sama nie wiem ... Diego cały czas upiera się, że to będzie chłopczyk, chodź i tak badanie USG co innego wykazało. Mówi nawet już do niej Francisco lub Fabian. - zaśmiała się.
        - A właśnie jak Ci się układa z Hernandezem ? - poruszał charakterystycznie brwiami wywołując na twarzy Francescy jeszcze większy uśmiech. - Kiedy ślub ?
        - Jak się mała urodzi. Na razie musimy przygotować się na jej przyjście, dopiero później zaczniemy myśleć o ślubie, ale już możesz czuć się zaproszonym.
        - To będzie dla mnie zaszczyt. - wypiął się dumnie.
        Po chwili ich rozmowę przerwała kelnerka przynosząc zamówienie.
        - Leon ... - zaczęła niepewnie.
        Dokładnie obserwowała Verdasa. Był inny. Zmienił się, zmienia się z każdym dniem. Może nie rzuca się to na pierwszy rzut oka, ale Francesca wszędzie rozpozna to, że jest przygnębiony. Przychodząc tu był pochłonięty w myślach. Nawet witając się z nią, był gdzieś przez chwilę nie obecny. Kryje się za tym co go tak dołuję. Włoszka dobrze wie co mu jest i od razu jej uśmiech zszedł z twarzy. Chodziło o Violettę. Po za tym nie trudno się było o to domyśleć bo na ich spotkaniach często obierają temat o Violettcie. Oboje się o nią martwią, oboje chcą jej jakoś pomóc, ale ona nie przyjmuje pomocy, szczególnie od Francescy do której dalej żywi nienawiść.
        - Rozmawiałeś z Violettą, prawda ? Powiedziałeś jej o tym, że chce do niej przyjść.
        - Tak. - spuścił głowę i zaczął bełtać łyżeczką w filiżance. - Ale ona nie chce żebyś do niej przychodziła.
        - Dalej jest na mnie zła. - spuściła wzrok. - Nie dziwię się jej.
        - Nie. Co ty wygadujesz Fran ?
        - Nie musiałam brać tej piosenki za niej. Pewnie też byś się tak zachowywał na jej miejscu. Najpierw pokłóciłam się z nią, a później odebrałam jej piosenkę. Nie zdenerwowałbyś się na mnie ? To było chamskie.
        - Sam już nie wiem jak mam o tym myśleć ... 
        - Jak się ona czuję ? 
        - Fatalnie. Nie chce jeść, nigdzie wyjść. Cały czas siedzi i patrzy przez okno. Martwię się o nią. Chce jej jakoś pomóc, ale nie potrafię. Ona potrzebuję dobrego psychologa. Myśli, że to koniec świata, ale gdyby dała sobie pomóc ...
        - Leon, spokojnie. Będę Ci pomagała jak tylko będę mogła i Diego też. To w końcu nasza przyjaciółka i po mimo tego, że ona mnie nienawidzi to i tak jej pomogę. 
        - Do niej nic nie dociera ... Boję się o nią. Ona się stacza na samo dno ...
        - Wszystko będzie w porządku. Wspólnymi siłami jej pomożemy. Będzie dobrze.
        - Oby. - westchnął, dopijając swoją kawę.


        Złapała gwałtownie za stojącą obok niej szklankę i rzuciła ją o ziemię. Szklanka rozbiła się na milion milionów małych kawałeczków z wielkim hukiem. Myślała, że to pozwoli jej rozładować negatywne emocje, jednak myliła się. Zacisnęła dłonie na wózku i zaczęła próbować się podnieść. Chciała wstać i móc przejść przy najmniej tych parę kroków. Nawet nie spodziewała się, że będzie ją to kosztowało tyle wysiłku. Ręce drżały jej i pociły się sprawiając, że co raz trudniej było jej utrzymać się na rękach. Nogi dalej były bezwładne i chodź chciała ruszyć nogą do przodu, to i tak nie potrafiła. Z jej czoła skapywały kropelki potu. Zacisnęła zęby i wstrzymała oddech. Puściła się. To był przełomowy moment. Chwilę stała, a następnie upadła. Nogi nie potrafiły utrzymać jej reszty ciała. Zaczęła płakać. Czuła się bezradna i słaba. Jej nadzieja która gdzieś tliła się w jej sercu, wygasła. To na nic. To był definitywny koniec. Brunetka utwierdziła się w stu procentach, że już nigdy nie stanie na nogi i nigdy już nie zatańczy. Walnęła pięścią o podłogę. W myślach wyzywała cały świat. Miała tego dość, miała siebie dość. Nienawidziła siebie.
        Przez chwilę pomyślała o pomocy. Potrzebowała jej, ale nigdy jej nie przyjmowała. Chciała być ,,normalna'', a nie postrzegana jako kaleka, którą w rzeczywistości jest. Zapragnęła mieć teraz kogoś przy boku. Wszystkich odtrąciła.
        Jeszcze rok temu było wszystko w porządku. Mogła chodzić, miała przyjaciół i rodzinę. Dzisiaj nie ma nikogo, nawet rodziny. Jej tata zmarł rok temu. Od tego momentu wszystko zaczynało się sypać. Tak strasznie go potrzebuje. Jako małe dziecko nie miała już przy sobie mamy, dzisiaj nie jest już dzieckiem, jest dorosła i straciła już tatę. W głębi duszy dalej jest tą małą dziewczynką z dwoma kucykami. Dalej potrzebuję czułości ojca, którego już nie ma. Nigdy nikomu się z tego nie żaliła. Mocno trzyma to w swoim sercu zamkniętym na cztery spusty. Życie odebrało jej wszystko, dlatego zachowuje się tak oschle i zimno w stosunku do jedynych przyjaciół jakich ma. Niby jest zła na siebie, ale jej złość odbija się na wszystkich, nawet na tych, których kocha. Nic na to nie poradzi. Codziennie sobie wmawia, że nie potrzebuję pomocy, że jest ona jej nie potrzebna. Nic jej już nie pomoże w staniu na nogi ...


        Leżała na łóżku i delikatnie głaskała się po swoim brzuchu. Uśmiechając się szeptała do maleństwa, że go strasznie kocha. Jest taka szczęśliwa. Ma wszystko : dom, ukochanego, to maleństwo, które za nie długo przyjdzie na świat ...
        Niestety zawsze w takich chwilach, gdy jest sama i może spokojnie pomyśleć, smutek wraca jej na twarz. Ciągle zachodzi w głowę jak pomóc przyjaciółce. Czuje się za nią odpowiedzialna bo w końcu to jej wina. Violetta ma rację. Postąpiła chamsko, zachowała się nie fer wobec niej. Prawdziwa przyjaciółka nigdy by tak nie postąpiła. I gdyby cały świat powtarzał jej, że to nie jej wina i tak by w to nie uwierzyła. Wtedy, zamiast na tej scenie powinna być przy przyjaciółce. Powinna ją wspierać. Jej cały świat został zrównany z ziemią. Ona sama nie wiedziała by co by się z nią stało gdyby to ona wpadła pod samochód i gdyby to ona utknęła na wózku inwalidzkim. Chyba by sobie nie poradziła z tym, dlatego jeszcze bardziej czuje się winna.
        Nawet nie zauważyła kiedy do salonu wszedł jej narzeczony. Stał oparty o ścianę i patrzył na nią, uśmiechając się pod nosem.
        - Oo już jesteś. - szybko podniosła się do pozycji siedzącej. Wymusiła na twarzy uśmiech.
        - Wniosłem do domu już ostatni karton. Za chwilę zacznę skręcać kołyskę małemu.
        - Małej. - poprawiła go.
        - Zobaczymy. - pokazał rządek śnieżno białych zębów. Usiadł obok Francescy i dotknął dłonią jej brzucha. - Coś się stało ? - spojrzał na jej wyraz twarzy. Włoszka była pochłonięta w rozmyślaniu.
        - Nie. Wszystko okej. 
        - Tylko nie mów, że obraziłaś się na mnie za to, że mówię, że to będzie mały Fabian. - pocałował ją w policzek.
        - Niee. - spuściła wzrok.
        - To co się stało ? - jego mina spoważniała. - Chodzi o Violettę, tak ?
        - Nie, znaczy ... tak. 
        - Co z nią ? 
        - Praktycznie bez zmian. - wpatrywała się tempo w podłogę.
        - Nie powinnaś się tak o nią martwić. 
        - Słucham ? Diego czy ty się słyszysz ?! - popatrzyła na niego zdenerwowana.
        - Tyle razy dawała wam do zrozumienia, że nie chce waszej pomocy. Ona jest dorosła i sama decyduje o swoim życiu, a ty nie powinnaś się tak obwiniać.
        - Obwiniać ?! Co ty wygadujesz ?
        - Myślisz, że nie wiem, że cały czas dręczy Cię poczucie winy. Fran ty nie spowodowałaś tego wypadku. To nie ty siedziałaś za kierownicą, a jej piosenkę wzięłaś tylko i dlatego bo nikt nie był godny jej zastąpić. Powinna Ci dziękować, że cały występ się udał i w ogóle się odbył. 
        - Ty nic nie rozumiesz ! Pokłóciłam się z nią, a gdy wydarzył się ten wypadek ja jakby nigdy nic zgodziłam się wystąpić za nią. To wyglądało tak jakbym tylko na to czekała by odbić jej tą główną piosenkę. 
        - Fran błagam Cię. Nie da się jej pomóc, bo ona nie chce przyjąć od nas pomocy. Obwinia teraz wszystkich za to, że już nigdy nie stanie na nogi. Nie powinna tak robić. Gdyby nie ty i Leon, nie wiem co by się z nią stało.
        - Wiesz co nie chce mi się z tobą rozmawiać. Nie chce mi się wierzyć, że to właśnie ty wygadujesz takie rzeczy. Mówisz tak jakbyś nie chciał jej pomóc, jakbyś miał ją daleko gdzieś. Ona jest naszą przyjaciółką ! Nie pamiętasz ile razy ona nam pomagała !?
        - To prawda. Wiele razy nam pomagała, ale ona sama musi zrozumieć, że rozpaczanie nad tym co już się wydarzyło nie przyniesie żadnych skutków. Dajcie sobie spokój przy najmniej na trochę. Może się w tedy czegoś nauczy i zrozumie swój błąd. Jeszcze będzie was prosić o pomoc. Sama nie da sobie rady, szczególnie gdy cały czas będzie się odizolowywać od ludzi. 
        - Nie ! Nie chce tego słuchać. Wychodzę. Po prostu nie wierzę, że tak mówisz. Poddałeś się i masz to gdzieś, ale wiesz co ? Ja się nie poddam. Jestem jej przyjaciółką i wyciągnę ją z tego bagna czy ona tego chce czy nie ! - krzyknęła.
        Złapała za swoją torebkę i wyszła z domu trzaskając za sobą drzwiami. Myślała, że gdy wróci Diego uda jej się porozmawiać z nim i nakłonić go by to on jeszcze raz spróbował z nią porozmawiać. Miała nadzieję, że jemu się to uda. Pamięta dobrze, że kiedyś byli nawet razem, później zostali najlepszymi przyjaciółmi. Nigdy by nie przypuszczała, że spotka się z takimi słowami i to od niego. Poddał się i ma to po prostu gdzieś. Już chyba zapomniał jak Vilu pomagała im nie jeden raz w ciężkich sytuacjach. Chyba zapomniał, że to właśnie dzięki niej są razem, zaręczeni.


        Leżała w łóżku. Za oknem panowała burza. Co chwilę rozbrzmiewały grzmoty i błyskały błyskawice. Kiedyś kochała te dźwięki, ale dziś boi się ich. Zaszyła się kołdrą po sam nos. Ta burza przypomina jej wypadek. Przez jej ciało przeszły ciarki. Zamknęła oczy i zacisnęła zęby. Znowu czuję ten chłód ogarniający jej całe ciało, znowu czuję ten straszny ból. Powtarza sobie, że jest bezpieczna, że wszystko jest w porządku, ale dalej się boi. Pamięta dobrze jak czuła ból ogarniający każdą cześć jej ciała. Pamięta jak po tygodniu obudziła się w szpitalu. Tak jak teraz leżała sama na sali i tak jak teraz burza panowała za oknem. Pamięta swój krzyk przeplatający się z grzmotem. Chciała uciec, ale była zbyt słaba. Najbardziej przestraszyło ją to, że nie może poruszyć nawet palcami u nóg. Krzyczała wtedy jeszcze głośniej. Bała się jeszcze bardziej.
        Jej serce przyspieszało tempo bicia. Zamknęła oczy i modliła się by ten dzień się skończył, by ta burza się skończyła. Wyciągnęła z pod poduszki telefon i chcąc czy nie zadzwoniła do Leona. Wyświetlił się jej jako pierwszy na liści. Bez zastanowienia zadzwoniła do niego.
        - L-Leon ... - krztusiła się płaczem.
        - Vilu ? - zapytał trochę zaspanym głosem, ale po chwili słysząc płacz przyjaciółki, ogarnął się i od razu popadł w strach, że coś się mogło jej stać. - Co się stało ?! Czego płaczesz ?!
        - Boję się. Proszę przyjedź do mnie.
        - Już jadę. - zakomunikował i od razu rozłączył się.
        Po paru minutach Verdas tak jak mówił zjawił się w mieszkaniu Violetty. Dziewczyna siedziała za łóżkiem, na ziemi. Leon nie musiał jej długo szukać bo słyszał jej cichy płacz. Okrążył łóżku i znalazł Violettę. Trzęsła się z strachu, a może i z zimna ? Podszedł do niej i wziął ją na ręce. Wtuliła się w jego tors i po woli zaczynała się uspokajać. Czuła jego perfumy. Nie chciała by ją zostawiał. Bała się tej burzy, bała się tych wszystkich wspomnień.
        - Spokojnie, już jestem. - powiedział i usiadł obok niej na łóżku. - Co się stało ?
        - Burza ... - jąkała się. - Wypadek, boję się Leon. 
        - Spokojnie Vilu, jestem przy Tobie. - powtarzał, a ta spojrzała na niego zapłakanymi oczami. - Pójdę zrobić nam herbatę, dobrze ? 
        - Leon. - chwyciła go mocno za dłoń.
        - Zaraz przyjdę. Będę tuż obok. - uśmiechnął się nikle i poszedł do kuchni, a po chwili przyszedł z dwoma kubkami ciepłej herbaty. - Proszę. - podał jej kubek.
        - Leon, zostaniesz ? - spojrzała na niego przestraszonymi oczami.
        - Zostanę tyle ile będzie trzeba. Nie bój się.
        - Przepraszam. - szepnęła, a on ją przytulił.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Dzisiaj tak na szybko dodaję kolejnego Os'a ponieważ będę musiała zaraz przysiąść do lekcji.
Jeśli wychwycę jakieś błędy to postaram się je jak najszybciej poprawić. 
Do następnego :)
/Fran♥

poniedziałek, 1 grudnia 2014

~01~ Diecesca ~ ,,Zostanę''

Tytuł : ,,Zostanę.''
Para : Diecesca 
Uwagi : Występują przekleństwa.
  
         ~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

- Odchodzę. - wyszeptujesz. Twoje oczy są przepełnione łzami. 
Tyle prawdy może się tak naprawdę kryć za tym słowem, ale przecież jeszcze nic nie wiadomo.
Te słowa ledwo przeszły Ci przez gardło, ale robisz to tylko dla niego. Wiesz dobrze, że nie tylko ranisz siebie, ale też jego. Wiesz jakie mogą być tego konsekwencji, ale nie chcesz by patrzył na Ciebie martwą.
Fran ... - zaczął, ale Ty tylko pokręciłaś głową przeczącą.
 Gdybyś mu powiedziała. Gdybyś mu wyznała prawdę. Może nie bolało by aż tak bardzo, ale przecież nie chcesz go zamartwiać. Za mocno go kochasz.

~♥~♥~♥~
I kocham Cie bardziej niż wcześniej, 
A nawet jeśli dziś nie zobaczę Twojej twarzy,
Nic się nie zmieni, nikt nie może zająć Twojego miejsca,
To staje się trudniejsze z każdym dniem.
~♥~♥~♥~

   Leżysz na łóżku i wpatrujesz się tempo w biały sufit. W głowie co chwile odliczasz sekundy. 1, 2, 3 ... 56 ... Co kilka minut wracasz wzrokiem na drzwi. Co chwilę liczysz na to, że do pomieszczenia wtargnie Diego. Właśnie w tej chwili najbardziej go potrzebujesz. Wydają Ci się, że jest silna, że dasz sobie sama radę. Myliłaś się i to bardzo.W duchu boisz się. Nie chcesz dopuścić do siebie myśli, że już za kilka godzin znajdziesz się na stole operacyjnym, zupełnie sama, wśród obcych ludzi, którzy będą Cię ciąć. Właśnie teraz dopadają Cię wyrzuty sumienia, że jak zwykle musiałaś postawić na swoim. Próbujesz za wszelką cenę zachować spokój, ale nie potrafisz. Boisz się śmierci. Masz wielkie obawy, że jadąc tam już tu nie wrócisz. Zdajesz sobie sprawę, że jeszcze tyle przed Tobą. Masz wiele pytań na które nikt i nic nie jest jej w stanie odpowiedzieć, nawet Ty sama. Czy Twoje książki odwykną od Twojego ciągłego czytania ? Czy Twoje ukochane sukienki przestaną pachnieć tym charakterystycznym, słodkim zapachem ? Czy ludzie przez chwilę będą mówić o Twojej śmierci, a później zapomną ? Czy ludzie naprawdę tak szybko pogrzebią Cię w myślach ? Czy Diego też zapomni ?

~♥~♥~♥~
Cóż, próbuję uczyć się żyć bez Ciebie, 
Łzy wypływają z moich oczu, 
Jestem sama i odczuwam pustkę, 
Boże, jestem rozdarta od środka.
~♥~♥~♥~

   Za oknem noc obdarzona milionami błyszczących, cudownie gwiazd. Oh gdybyś mogła cofnąć czas, gdybyś mogła być zdrowa ... Dlaczego świat tak okrutnie z Ciebie zadrwił ? Pozbawił Cię uśmiechu, a wniósł za sobą tylko ból, smutek i obawę, że pewnego dnia możesz się już nigdy nie obudzić. Co z tego, że będziesz mieć operację ratującą Twoje życie ? Połowę życia spędziłaś leżąc w szpitalu i biorąc tonę leków. Ten przeklęty budynek stał się Twoim drugim domem. Gdybyś mogła uciekła byś stąd, ale nie możesz. Wiesz, że musisz walczyć, dla Diego. Kochasz go. Chcesz przejść operację i jakby nigdy nic wrócić do niego. Chcesz jeszcze móc zaśpiewać. To co kochasz jest Twoim całym życiem. Tylko to podtrzymuję Cię na życiu. Codziennie pytasz się dlaczego to właśnie Ty jest chora ? Nigdy w życiu nie zrobiłaś nic takiego by zasłużyć na tą największą karę.
  Jeszcze przez chwilę patrzysz na niebo, a później zamykasz oczy. W myślach wypowiadasz życzenie. Dobrze wiesz, że i tak się ono nie spełni, ale zawsze można spróbować. Zawsze można w coś pokładać nadzieję trzeba tylko chcieć ...

~♥~♥~♥~
Zagubiłam się w tym momencie, a czas płynie dalej
I gdybym mogła mieć tylko jedno życzenie, 
Chciałabym Cię mieć przy moim boku. 
Tęsknie za Tobą.
Potrzebuję Cię.
~♥~♥~♥~

   Patrzysz na zegar wiszący nad drzwiami. Dobrze wiesz, że Twój czas się zbliża. Jesteś zdenerwowana. Chciałabyś zrezygnować, chciałabyś uciec, ale nadal Cię tu coś trzyma. To, że przeprowadzą to skomplikowaną operację jest cudem. W tej chwili każdy poważnie chory człowiek chciałby być na Twoim miejscu, chciałby mieć nadzieję, która już dawno w nim umarła. To nie czas na wycofanie się, na poddanie się. Szybko przypominasz sobie chwilę z przed paru lat. Miałaś już wejść na scenę, ale strasznie się bałaś tej wielkiej, wiwatującej publiczności. Od środka zjadała Cię trema. Bałaś, że zapomnisz tekstu lub układu i cały Twój występ zakończy się wielką klapą. Wtedy na szczęście byli przy Tobie przyjaciele i Diego. Niestety teraz ich tu nie ma. To Twoja wina. Odsunęłaś się od nich. Byli by tu i wspierali by Cię. Byłby też Diego ...
   Nagle drzwi się otwierają. Od razu dopływa do Ciebie nadzieja, że to może Diego. Niestety to nie on. Czujesz wielki smutek. Spuszczasz głowę i usiłujesz zahamować potok łez, które ni stąd ni zowąd pojawiły się u Ciebie natychmiastowo.
To już ten czas. - słyszysz wypowiadające słowa przez lekarza. Czujesz się jakbyś szła na rzeź, albo na swój własny pogrzeb.
Kiwasz twierdząco głową na znak, że rozumiesz. Pielęgniarka obok podaję Ci jakąś listę papierów do podpisania. Dobrze wiesz, że to zgoda na operację. Bez zawahania podpisujesz swoim imieniem i nazwiskiem każdą kartkę. Nawet już tego nie czytasz tylko przelatujesz wzrokiem. Chcesz już mieć to za sobą.
Musi pani też wiedzieć, że ta operacja jest bardzo trudna i ...
- Rozumiem. - ucinasz i znowu spuszczasz głowę.
Chce pani zawiadomić jakiś bliskich ? Wiem, że pytam panią o to setny raz, ale ... - na chwilę wyłączasz się i przestajesz słuchać paplaniny lekarza. Spoglądasz na stolik przy łóżku, na którym leży Twój telefon. Masz jeszcze szansę zadzwonić i poinformować Diego o wszystkim, ale nie robisz tego.
Nie, nie chce. - odpowiadasz spoglądając na gwiazdy i po jakiś kilku sekundach jedziesz już na stół operacyjny.

~♥~♥~♥~
Spoglądam na gwiazdy
 Z nadzieją, że czynisz to samo
Czuję się jakoś bliżej i mogę usłyszeć, jak mówisz.
~♥~♥~♥~

   Czujesz chłód, a przecież jeszcze żyjesz. Boisz się. Dokładnie słyszysz swoje bicie serca, które raz zwalnia i raz przyspiesza. Teraz dopiero masz wielkie wyrzuty sumienia. Masz ochotę zwyzywać cały świat za to co Ci jest i co się z Tobą dzieję. Nikomu byś tego nie życzyła, nawet najgorszemu wrogowi. Próbujesz uzmysłowić sobie, że wszystko będzie dobrze, ale za każdym razem nasuwa się to pytanie : Jak umrę, jakie to uczucie ? 
   Nie boisz się samej śmierci, samego słowa ,,śmierć''. Boisz się bo nie wiesz co jest tam po drugiej stronie. Boisz się tej wielkiej rozłąki z Diego. Ten plan ma wypalić, ale jeśli nie ? Co mu wtedy po wiesz ? Nic bo przecież nie będziesz w stanie. 
- Wszystko będzie dobrze. - słyszysz ciepłe słowa jakiejś kobiety, która mile głaszcze Cię po głowie. Uśmiechnęłabyś się gdyby nie to, że truchlejesz ze strachu. - To wszystko zależy od Ciebie. - te słowa długo zapadają Ci w pamięci. Dają Ci dużo do myślenia. Czujesz, że nabierasz pewności i większej chęci istnienia. To przecież jeszcze nie koniec. Zamykasz oczy. Próbujesz wyobrazić sobie najmilszą chwilę z swojego życia. Przed oczami masz siebie i Diego. Razem płyniecie na łódce. Rozmawiacie, śmiejecie się i cieszycie się tą niesamowitą chwilą. Tylko wy w tym przepięknie magicznym miejscu. Ten obraz cały czas widnieje przed Twoimi oczami. Czujesz jak robisz się senna, a po chwili odjeżdżasz w krainę wyobraźni. 

~♥~♥~♥~
I kocham Cie bardziej niż wcześniej, 
A nawet jeśli dziś nie zobaczę Twojej twarzy,
Nic się nie zmieni, nikt nie może zająć Twojego miejsca,
To staje się trudniejsze z każdym dniem.
~♥~♥~♥~


   Ciepłe promienie słoneczne padają na Twoją twarz. Nie wiesz czy jesteś już tam na górze, czy jednak zostałaś ? Boisz się otworzyć oczy, ale tak naprawdę nie masz siły. Czujesz się wyczerpana. Czy tak czuję się zmarły człowiek ? Mrugasz parę razy powiekami by wyrównać pole widzenia. Wszystko staję się takie jasne. Wydychasz ciężko z siebie powietrze. Już jest po wszystkim. Udało się. Żyjesz. Jesteś najszczęśliwszą osobą na świecie. Gdybyś mogła zaczęłabyś tańczyć, ale jesteś zbyt słaba. Morzy Cię sen. Zamykasz oczy i ponownie zasypiasz, ale tym razem nie jesteś już tak przepełniona strachem. Udało się i tylko to się liczy. 
   Ponownie się budzisz, ale tym razem widzisz przed sobą lekarzy i pielęgniarki. Ich wyraz twarzy jest nijaki. Wzdrygasz się na ten widok. Czy coś poszło nie tak ? 
Pani Francesco. Słyszy mnie pani ? Operacja przeszła zgodnie z planem. - słyszysz i chciałabyś, aby ten człowiek powtarzał to ostatnie zdanie jeszcze z milion razy. Twoje modły zostały wysłuchane, a Twoje życzenie spełniło się. Lekarze z pielęgniarkami wyszły, a ty rozglądasz się po pomieszczeniu. Wzrokiem szukasz Diego. Łudzisz się, że on tu będzie, że jakimś cudem dowiedział się o Twojej operacji. Ponownie wzdychasz. Niby jesteś szczęśliwa, ale czujesz smutek. Nie masz z kim dzielić swoje szczęście. 

~♥~♥~♥~
Powiedz, że kochasz mnie bardziej niż wcześniej, 
I przykro mi, że to potoczyło się w ten sposób,
Ale wracam do domu, wrócę do domu,
A jeśli zapytasz mnie czy zostanę, 
zostanę
Zawsze zostanę. 
~♥~♥~♥~

   Wróciłaś do domu. Do waszego domu. Twojego i Diego. Kładziesz kluczyki na komodzie i zaczynasz obchodzić cały dom szukając ukochanego. Chcesz rzucić się w jego objęcia i złożyć mu pocałunek. Tak bardzo Ci go brakowało. Teraz nic i nikt nie będzie wam wstanie stanąć na drodze. Ten czas był dla was próbą. Przetrwaliście go. Wygrałaś życie i znowu wszystko schodzi na dobry tor drogi. Gorzej już nigdy nie będzie. 
   Po obejściu dokładnie, kuchni, salonu, sypialni i łazienki zdajesz sobie sprawę, że Diego nie ma w domu. Wołasz go, ale odpowiada Ci tylko pustka. Nie wiesz co się dzieję. Wchodzisz sypialni i rzucasz się na wasze wielkie i miękkie łóżko. Zatapiasz się w chłodnej pościeli i wdychasz perfumy swojego ukochanego. Nie możesz uwierzyć, że to się dzieję naprawdę. Wygrałaś. Zaczynasz pod nosem nucić piosenkę. Jesteś najszczęśliwszą osobą na świecie, ale chwila ... Dalej nie ma Diego. Podnosisz się do pozycji siedzącej i rozglądasz się po sypialni. nic się nie zmieniło. Twój wzrok osiada na białej kopercie, która leży na stoliku. Podchodzisz i chwytasz kopertę. Na odwrotnej stronie pisało, że jest ona do Ciebie. Otwierasz kopertę i wyjmujesz list. Od razu poznajesz to charakterystyczne pismo i uśmiechasz się. List jest pisany przez Diego. Zaczynasz czytać, a z każdym przeczytanym słowem nie dowierzasz. Twój dobry humor znika. Płaczesz. Nie możesz w to uwierzyć. Diego ... On nie żyję. Poświęcił dla Ciebie życie, oddał je dla Ciebie. Dlaczego ty nic o tym nie wiedziałaś ? Skąd on o tym wiedział ? Rzucasz kartkę na ziemię. Przewracasz stolik z lampką nocną. Dyszysz ciężko. Krzyczysz głośno, że to twoja wina, że powinnaś umrzeć, a nie on. Szybko się męczysz. Opadasz na ziemię. Dławisz się płaczem. Bierzesz jeszcze raz list w ręce i czytasz ostatnie zdanie : ,,Zrobiłem to bo Cię kocham, pamiętaj.'' 

~♥~♥~♥~
I gdybym mogła mieć tylko jedno życzenie, 
Chciałabym Cię mieć przy moim boku. 
Tęsknie za Tobą.
Potrzebuję Cię.
~♥~♥~♥~

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Heej !
Myślę, że mój pierwszy Os wam się spodobał.

Jeśli odnosicie wrażenie, że gdzieś już go czytaliście to wcale się nie mylicie.
Os pochodzi z mojego drugiego bloga, który został nie dawno stworzony dlatego postanowiłam go tu właśnie opublikować.
Do następnego :*
/Fran♥