wtorek, 14 lipca 2015

~08~ Fedemila ~ ,,Powiedz mi''

Dla Fedemili Forever.
Może nie pamiętasz, ale kiedyś mnie tam poprosiłaś o napisanie Os'a o Fede i Lu.
Miłego czytania i bardzo przepraszam bo tyle już minęło, a ja nie pisałam i dopiero teraz się za to wzięłam.


Zabierz moje myśli
I zabierz mój ból
Jak pusta butelka zbiera deszcz
Wylecz (mnie), wylecz, wylecz, wylecz


~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Powiedz mi ...

Gdy tak wpatruje się w niebo,

Szepcze, nie chcąc spłoszyć ciszy. 
Patrzy z żalem, smutkiem, n a d z i e j ą, która z każdą wyczekującą chwilą na jakąkolwiek odpowiedź, jak wszystko inne po między, zdaje się umierać.

I nie wierzy, a może po prostu nie chce ?
Dławi się łzami.

Powiedz, powiedz, powiedz, powiedz ...

Jak kroplą deszcz pada - obmywa.
Stoją w bezruchu, parę metrów od siebie.
Dookoła wszystko zniszczone, pogrążone w istnym chaosie, splątane w ogniu.

Federico.

Powiedz.
Ponawia.

On łzy połyka.
Powiedz mi, że kłamiesz,

Niestety, bo nadal, spotyka się tylko z ciszą, która nie wzruszona, postanowiła pozostać.
A przecież oboje krzyczą, tylko nikt ich nie słyszy ...
Z gotowymi do wyrwania się z piersi i ucieknięcia gdzieś najdalej jak to możliwe, sercami, które czekają by móc być tylko razem w jakimś wspólnym dla ich dwojga, schronieniu.

Powiedz mi, że niebo jest niebieskie, 

Wyciąga dłoń - chudą, bladą, zabrudzoną ? - próbuje chwycić, zatrzymać, przyciągnąć, na marne.

... Lu.

Że fałsz jest prawdą,

Powiedz.
Jeszcze jedna szansa, ostatnia. 
Zarzeka się, dalej łudząc.
   Głupia.

Powiedz, powiedz, powiedz, powiedz ...

Wojna po woli wszystko odbierała ...
Wszystko co kochali, sprawiając, że z każdym nadejściem nowego dnia, modlą się o lepsze jutro.
A zaraz za tym, o koniec tego koszmaru.

Powiedz, powiedz.
A teraz - głośniej.

Powiedz mi, że kocha, 
Że już na zawsze.

Tak nagle upada - na kolana, krzyczy.
Oddech traci.

Jego twarz, rzucane spojrzenia, poczciwe uśmiechy.
Deszcz tak po prostu rozmywa. 
Ale nie pozwoli tak łatwo, bo nadal w głowie - pamięta.

Kłamiesz !
Krzyczy.
Zabierz moje myśli
I zabierz mój ból.

Jak ocean zabrał piach,
Jak ten ogień i ta wojna ...
Już niczego - nie ma.
Odszedł.

Wyrzuca z siebie krzyk rozpaczy i bólu.
OnŻyjeSTOPNieUmarłSTOPDiegoSTOPToNiePrawdaSTOPOnŻyje

Powiedz mu, że jest pokój na Ziemi, 
Że nie ma zamieszania,
Że brak mi słów,


On podchodzi, pada na kolana, bierze w ramiona i mocno tuli.
I sam nie wie co dodać.
Tak cholernie bezradny ...
A to jedno wielkie kłamstwo.
Powiedz mu.
Powiem.
Obejmuje jeszcze szczelniej.

Powiedz mu, że morze jest pomarańczowe,
Że trawa nie jest zielona,

Powiedz mu, że kocham.

...

I powiedz mi, że nie które rzeczy przetrwały

Krwawiąca wciąż na sercu rana.
Ciągle przypomina, bo już zawsze będzie.

Ten ból; ostatnie pragnienie - 
   Powiedz mi, że będziesz.
- skrzętnie spełnia.

Będę. 
I powiedz mi, że nie które rzeczy przetrwały ...

Lu.
Unosi wzrok. Mm ?
Kocham cię i będę czekał.
Potakuje, rozumie.

Odchodzi, ale po chwili zatrzymuje się i obraca.
Więc powiedz, że będziesz kochał - 
                                              już zawsze.
Szepcze.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~


W końcu po latach dodany.
Wiem, że zamawiałaś też Diecesce, ale ten os o tej parze napisze kiedy indziej : )

Z resztą dostawałam na drugim blogu (I am the angel of death) wiele pytań kiedy kolejny rozdział.
Tak więc szybko tu się wytłumaczę czego nic nie dodawałam.

Zmarła mi babcia i po tym wszystkim kompletnie opuściła mnie wena ...
Było mi bardzo trudno jakoś się pozbierać do kupy i napisać cokolwiek.
Nie wiem czy tą miniaturką się jakoś usprawiedliwiam i czy w ogóle mi się ona udała.
Mam nadzieję, że po prostu jest okej.
Wracając do drugiego bloga i kiedy to ja dodam rozdział, nie wiem, kompletnie nie wiem.

Nie chce jakoś określać czy za tydzień czy za dwa.
Myślę, że będziecie musieli czekać dalej w nie wiedzy :/
Proszę was tylko o uzbrojenie się w cierpliwość.
Do następnego.

Ps. Teksty pisane pogrubioną czcionką to fragmenty tekstów piosenek, które w niektórych momentach są zmienione na rzecz tej miniaturki. 

sobota, 17 stycznia 2015

~07~ Femi ~ ,,Nie pozwolę Ci odejść.'' cz. 3

,,Myślę, że życie lubi nas od czasu do czasu wypróbować : czujesz, że się staczasz, co raz szybciej, a kiedy Ci się wydaję, że już dłużej tego nie wytrzymasz, nagle się poprawia.'' 


~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

        Siedzisz przed szafą i wyciągasz z niej wszystkie swoje rzeczy. Po Twoich policzkach spływają łzy. Nie masz siły i nawet ochoty ich zatrzymać. Miało być tak pięknie, ale wyszło inaczej. Chciałaś żyć długo i szczęśliwie. Dlaczego ktoś tam na górze nie uszanował tego i nie dał Ci świętego spokoju ? Twoje życie z Maxim przekreśliłaś czerwonym długopisem. Myślałaś, że dasz radę, że zakochasz się w brew swojej woli, ale myliłaś się. To koniec.
        W progu stanął Twój były już narzeczony. Dokładnie obserwował Twój każdy ruch. Jego wzrok był smutny. Nawet na niego nie patrząc po prostu to czułaś. Przez całe Twoje ciało przeszły dreszcze. Starłaś z twarzy łzy i spojrzałaś na niego. 
        - Cami. - pokręciłaś przecząco głową. 
        Podszedł do Ciebie. Natychmiast wstałaś. Złapał Cię za dłonie i nikle się do Ciebie uśmiechnął. On jest taki kochany, ale nie możesz z nim być. Co raz bardziej uświadamiasz sobie, że nic do Tego człowieka nie czujesz. To nie jest Twoja jedyna miłość o której zawsze marzyłaś. To dobry człowiek, ale nie dla Ciebie. Nie chcesz go sobą ranić. Ty i on to dwa różne światy. 
        - Maxi nie musisz mnie za nic przepraszać i Twoje prośby o to bym została nie podziałają. - z Twoich oczy znowu popłynęły łzy. 
        - Cami. - dotknął delikatnie dłonią Twoją twarz. - Rozumiem. 
Westchnęłaś.
        - Chce żebyś wiedziała, że dalej Cię kocham. - powiedział, a Ty spuściłaś wzrok. - Zawsze będziesz dla mnie kimś ważnym w życiu.
        - Maxi jesteś wspaniały. Kiedyś znajdziesz sobie kobietę, która będzie równie mocno Cię kochać, dzielić Twoje pasje i ...
        - Cii ... Cami, spokojnie. Wiem, że nie zatrzymam Cię przy sobie. Chce tylko żebyś wiedziała, że zawsze będę przy Tobie, że zawsze Ci pomogę, okej ?
        - Okej. - szepnęłaś, a on złożył Ci pocałunek obok kącików Twoich ust. 
        Boli Cię to, że podjęłaś taką decyzję. Wiesz, że on Cię mocno kochał i równie mocno będzie przeżywał wasze rozstanie. Naprawdę chciałaś z nim być, ale po prostu przy nim czułaś pustkę. Składał Ci różne podarunki, robił Ci różne niespodzianki, zabierał do drogich restauracji, ale tego było za wiele jak dla Ciebie. Na początku Ci się to podobało, ale po pewnym czasie to wszystko nie było w stanie zastąpić tych wszystkich spędzonych chwil z Federico.
        Zamknęłaś swoją walizkę i posyłając nikły uśmiech Maxiemu opuściłaś waszą niegdyś sypialnię. Wyszłaś z domu zatrzaskując za sobą drzwi. Nabrałaś do płuc mroźnego powietrza. Uśmiechnęłaś się sama do siebie. Jesteś wolna. Nie powinnaś się tak tym cieszyć, ale taka jest prawda. W końcu możesz dokonać takich rzeczy o których zawsze marzyłaś. Związek z Maxim ograniczał Cię. Miałaś wszystko podstawione pod nos, ale Ty nie chciałaś iść na łatwiznę. To nie dla Ciebie.
        Spojrzałaś na niebo. Widniały na nim pięknie lśniące gwiazdy. Wyciągnęłaś ręce do góry i zaśmiałaś się pod nosem. Płatki śniegu delikatnie na Tobie osiadały. Taka zima w Buenos Aires jest zadziwiającym zjawiskiem. W całym swoim życiu nie widziałaś czegoś równie podobnego tu w Buenos Aires.
        Wsadziłaś walizkę do bagażnika i spojrzałaś na dom, a dokładnie na okno w którym stał Maxi. Był smutny. Nie dziwiło Cię to. Nagle poczułaś jak po Twoim policzku spływa łza. Może do Maxiego kiedyś coś czułaś, ale na pewno nie była to miłość. Po mimo tego przywiązałaś się do tego człowieka. Jesteś na siebie zła za to, że wystawiłaś go do wiatru. Mogłaś zakończyć to na początku albo w ogóle trze bało nie przyjmować zaręczyn.
        Spuściłaś wzrok, a po krótkiej chwili zastanowienia wsiadłaś do auta. Jeszcze raz dla upewnienia się sprawdziłaś w kieszeni czy masz klucze, które podarowała Ci Violetta do Jej i Leona mieszkania. Dziękowałaś Jej tyle razy. Bardzo się cieszysz z tego powodu, że masz taką dobrą przyjaciółkę jak Vilu.
        Tak więc odpaliłaś auto i wyjechałaś z posesji zmierzając do domu swojej przyjaciółki, która pozwoliła Ci zamieszkać w nim na parę dni pod Jej i Leona nie obecność.


        Stałeś i patrzyłeś jak za oknem prószy śnieżno biały śnieg. Myślami byłeś ciągle gdzieś indziej. Camila cały czas siedziała w twoich myślach. Zastanawiałeś się czy już otrzymała zaproszenie na ślub. Zastanawiałeś się też również jak rudowłosa zareaguje gdy zobaczy zaproszenie. Czy przejęłaby się tą wieścią, że za kilka miesięcy poślubisz Lu ? Pewnie nie. Ona ma teraz swoje życie, ma Maxiego. Na pewno teraz sama wypisuje zaproszenia i zajmuje się przygotowaniami do swojego jakże wymarzonego ślubu.
        Nagle poczułeś czyjś dotyk na ramieniu. Skręciłeś głowę i zobaczyłeś przy sobie blondynkę. Złożyła Ci głowę na ramieniu i zaczęła razem z Tobą patrzeć na widok za oknem.
        - Co tam ? - uśmiechnąłeś się na Jej widok.
        - Fede musimy porozmawiać. - spojrzała na Ciebie.
        - Co się dzieję ? - przybrałeś za niepokojoną minę.
        Blondynka usiadła na sofie. Podążyłeś w Jej ślady i przysiadłeś obok niej. W myślach cały czas pytałeś się o co chodzi ? Ludmiła była bardzo poważna co tylko pogarszało sytuację. Bałeś się, że stało się coś złego.
        Chwyciła Twoją dłoń. - Kochasz mnie ? - zapytała.
        - Nie rozumiem ...
        - Kochasz ? - przerwała Ci.
        Zaniemówiłeś przez chwilę. Sam nie wiedziałeś co powiedzieć. Słowa cisnęły Ci się na język, ale nie byłeś w stanie nic powiedzieć. Przecież Ją kochasz, więc dlaczego tak trudno Ci jest powiedzieć głupie ,,Tak'' ?
        Spojrzałeś Jej prosto w oczy. Próbowałeś się coś z nich dowiedzieć, ale niestety na marne. W myślach znowu stanęła przed Tobą Camila. Właśnie w takim momencie myślałeś o niej. Byłeś zły na siebie z tego powodu. To tylko cały czas przypominało Ci, że rudowłosa nie jest Ci obojętna w dalszym ciągu.
        - Przecież wiesz, że tak. - powiedziałeś po chwili namysłu.
        - To dobrze bo ja Ciebie też. - Jej oczy zaszkliły się łzami.
        - Lu coś się stało złego ?
        - Złego ? Nie, nie ... - uśmiechnęła się przez skapujące łzy. - Po prostu chciałam Ci powiedzieć, że jestem w ciąży.
        Zamilkłeś. - W ciąży ? - zapytałeś z niedowierzaniem.
        - Będziemy mieć dziecko. - szepnęła.
        Zaśmiałeś się. Spojrzałeś Jej w oczy. To oznaczało jedno : o Camili musisz już zapomnieć, na zawsze. Teraz razem z Lu będziesz mieć dziecko. Musisz się nimi za opiekować, to Twoja rodzina.


        W tle gra skoczna muzyka, a ty stojąc w kuchni przyrządzasz sobie coś smacznego do jedzenia. Przechodzisz od szafki do szafki tanecznym krokiem. Pod nosem śpiewasz piosenkę. Na stole masz wyciągniętą wszystkie warzywa do krojenia. Robisz swoją ulubioną zapiekankę. Jesteś szczęśliwa. Nigdy byś się nie spodziewała, że to tak szybko nastąpi. Jeszcze kilka tygodni temu byłaś smutna i nieszczęśliwa u boku Maxiego. Jesteś pewna, że kochasz Federico. Nie możesz o nim zapomnieć. Cały czas o nim myślisz. Czasami z tego wszystkiego szukasz sobie głupiego zajęcia byleby nie wracać do wspomnień z Fede.
        Zaczynasz kroić warzywa. Przed oczami widzisz jego. Chciałabyś mu powiedzieć jak bardzo go kochasz. Spoglądasz na telefon leżący nie daleko ciebie. Zastanawiasz się czy zadzwonić do niego. Chciałabyś usłyszeć jego głos. Nagle przez swoją nie uwagę rozcinasz sobie nożem palec. Syczysz z bólu. Marszczysz brwi i przyglądasz się ranie. Szybko wysysasz lecącą krew, a między czasie ktoś zaczął pukać do twoich drzwi. Podbiegasz i otwierasz.
        - Maxi ? - jesteś zaskoczona widząc swojego byłego w progu.
        - Cześć Cami. - uśmiechnął się.
        Nie widzieliście się parę tygodni, ale odnosisz wrażenie jakby Maxi był kimś innym. Wygląda inaczej. Zmienił się i może to na pierwszy rzut oka nie widać, ale gdy się przyjrzeć, dostrzegasz innego człowieka. Chyba wasze rozstanie wywarło na nim takie duże zmiany.
        - Cześć. - przytulasz się do niego zaciągając się jego charakterystycznymi perfumami. Chyba tylko to się nie zmieniło. Zaśmiałaś się pod nosem.
        - Przyszedłem w odwiedziny, ale również też po to by wręczyć ci twoją pocztę. Przyszło parę listów do ciebie. Miałem dzwonić, ale pomyślałem, że przyniosę ci je osobiście.
        - Dziękuję, jesteś kochany. - odebrałaś od niego listy. - Wejdź. - zaprosiłaś go wskazując ręką na środek mieszkania.
        - Jak Leon i Violetta ? - usiadł w salonie.
        - Aaa dobrze. Wysłali mi pocztówkę. Wracają za tydzień. Do tego czasu już mnie tu nie będzie.
        - Gdzie zamierzasz mieszkać ? - spojrzał na ciebie.
        - Pomyślałam, że zatrzymam się u rodziców. Dawno u nich nie byłam. Potem wracam na swoje dawne mieszkanie. Przepraszam cię na chwilę, muszę dokończyć robić obiad. Chyba nie masz nic przeciwko.
        - Nie, nie i tak już muszę iść. - natychmiast wstał.
        - Nigdzie nie idziesz. Zjesz ze mną. - wyszczerzyłaś się i zniknęłaś za ścianą.
        Część listów położyłaś nad mikrofalówką, ale jeden list przykuł twój wzrok dlatego postanowiłaś go w tej chwili otworzyć. List był zatytułowany zaproszeniem na ślub. Natychmiast rozerwałaś kopertę i wyjęłaś zaproszenie. Nawet nie wiesz czego i kiedy, ale ręce zaczęły ci drzeć. Oczy stanęły ci w łzach. Czytałaś każde słowo i nie mogłaś w to uwierzyć. Federico bierze ślub. Ta wiadomość przeszywała cię na wskroś.
        - Za tydzień muszę lecieć do Paryża. Po woli ta praca mnie wykończy. - zaśmiał się. - Mam po woli dość tych wyjazdów ...- Maxi ciągle gadał, a ty kompletnie przestałaś go słuchać. Teraz tylko liczyłaś się ty i ten cholerny list, który zadał ci tyle bólu. - Cami słyszysz mnie ?
        - Tak, tak ! - otarłaś skapującą łzę i weszłaś do salonu.
        - Coś się stało ? - zapytał patrząc na ciebie z troską.
        - Nie. Nic się nie stało. - pokręciłaś przecząco głową.
        - A to co ? Zaproszenie na ślub ? - spojrzał na zaproszenie, które trzymałaś w dłoniach.
        - T-tak. - powiedziałaś nie pewnie, spoglądając jeszcze raz na zaproszenie.
        - Federico i Ludmiła ... - przeczytał. - Federico ? Czy to nie ten twój najlepszy przyjaciel ?
        - Tak, ale nie wiem czy pojadę ...
        - Dlaczego ? - zapytał zaskoczony.
        - Ja po prostu ... - mieszałaś się. Nie wiedziałaś co mu odpowiedzieć.
        - Rozumiem. - uśmiechnął się. - Zawsze zazdrościłem mu tego, że zna cię lepiej ode mnie, że jesteście ze sobą tak blisko ...
        - Maxi. - pokręciłaś przecząco głową. - Fede był zawsze tylko i wyłącznie moim przyjacielem. Po za tym problem w tym, że nie jesteśmy ze sobą już tak blisko jak kiedyś i dlatego chyba nie pójdę na ten ślub.
        Dotknął twojej dłoni. - Zrobisz jak uważasz. - uśmiechnęłaś się nikle.


        Stoisz przed lustrem i uśmiechasz się do swojego odbicia. Obracasz się parę razy i stwierdzasz, że nawet nie kiepsko wyglądasz. Na sobie masz sukienkę rozkloszowaną w kolorze fuksji z piękna kolią w kształcie połączonych stokrotek i czarne szpilki. Przejechałaś błyszczykiem po ustach i jeszcze raz uśmiechnęłaś się. Na Twojej twarzy szybko zawitał smutek. Przysiadłaś zrezygnowana na krześle i wpatrywałaś się w podłogę.
        Nie wiesz czy dobrze robisz idąc na ten ślub. Dalej nie możesz znieść tego, że Federico bierze ślub. Zdajesz sobie sprawę, że to wszystko za późno, a teraz nic nie możesz zdziałać. On pokochał inną. Miałaś szansę być szczęśliwą u boku swojego ukochanego. Straciłaś wszystko. Sama nie wiedziałaś czego chciałaś. Gdybyś tylko potrafiła cofnąć czas ... Może inaczej by się to wszystko potoczyło ?
        Ściągnęłaś z nóg szpilki i pozwoliłaś swoim stopom odpocząć. Ciężko westchnęłaś. Już postanowiłaś. Nigdzie nie idziesz. Widok Federico składającego przyrzeczenia małżeńskie Ludmile dosłownie pogrzebały by cię.
        - Cami ! - słyszysz głos Vilu.
        - Tu jestem ! - mówisz, a po chwili do pomieszczenia wchodzi Violetta.
        - Nie powinnaś już stać na dole ? Zaraz wyjeżdżamy. Samolot mamy o ósmej.
        - Nie jadę. - mówisz pod nosem. - Lepiej będzie jak zostanę, naprawdę ...
        - Nie wycofuj się teraz. Federico naprawdę chce abyś pojawiła się. Inaczej nie wysłałbym zaproszenia. No dalej, chodź.
        - Nie, naprawdę. Nie będę potrafiła spojrzeć na niego. Ja ... Ohh Vilu nawet nie wiesz jak bardzo mnie to boli, że on kocha inną ...
        - Masz rację nie wiem, ale może spróbujesz zacząć od nowa ? Bez wizji z Federico. Wiem, że to będzie trudne, ale on spróbował i mu się to udało w takim razie tobie też to się uda.
        - Nawet nie mam osoby towarzyszącej. Będę przy tobie i Leonie wyglądać jak piąte koło u wozu.
        - Wcale nie. Wiedziałam, że to po wiesz i dlatego ... - odwróciła się.
        Do pokoju wszedł Maxi ubrany elegancko w garnitur.
        - Maxi ? - podniosłaś się natychmiastowo z krzesła. - Nie miałeś lecieć teraz do Francji ? - byłaś zaskoczona.
        - Zawróciłem. Pomyślałem, że nie mógłbym nie zatańczyć z tobą wolnego. - uśmiechnął się. - Nie daj się prosić.
        - Ukartowałaś to. - spojrzałaś na Violettę zabójczym wzrokiem, a ta tylko podniosła ręce dając do zrozumienia, że nie wie o co chodzi.
        - Wcale nie. - zaśmiała się i wyszła z pomieszczenia.
        - To co idziemy ? - zapytał, a ty spojrzałaś na niego.
        Maxi wyciągnął do ciebie dłoń i nikle się uśmiechnął.
        - Idziemy. - powiedziałaś zdecydowanie i trzymając się razem za rękę opuściliście pokój.


        - Federico gratulacje ! - podszedł do ciebie jeden z twoich przyjaciół z Włoch.
        - Dzięki, stary. - mówisz, a w dali wypatrujesz osobę na którą tyle czekasz.
        Z każdą sekundą jesteś co raz bardziej nie cierpliwy. Może się nie zjawi ? Może ma to wszystko gdzieś ... W kościele jej nie było. Wychodzi w końcu na to, że nie pojawi się. Federico wyszedłeś za piękną kobietę, będziesz z nią mieć dziecko, a ty dalej myślisz o Camili ? Nawet w takim dniu nie potrafisz się opanować. Czy dobrze zrobiłeś ? Nie jesteś tego pewny. Kochasz Camilę, ale to z Ludmiłą będziesz mieć dziecko. Inaczej nie mógłbyś by postąpić.
        Czujesz jak ktoś wtula się w Ciebie. Odwracasz się i widzisz za sobą Ludmiłę.
        - Fede czego tu stoisz ? - śmieje się.
        - Sam nie wiem ... Chciałem się przewietrzyć. - uśmiechasz się.
        - Czekasz na Camilę ? Na tą swoją przyjaciółkę ? - trafiła w samo sedno.
        - Chyba nie przyjedzie. - mówisz zrezygnowany. - Wracajmy do środka. Na zewnątrz jest chłodno, a ty nie powinnaś stać na mrozie.
        Westchnęła.
        - Zapraszam cię do tańca. - mówisz, a ona natychmiastowo się uśmiecha. - Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, pierwszy taniec ?
        - Pamiętam. Jakbym mogła zapomnieć. Nie byłam wtedy w nastroju do tańczenia i wtedy ty podszedłeś i poprosiłeś mnie do tańca.
        - Chyba od razu nastrój ci się poprawił. No, ale nie po wiem jestem przystojny, czarujący ...
        - Ale sobie schlebiasz ! - zaśmiałeś się.
        - Kocham cię. - zaczęliście tańczyć w rytm muzyki.
        - Ja ciebie też.
        Tańcząc zauważyłeś, że do pomieszczenia weszła długo wyczekiwana przez ciebie osoba. Natychmiast ożyłeś. Wyprostowałeś się i śledziłeś wzrokiem Camilę, która szła u boku swojego narzeczonego. Od razu nabrałeś zniesmaczenia. Nie trawisz tego gościa. Chętnie wykopałbyś go za drzwi byle by go tu nie było. Nagle on siada przy stole, a ona wychodzi.
        - Zaraz przyjdę. - dajesz znać Lu, którą od razu porywa do tańca jeden z jej krewnych.
        Idziesz do Camili, ale nagle natrafiasz na Violettę.
        - Cześć. Gratuluję. - mówi, a ty nawet na nią nie spoglądając patrzysz na Cami, która gdzieś ci uciekła.
        - Dzięki Vilu. Emmm jak tam po podróży ? - spoglądasz nerwowo na nią i na Leona, który przed chwilą do was podszedł.
        - Świetnie. - uśmiecha się wtulając się do swojego męża.
        - Wiecie gdzie poszła Cami ? - pytasz, a oni spojrzeli po sobie.
        - Wyszła na zewnątrz zapalić papierosa. - mówi nie pewnie. - Zaraz przyjdzie, tak powiedziała.
        - Okej, dzięki. - uśmiechasz się i wymijasz ich.
        Wychodzisz na zewnątrz. Camila stoi oparta o barierkę, trzymając w dłoni papierosa. Nie zauważyła cię. Teraz wiesz jak bardzo jej ci brakowało. Uśmiechasz się pod nosem. Nagle Cami odwraca się i spogląda na ciebie. Jest chyba trochę zaskoczona tym, że stoisz za nią.
        - Cześć. - mówisz uśmiechając się.
        Odchrząknęła. - Cześć. - posłała ci nikły uśmiech.
        Patrzyliście w swoje oczy. Nie mogłeś oderwać od niej wzroku. Wyglądała tak pięknie. Nie uszło też Twojej uwadze to, że rudowłosa zmieniła się. Po jej oczach widziałeś, że jest smutna.
        - Długo tu nie zabaluję. Wrócę do hotelu, ale za nim to zrobię chciałam bym ci życzyć szczęścia na nowej drodze życia.
        - Dzięki, ale ... Z resztą nie ważne. Widzimy się pierwszy raz od dłuższego czasu. Jak u ciebie i Maxiego ?
        - Wspaniale, naprawdę. - uśmiecha się.
        Czujesz, że coś jest nie tak. Jej oczy wezbrały się łzami.
        - Na pewno ? - podchodzisz do niej bliżej i łapiesz ją za rękę.
        Zauważyłeś, że na jej palcu nie ma obrączki, którą dotychczas nosiła. Czy Camila okłamuje cię ? Może zaprzecza samej sobie, że wszystko jest okej ?
        - Na pewno. - śmieje się i przytula się do ciebie. - Brakowało mi ciebie. - szepcze ci za uchem.
        - Mi ciebie też. - mówisz. - Nawet nie wiesz jak bardzo ... - myślisz.
        Nagle Camila odrywa się od ciebie i cofa się o dwa kroki do tyłu. Zorientowałeś się, że przyszła do was Ludmiła. Odwróciłeś się i uśmiechnąłeś się do swojej żony, która wtargnęła w najbardziej nie odpowiednim momencie.
        - Camila, tak ? - podchodzi do rudowłosej.
        - Tak. - uśmiecha się. - Gratuluję.
        - Dziękuję. Może wejdziesz do środka ? Podają właśnie pierwsze dania.
        - Nie, ja muszę już jechać.
        - Dopiero co przyjechałaś. - powiedziałeś patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
        - Cześć Federico ! - słyszysz i gwałtownie odwracasz się.
        Widzisz Maxiego. Od razu zabijasz go wzrokiem. Nie tak to sobie wszystko wyobrażałeś. Chciałeś na spokojnie porozmawiać z Cami w cztery oczy, ale oczywiście nagle wszyscy musieli się zejść. Patrzysz na bruneta i zastanawiasz się po co on tu przyszedł. Chyba tam w środku musiało mu się nudzić skoro tu przyszedł.
        - My się już chyba poznaliśmy na weselu Violetty i Leona, prawda ? - podchodzi do Ludmiły. - Ludmiła, tak ?
        - Maxi ? - uśmiecha się. - Fajnie cię znowu zobaczyć.
        - Jak się masz ?
        - Dobrze i dziecko też ma się dobrze.
        - Dziecko ? - mówi zaskoczony. - Federico się nie chwalił, że spodziewacie się dziecka.
        Od razu spotykałeś się z wzrokiem Camili, którzy przeszył cię na wpół. Nie powiedziałeś jej o tym, że będziesz mieć dziecko. Chciałeś, ale z tego wszystkiego wyleciało ci to z głowy. Teraz wyjdzie na to, że chciałeś to przed nią za taić.
        - Bo to świeża sprawa i pewnie dlatego. - Lu wtula się w Ciebie, a ty cały czas patrzysz na Camilę.
        - W takim razie gratuluję jeszcze raz.
        - Dzięki ... - mruczysz pod nosem nie chętnie podając mu dłoń. - Cami zostaniesz ? - pytasz.
        - Nie ... Maxi wracam do hotelu.
        - Dlaczego ? - spogląda na nią zaskoczony.
        - Źle się czuję. Jeśli chcesz to zostań, ja jadę. - powiedziała i poszła.
        - Cami poczekaj ! Jadę z tobą. - podbiegł do niej i objął ją ramieniem.
        Czułeś jak krew gotowała się w tobie. Byłeś tak cholernie zazdrosny, że przez chwilę pomyślałeś o tym by podbiec do niej i wyznać jej to wszystko co do niej czujesz, ale niestety na szczęście nie wcieliłeś tego w życie. Gdyby nie stojąca Lu i świadomość, że jesteście już małżeństwem i będziecie mieć dziecko, pobiegłbyś za nią i nie pozwoliłbyś jej już nigdy odejść. Niestety ty masz Lu, a ona Maxiego. Nigdy wam nie było pisane więc nie masz na co liczyć. Teraz zaczynasz nowe życie u boku kogoś w ogóle innego.


        Obudziły cię promienie słoneczne wdzierające się przez zasłony. Przetarłaś zaspane oczy i ziewnęłaś. Rozglądnęłaś się dookoła. Leżałaś na swoim dawnym łóżku. Przekręciłaś się na bok i i zaczęłaś wpatrywać się w nie wiadomo jaki punkt leżący przed tobą. Przez chwilę odniosłaś wrażenie jakby to wszystko było koszmarem. Ten cały ślub Federico, to uczucie, które żywisz do niego ... Niestety ten koszmar jest prawdziwy. Chciałabyś żeby było inaczej. Teraz praktycznie wróciłaś do punktu wyjścia. Masz wszystko co dotychczas cię ograniczało. Cieszysz się, ale świadomość tego, że nigdy nie będziesz z Federico rozrywa cię od środka.
        Podeszłaś do okna i rozchyliłaś zasłony. Otworzyłaś okno i wychyliłaś się. Nabrałaś do płuc świeżego powietrza i nikle się uśmiechnęłaś. Nie jesteś już w stanie nawet płakać. Twoje oczy są suche, ale to nie zmienia faktu, że boli świadomość, że Federico nie był ci pisany. On teraz ma swoją rodzinę. Ma Lu i nienarodzone jeszcze dziecko. Zabierając telefon z szafki i podeszłaś z powrotem do okna. Spojrzałaś na wyświetlacz na którym widniało parę połączeń od Federico i Maxiego.
        Westchnęłaś i oddzwoniłaś do Maxiego, ale niestety nie odbierał. Rzuciłaś telefonem o łóżku i zsunęłaś po ścianie, siadając na ziemi. Odechciało ci się dzwonić do Federico. Po co by dzwonił ? By zapytać jak się masz ? To głupie. Nie stać ani ciebie ani jego na bardziej ciekawszą rozmową. Z każdą chwilą oddalacie się od siebie po mimo tego, że nie chcecie tego robić.
        Nagle ktoś do ciebie zadzwonił. Pomyślałaś od razy, że może to dzwonić Maxi, który pewnie dopiero zorientował się, że próbowałaś się z nim skontaktować. Patrzyłaś na telefon, który leżał na łóżku. Dokładnie wsłuchiwałaś się w dzwonek komórki. Nie miałaś ochoty podejść po telefon, a w szczególności odebrać połączenie. Byłaś zła na cały świat.
        Gdy dzwonek telefonu umilkł, ktoś zaczął pukać do drzwi. Przewróciłaś na około oczami i z niechęcią poderwałaś się z ziemi. Otarłaś parę skapujących łez z policzków i otworzyłaś drzwi. Kompletnie odebrało ci mowę. Nie wiedziałaś jak się zachować. Przez chwilę w ogóle nie mogłaś uwierzyć. Zamrugałaś oczami parę razy i jeszcze raz spoglądnęłaś na osobę stojącą przed tobą.
        - Co ty tu robisz ? - wykrztusiłaś.
        - Przyleciałem ... - zamyślił się przez chwilę spuszczając wzrok. - Bo muszę ci coś wyznać. - dodał spoglądając ci w oczy.
        - Co na to ... - nie dokończyłaś bo Federico ci szybko przerwał.
        - Kocham cię
        - Słucham ?
        - Kocham Cię.
        - Chyba zwariowałeś ... - chciałaś zamknąć drzwi, ale Federico szybciej od ciebie, wtargnął do środka. - Co ty wyprawiasz ?! - krzyknęłaś oburzona.
        Nagle Federico wbił się w twoje usta. Byłaś kompletnie zdezorientowana i zaskoczona. Nie spodziewałaś się takiego szybkiego obrotu sprawy. Szybko odepchnęłaś go od siebie i wymierzyłaś mu uderzenie w policzek.
        - Co ty do cholery robisz ?! 
        - Kocham Cię nie rozumiesz ?
        - Masz żonę i dziecko, które przyjdzie na świat !
        - Już nie.
        - Słucham ? 
        - Dzwoniłem, ale nie odbierałaś. Okazało się, że Ludmiła nie jest w ciąży.
        - Ale jest twoją żoną do jasnej cholery !
        - Rozstaliśmy się. Obydwoje stwierdziliśmy, że nie czujemy nic do siebie.
        - Co ? Ale jak to ? Nie ... Ty żartujesz, tak ? Żartujesz ?
        - Kocham Cię Camila. - podszedł do ciebie i zapewne znowu zamierzał cię pocałować, ale ty cofnęłaś się o krok do tyłu. - Teraz wiem, że najszczęśliwszym człowiekiem jestem wtedy kiedy mam ciebie Cami. Zasługujesz na dużo więcej, na kogoś kto będzie cię kochał w każdej sekundzie twojego życia, kto będzie myślał o tobie nieustannie, zastanawiając się co w tej chwili robisz, gdzie jesteś, z kim jesteś i czy dobrze się czujesz. Potrzebujesz kogoś kto pomoże ci spełnić marzenia i ochroni cię przed tym, czego się boisz. Powinnaś mieć u swojego boku kogoś, kto będzie poświęcał ci każdą sekundę i kochał w tobie wszystko, a zwłaszcza twoje wady. Zasługujesz na kogoś przy kim będziesz szczęśliwa, z kimś kto już dawno powinien wykorzystać szansę bycia z tobą, a zamiast tego poddał się zbyt szybko. To chyba mój największy błąd w życiu. Maxi nie zasługuję na ciebie. 
        - Federico ...
        - Błagam. - przyklęknął, a ty nie wiedziałaś jak się zachować. - Nie pozwolę ci odejść.
        - W stań, jeszcze ktoś zobaczy. Nie wygłupiaj się.
       - Błagam. 
       - Dziewczyno powiedz, że też go kochasz. On naprawdę cię kocha. - odezwała się jakaś starsza pani schodząca ze schodów.
        - Federico ja nie jestem już z Maxim. Rozstaliśmy się miesiąc temu. Nie kocham go i nigdy nie kochałam. 
        - To znaczy ... - wstał.
        - Kocham cię. - powiedziałaś i po chwili swoją miłość przypieczętowaliście namiętnym pocałunkiem.
        To wszystko wydawało się jakimś snem. Tyle przeszłaś. Teraz wiesz, że było warto. W końcu możecie być razem. Nikt ani nic nie stoi wam na drodze do szczęścia. Pokrewne dusze zawsze potrafią znaleźć do siebie drogę.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Wiem długo nie dodawałam, ale tygodnie zawalone testami i tak dalej ... Szkoda gadać.
Mam nadzieję, że podoba wam się ostatnia część :)
/Mari<3

poniedziałek, 5 stycznia 2015

~06~ Femi ~ ,,Nie pozwolę Ci odejść.'' cz. 2 / LBA x3

,,On chce być z nią. Ona z nim. Żyją, ale nie mogą bez siebie żyć.''


~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

       Obudziły Cię promienie słoneczne. Przetarłeś zaspane oczy i rozglądnąłeś się dookoła. Obok Ciebie śpi blondynka z rozwichranymi włosami. Przełknąłeś gorzko ślinę. Kompletnie nic nie pamiętasz jak z nią znalazłeś się w łóżku. Próbujesz się wysilić na przypomnienie sobie wczorajszego wieczoru. No tak była kolacja, spacer, później zaprosiłeś Ją do swojego domu, alkohol ... Już sobie przypomniałeś.
        Bezszelestnie schodzisz z łóżka i zbierasz z podłogi wszystkie swoje ubrania, wyciągasz z szafki jakieś spodnie i bluzkę, a następnie wychodzisz z sypialni, kierując się do łazienki. Od razu wpadasz pod prysznic. Ciepłe kropelki wody sprawiają, że powracasz do świata żywych. Wychodzisz, ubierasz się i stajesz przed lustrem. Opierasz się nad umywalką i myślisz jak z tego bagna wypełznąć. To wszystko nie tak miało wyglądać. Uległeś, a to wszystko przez te pieprzone uczucie, które w dalszym ciągu żywisz do Camili i chcesz o nim zapomnieć, chcesz wyprzeć z siebie, że coś do niej czujesz. Walisz pięścią w umywalkę, ale po chwili opanowujesz się bo wiesz, że za ścianę śpi jeszcze Ludmiła.
        Wychodzisz z łazienki i wchodzisz jeszcze raz do sypialni. Wychylasz się zza framugi drzwi. Dziewczyna dalej śpi. Wpatrujesz się w nią jak słodko oddycha. Aż można się w niej zakochać, jednak Twoje uczucia w stosunku do niej w ogóle się nie zmieniają. Nie kochasz Jej i nawet jakbyś starał się to i tak by nic z tego nie wyszło bo po prostu nie potrafisz zapomnieć o Camili. 
        Jeszcze przez chwilę na nią patrzysz, a następnie kierujesz się do kuchni. Jesteś głodny i za pewne Ludmiła gdy się obudzi też będzie. Zastanawiasz się co zrobić na śniadanie. W końcu po chwili decydujesz się na przyrządzenie zwykłych tostów. Starannie wszystko przygotowujesz, kładąc to wszystko na tacy. Patrzysz na efekty swojej pracy. Jesteś zadowolony z siebie. 
        Wchodzisz do sypialni. Siadasz na łóżku obok Ludmiły i patrzysz na nią. Nie jesteś w stanie teraz Ją obudzić. Wygląda tak ślicznie. Uśmiechasz się pod nosem. Nagle dziewczyna otwiera zaspane oczy. Przez chwilę patrzy na Ciebie zdezorientowana, ale następnie na Jej twarzy szybko pojawia się uśmiech. 
- Cześć. - mówisz patrząc Jej w oczy. 
- Cześć. - uśmiecha się szerzej. 
- Zrobiłem dla Ciebie śniadanie. - przysuwasz do niej tacę. 
- Dziękuję, ale naprawdę nie musiałeś. - patrzy na przyrządzone danie.
- Jedz, a jeśli będziesz jeszcze głodna to powiedz. - wstajesz z łóżka.
- A Ty gdzie idziesz ? 
- Zaraz przyjdę. - mówisz po krótkiej chwili namysłu.
        Zostawiasz Ludmiłę samą w pokoju. Schodzisz na dół i idziesz do przed pokoju. Ubierasz buty i wychodzisz przed dom. Czujesz jak zimne powietrze oplata Cię od góry do dołu. Przechodzą przez Ciebie dreszcze. Jest Ci zimno, ale nie przeszkadza Ci to. Ciężko wzdychasz. Dalej nie możesz uwierzyć w to co się wydarzyło tamtego wieczoru. Jak mogłeś się do tego posunąć ? Chyba musiałeś być w tragicznym stanie. Chodź z drugiej strony to dobrze. Zaczynasz żyć swoim własnym życiem, a przecież właśnie o to Ci chodziło. Spróbujesz zakochać się w Lu i dzięki temu zapomnisz o Camili. To będzie najlepsze rozwiązanie w Twojej sytuacji.

        Otwierasz oczy, ale szybko je zamykasz bo razi Cię słońce wdzierające się przez zasłony. Przesuwasz ręką po drugiej stronie łóżka. Automatycznie się podnosisz otwierając oczy. Zdajesz sobie sprawę, że przez cały wieczór i noc byłaś sama w domu. Maxi nie wrócił do tej pory.
        Wstajesz z łóżka i bierzesz swój telefon. Od razu dzwonisz do narzeczonego. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci i nic. Rozłączasz się i rzucasz telefon gdzieś w pościel. Jesteś zła. Znowu to samo.
        Wchodzisz do swojej garderoby i ubierasz na siebie czarne getry i granatową baskinką. Granatowy kolor to Twój ulubiony i połowa Twoich bluzek jest w takim kolorze. Przeglądasz się parę razy w lustrze i zakładasz na swoją szyję srebrną kolię.
        Znowu stajesz przed lustrem. Patrzysz w swoje oczy. Widzisz w nich smutek, ale nie tylko z tego powodu, że u Twojego boku nie ma teraz Maxiego. Jesteś smutna z swojego życia jakiego teraz wiedziesz. Kiedyś nie było Cię na to wszystko stać. Nie planowałaś nigdy, że będziesz mieszkać w wilii, że codziennie będziesz mogła ubierać się w kosztowne ciuchy z biżuterią. Życie z Maxim jest jak życie z bajki. Niestety nie potrafisz się tym cieszyć. Możesz okłamywać wszystkich dokoła, ale wiesz, że siebie nigdy nie oszukasz.
       Schodzisz po schodach i kierujesz się do kuchni w której zastajesz już wynajętą przez Maxiego, pomoc domową, która ma w swoich też obowiązkach gotowanie. Witasz się z nią z uśmiechem. Siadasz przy stole i zaczynasz jeść przygotowane jedzenie przez Marie. Gdy kończysz jeść wychodzisz z kuchni i wchodzisz do przedpokoju. Ubierasz buty, nakładasz na siebie płaszcz z szalikiem i czapką. Wkładasz do kieszeni płaszcza telefon i kluczyki od samochodu. Otwierasz drzwi i nagle widzisz w progu Maxiego, który właśnie chciał wejść do środka.
        - Ooo kochanie, gdzieś idziesz ? - chce pocałować Cię, ale szybko się odsuwasz.
        - Jadę do miasta. Muszę załatwić parę spraw.
        - Parę spraw ? 
        - Tak. Później pojadę na zakupy, może do przyjaciółki ...
        - Okej rozumiem. Do zobaczenia. - posyła Ci nikły uśmiech.
        Spuszczasz głowę i mijasz się z nim w przejściu. Podchodzisz do swojego auta i zatrzymujesz się odwracając się w kierunku Maxiego, który stoi przed drzwiami i patrzy na Ciebie. Jego wzrok jest przepełniony smutkiem. Coś się po między wami sypie chodź ani Ty ani on nie chcecie tego przed sobą wyznać.
        Spuszczasz wzrok i otwierasz drzwi od swojego auta. Wchodzisz do środka i po chwili odjeżdżasz. Okłamałaś go. Nienawidzisz tego. Powiedziałaś, że jedziesz załatwić parę spraw, a to nie prawda. Chcesz się zobaczyć z Federico. Po mimo tego, ze widziałaś go z jakąś dziewczyną to i tak chcesz z nim porozmawiać. Potrzebujesz tego. Brakuję Ci go.
        Wysiadasz przed domem Włocha. Wydychasz ciężko powietrze. Czujesz zdenerwowanie. nabierasz pewnych wątpliwości. Może źle, że przyjechałaś ? Może Fede jest teraz czymś bardzo zajęty ? Zawracasz do auta. Już masz otwierać drzwi, ale ponownie patrzysz na dom. Przełykasz gorzko ślinę. Idziesz. Już nic nie jest Cię w stanie od tego odwieść. Zamykasz za sobą bramę i po chwili stoisz już pod drzwiami. Pukasz, ale nikt Ci nie otwiera. Czujesz się an przegranej pozycji. Niespodziewanie drzwi się gwałtownie otwierają. W drzwiach widzisz blondynkę w białej koszuli, prawdopodobnie Twojego przyjaciela. Zaniemówiłaś.
        - Cześć ! - powiedziała. - Emmmm pewnie do Federico ? - kiwasz twierdząco głową chodź jesteś nieprzekonana czy chcesz się z nim właśnie teraz widzieć. - Fede ! - woła.
        - Co tam Lu ? - słyszysz głos Włocha, a po chwili widzisz go bez koszulki w drzwiach. Spuszczasz wzrok. - Cami ? Yyyy ... - wydał się zaskoczony Twoimi odwiedzinami. - Poczekasz na mnie w salonie ? - zwraca się do blondynki.
        - Jasne. - mówi i odchodzi w głąb mieszkania.
        - Co Ty tu robisz ? - uśmiecha się nerwowo.
        - Emmm przyjechałam ... Wczoraj rozmawialiśmy przez telefon i pomyślałam ... Z resztą już nie ważne. Chyba już sobie pójdę, jesteś zajęty. - oddalasz się, ale Włoch łapię Cię za dłoń.
        - Nie, wcale nie jestem zajęty. Wejdź to porozmawiamy. Napijesz się może kawy, herbaty no ewentualnie soku. - zaśmiał się, ale Ciebie to nie bawi.
        - Nie Fede. Kiedy indziej, naprawdę. Cześć. - mówisz i odchodzisz.


        Wyłączasz silnik samochodu. Opierasz się wygodniej o fotel i zamykasz oczy. Wydychasz z siebie powietrze. Wycierasz zapłakane oczy. Dalej nie może do Ciebie to dotrzeć co przed kilkunastoma minutami widziałaś. Federico w końcu się zakochał, a Ciebie to tak strasznie boli. Czujesz się zazdrosna o niego. Kochasz go. Niestety on Ciebie nie kocha i w tym całe Twoje nieszczęście. Widocznie nigdy nie było wam pisane. Ty masz Maxiego, jesteś szczęśliwie zaręczona, on ma Ludmiłę i kochają się.
       Wyciągasz telefon z płaszcza i wybierasz numer do swojej przyjaciółki. Nie jesteś pewna czy odbierze. Przecież właśnie w tym momencie może odbywać się Violetty i Jej męża podróż po ślubna. Po chwili namysłu dzwonisz, ale nikt nie odbiera. Jesteś zła, ale tylko i wyłącznie na siebie. Nagle ktoś do Ciebie dzwoni. Szybko odbierasz.
        - Co tam Cami ? Dzwoniłaś, ale nie odbierałam. Przepraszam, ale dopiero teraz wstałam. - słyszysz głos Violetty.
        - Aaa już nic.
        - Nic ? Na pewno ? Czuję, że coś się stało. Masz dziwny głos.
        - Słuchaj ... Możemy się spotkać ?
        - Jasne !
        - Ale na pewno ? Nie chce Tobie i Leonowi przeszkadzać.
        - Na pewno i wcale nie przeszkadzasz. Wyjeżdżamy dopiero za dwa dni. To dobry czas by się spotkać tylko powiedz gdzie i o której godzinie.
        - Sama nie wiem ... Może jak najszybciej ?
        - Okej ... To gdzie ?
        - Tam gdzie zawsze.
        - Kawiarnia ? Okej. Zaraz będę. - mówi i po chwili rozłącza się.
        Po przebytej rozmowie z przyjaciółką czekasz na nią w kawiarni. Grająca w te skoczna muzyka strasznie Cię denerwuję. Nie możesz doczekać się kiedy Violetta przyjdzie. Potrzebujesz się Jej wyżalić. Nagle słyszysz charakterystyczne dzwonienie dzwoneczków gdy ktoś wejdzie do środka. Od razu się prostujesz. Do kawiarni weszła Violetta, która od razu Cię zauważyła.
        - Cześć kochana. - mówi i całuje Cię w policzek. - Przepraszam za spóźnienie, ale Leon mnie zatrzymał. - chichocze, a Ty nikle się uśmiechasz. - Zamówiłaś już coś ?
        - Nie, jeszcze nie. - mówisz.
        Momentalnie koło was pojawia się kobieta z długopisem i notatnikiem w ręce.
        - Co podać ? - uśmiecha się ciepło.
        - Dla mnie kawę z expresu. - mówisz.
        - Dla mnie to samo. - powtarza Violetta, a kobieta po zapisaniu szybko się od was oddaliła. - To co tam ? Co się dzieję ?
        - Nic się nie dzieję. Co ma się dziać ? - wzruszasz ramionami.
        - Przecież widzę Cami. Mnie nie oszukasz. - patrzy na Ciebie z pod czoła.
        Wzdychasz. - Chodzi o to, że ja już sama nie wiem czego chcę. - brunetka patrzy na Ciebie niezrozumiale.
        - Co przez to chcesz powiedzieć ?
        - Mam wszystko czego dusza zapragnie i kocham Maxiego, ale ... Ale dalej mi czegoś brakuję.
        - Przyzwyczaisz się. Po za tym już nie długo zostaniesz panią Ponte. - porusza charakterystycznie brwiami, a Ty wybuchasz śmiechem.
        - Byłam dzisiaj u Federico. - mówisz posępnie.
        Do waszego stolika podeszła kelnerka kładąc na wasz stolik wasze złożone zamówienia.
        - I ? - upiła łyk gorącej kawy.
        - W Jego domu była blondynka w szlafroku. Wiesz jaka na pewno. Ma na imię Ludmiła bo widziałam Ją na Twoim weselu.
        - Aaa tak pamiętam. Taka jakby daleka rodzina. No, ale co w tym związku ? Czekaj ! Zaraz nie mówisz, że oni, że Fede i ona są razem ?!
        - Chyba ... - spuszczasz wzrok i bełtasz łyżeczką w filiżance.
        - Już wiem gdzie tkwi problem. - podnosisz automatycznie głowę. - Kochasz go. - wybuchasz nie pohamowanym śmiechem.
        - Ja ? Federico ? Błagam Cię.
        - Przestań. Widać to po Tobie. Byłaś w nim zakochana od początku. Myślałam, że dojdzie do tego, że będziecie razem bo wyglądaliście oboje na zakochanych, ale Ty niespodziewanie przyjęłaś zaręczyny od Maxiego.
        Przestajesz się śmiać. Nie jest już Ci wcale do śmiechu. - Ona ma dziewczynę, a ja ... narzeczonego.
        - Co za ironia ... Czekaliście na siebie latami, aż wreszcie obydwoje się poddaliście i zaczęliście żyć swoim własnym życiem. Kiedy jesteś wstanie zerwać zaręczyny, on decyduje się na związek z kimś innym. To chyba najgorsza synchronizacja na świecie. Czy wy się kiedyś nauczycie robić coś w tym samym momencie ?
        - Nie wiem ... Z resztą to koniec Vilu. Muszę się z tym pogodzić, że on kocha inną. Ja mam Maxiego i ... Jestem szczęśliwa.
        - Taa, a jedzie mi tu czołg ?
        - Będę, a jeśli nie teraz to w przyszłości. Ja .. Kocham Maxiego.
        - Nie wiem ile będziesz się jeszcze okłamywać ... - pokręciła przeczącą głową, a Ty głośno westchnęłaś podpierając głowę o rękę.


        Siedzisz na skraju łóżka i myślisz. Teraz wiesz już, że życie z Camilą nigdy Ci nie było pisane. Ona nic do Ciebie nie czuła, a jeśli było inaczej to i tak wybrała Maxiego. Ty jesteś zerem. Żyjesz z marnych groszy i ledwo wystarcza Ci na jedzenie. Gdybyś dwa lata temu poświęcił się całkowicie muzyce to może teraz byłbyś kimś innym, kimś kto zasługuje na taką dziewczynę jak Camila. Maxi ma to coś czego ty nigdy w życiu byś nie miał. Gdyby Camila była z Tobą wiodła by życie biedaka, który żyje od pierwszego do pierwszego. Ostatnie pieniądze trzymasz na uczelnie na której bardzo Ci zależy.
        - Fede. - słyszysz i podnosisz wzrok na Ludmiłę.
        Dziewczyna uśmiecha się do Ciebie nikle. Odwzajemniasz się tym samym. Patrzysz na nią i wierzysz, że ona, Ty i to wszystko jest początkiem czegoś dobrego.
        - Przyszło do Ciebie parę listów. - podchodzi wręczając Ci parę kopert.
        - Dzięki. - zabierasz otrzymaną pocztę, a blondynka siada koło Ciebie i układa głowę na Twoim ramieniu
         Zaczynasz przeglądać listy. Upomnienie o zapłacenie światła, jakaś głupia ulotka i ... list od uczelni na którą chcesz się dostać.
        - W końcu jest ! - rozrywasz kopertę i wyciągasz list.
        Zaczynasz czytać. Wzrokiem szukasz tylko tego co w tej chwili sprawiłoby, że zacząłbyś skakać ze szczęścia pod sufit. Nie dowierzasz. Czytasz po kilka razy jedno i to samo zdanie. Po chwili wybuchasz śmiechem.
        - Fede o co chodzi ? - pyta rozbawiona dziewczyna, a Ty skaczesz po całym pokoju ze szczęścia.
        - Przyjęli mnie, przyjęli ! - krzyczysz.
        - Gratulację. - uśmiecha się.
        - Nie mogę w to uwierzyć. - siadasz obok niej.
        - Czyli już nie będziemy się widzieć ...
        - Lu co Ty opowiadasz ? - obejmujesz Jej twarz w dłonie i patrzysz Jej głęboko w oczy.
        - Ja za cztery miesiące wracam do Mediolanu, a Ty wyjeżdżasz pewnie już za parę dni.
        - Ale ... - zaczynasz rozumieć o co Jej chodzi. - Kocham Cię. - mówisz wycierając łzę spływającą po Jej policzku.
        Dopiero po chwili zdajesz sobie sprawę co powiedziałeś. Te słowa wypowiedziałeś spontanicznie. Niczego nie planowałeś. To samo Ci się wyrwało z ust. Czy aby naprawdę tak jest ? Czy naprawdę Ją kochasz ?
        Dłużej się nie zastanawiałeś. Może i część Ciebie dalej nie może zapomnieć o Camili, ale co z tego ? To przeszłość. Teraz jest Ludmiła. Kochasz Ją i bez wahania właśnie teraz Ją pocałowałeś.


        Bierzesz ostatni karton i wynosisz go z domu. Otwierasz auto i kładziesz pudło na ostatnie miejsca. Zamykasz drzwi i otrzepujesz ręce. Opierasz się o samochód i wzdychasz. Trochę tego wszystkiego było. Wyciągasz z kieszeni spodni swój telefon i spoglądasz na wyświetlacz. Żadnych nie odebranych wiadomości i żadnych nie odebranych połączeń. Z Camilą nie rozmawiałeś już od miesiąca. Jest Ci z tego powodu bardzo przykro. Jeszcze w dzień ślubu Violetty i Leona rozmawialiście o tym by być dalej w kontakcie jako przyjaciele. Nic z tego nie wyszło. Ostatni raz widziałeś Ją jak szła ulicą, przytulona do swojego narzeczonego. Ty w tym czasie szedłeś z Ludmiłą z swoją narzeczoną.
        Oświadczyłeś się Jej kilka tygodni temu. Kochasz Ją, a ona Ciebie. Długo nad tym myślałeś i doszedłeś do wniosku, że to będzie najlepsze rozwiązanie. Nie chciałeś się z nią żegnać. Bardzo zbliżyliście się do siebie. Wieść o tym, że Ty i on będziecie na dwóch krańcach świata nie dawała Ci spokoju. Dlatego Lu tylko ułatwiła Ci to bo zakomunikowała, że przeprowadzi się z Tobą do Anglii. Na początku nie chciałeś by rujnowała swojego życia dla Ciebie, ale otrzymała tam propozycje od jakieś sławnej marki, którą ma prezentować. Tak więc wszystko szło jak należy.
        Wszedłeś w kontakty i kliknąłeś palcem na imię ,,Cami''. Przez chwilę się zawahałeś, ale kliknąłeś ,,połącz''. Musiałeś z nią porozmawiać. Nie mogłeś sobie wyobrazić dalszego życia bez niej jako przyjaciółki. Znacie się tyle i nagle od tak przestaliście się do siebie odzywać ? Nie chciałeś by tak było.
        - Halo ? - usłyszałeś Jej głos i przez chwilę zaniemówiłeś.
        - Cześć Cami. - mówisz nie pewnie.
        - Cześć Federico. 
        - Jak tam ?
        - Wszystko okej, a u Ciebie ?
        - Też. Przyjęli mnie na uczelnie w Bostonie. 
        - Naprawdę ? - odchrząknęła. - To znaczy gratuluję.
        - Dzięki. - uśmiechasz się pod nosem.
        - Federico ! - woła Cię z domu Ludmiła.
        - Emmm wiesz co muszę kończyć. - mówi, a Ty nie wiesz o co chodzi.
        - Nie czekaj chwilę. - odchylasz telefon od ucha. - Poczekaj chwilę ! - krzyczysz do Ludmiły. - Już jestem. Słuchaj ...
        - Federico muszę kończyć, naprawdę.
        - Ale chciałem Ci powiedzieć ...
        - Cześć. - rozłączyła się, a Ty stoisz w osłupieniu.
        W myślach klniesz. Zaciskasz zęby i próbujesz się opanować. Myślałeś, że porozmawiacie, że znowu będzie tak jak wcześniej, ale było jeszcze gorzej. Z dnia na dzień wasze relacje ochładzały się, a Ty nie wiedziałeś jak temu zaradzić.
        Chciałeś Jej powiedzieć, że zaręczyłeś się, ale nie dała Ci dojść do słowa. Od kilku dni chodzisz zamyślony jak Jej o tym powiedzieć. Chcesz by dowiedziała się o tym jako pierwsza, przed otrzymaniem zaproszenia na ślub.
        - Fede pomożesz mi ? Mam tu jeszcze jedno pudło ! - mówi stojąc w progu z kartonem.
        - Idę już. - chowasz telefon do kieszeni i podchodzisz do niej zabierając od niej ciężkie pudło.
     
~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Cześć, jak tam ?
Ja nie mogę się pogodzić, że już w środę idziemy do szkoły :///
No, ale trudno.
Dodam też, że kolejny rozdział na blogu ,,I am the angel of death'' zostanie dodany trochę późno. Nie wiem dokładnie kiedy. Może jutro, może po jutrze. Na razie jest w trakcie pisania bo piszę go już po raz czwarty i cały czas nic w nim mi nie pasuje.
Mam nadzieję, że ta część Os'a wam się spodobała :)
Besos.

Zostałam nominowana do LBA ♥
Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu bo nigdy nie myślałam, że to co pisze zasługuje na wyróżnienie : ) Nominacje otrzymałam już dawno, ale dopiero teraz pisze.
Przejdę od razu może do pytań i odpowiedzi ...

Pierwsza nominacja jest od Mini Stoessel z bloga http://fedemilamiloscdokonca.blogspot.com/

1. Co zainspirowało Cię do pisania ?
    Sama nie wiem ... Może to, że kocham czytać różne książki i dlatego pokusiłam się na napisanie czegoś od siebie. W tym kierunku popchnął mnie też ten serial, a jeszcze wcześniej siatkówka o której tez pisałam.
2. Kto ma najlepszy styl ? 
    Z serialu ,,Violetta'' to chyba Violetta, Camila i Fran, ale tak naprawdę to podoba mi się bardziej styl Lodo, Cande i Tini ♥
3. Co Ci pomaga w pisaniu ?
    Zdecydowanie muzyka. Zawsze gdy coś pisze muszę słuchać muzyki tyle, że zawsze muszę ją dostosować do tego co pisze. To może się wydawać głupie, ale taka jest prawda. gdy pisze coś smutnego włączam smutną piosenkę, a gdy pisze coś wesołego to włączam coś skocznego :)
4. Za co lubisz serial ,,Violetta'' ?
    Hmmm ... Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale chyba dlatego, że głównie chodzi o muzykę. Postacie grający w tym serialu chcą spełnić swoje marzenia, chcą coś osiągnąć. Po mimo tych wszystkich przeciwności oni i tak dalej walczą by osiągnąć swój upragniony cel. To piękne, a pomaga im w tym przyjaźń i miłość. Nie wstydzą się tego i mają odwagę robić to co kochają najbardziej.
5. Ulubiona książka ?
    Nie ma takiej. Każdą którą przeczytałam jest na swój sposób piękna. Nie potrafiłabym wybrać.
6. Jaka jest Twoja ulubiona para i dlaczego ?
    Mam aż trzy :P Pierwsza to Diecesca. Kocham ich i po prostu mogłabym rozpisać się tu na dwa posty. Muszą się ze sobą kryć. Diego się zmienił, zakochał w Fran i chce ją przekonać, że to, że się kochają nie jest wcale złe i wgl. no, ale znowu Fran myśli co sobie pomyśli Vilu i Marco. Cały czas muszą się kryć, że coś do siebie czują i wgl. to piękne ♥ Druga para to Fedemila. Oni to w ogóle są boscy *-* Federico zakochał się w niej. Zobaczył, że ona jest tak naprawdę inna. Zakochał się w niej i chce żeby Lu była dobra, a ona znowu stara się, ale nie zawsze Jej to wychodzi :/  No i trzecią parą jest Leonetta. Byli na siebie skazani od samego początku tylko cały czas ktoś lub coś stawało im na drodze i po mimo tego wszystkiego są dalej razem <3
7. Ruggerro czy Jorge ? 
    Zdecydowanie Ruggerro. Zakochałam się w nim jak pierwszy raz go ujrzałam w serialu *-*
8. Co uważasz o moim blogu i moim sposobem pisania ?
    Kocham Twojego bloga. Masz talent i co tu dużo mówić. Nie komentuję wiem, ale czytam wszystko na bieżąco. Wszystko w nim jest doskonałe. Po za tym piszesz o najlepszych parach, które osobiście uwielbiam <333
9. Jak wyobrażasz sobie swój pogląd na temat Violetty za 20 lat ? 
    Na pewno nie będę żałowała, że to oglądałam. Staram się niczego w życiu nie żałować tylko czerpać z tego korzyści.
10. Gdybyś mogła zmienić coś w przyszłości, co by to było ? 
      Emmm sama nie wiem. Musiałabym się nad tym głębiej zastanowić.
11. Gdybyś była Ludmi, kto był by Twoją pomocniczka i dlaczego ?
      Zdecydowanie Naty. Alba świetnie przedstawia postać Naty i moim zdaniem nikt by nie mógł Ją zastąpić i dlatego wybieram własnie Ją.

Druga nominacja jest od Fedemila Forever z bloga http://ratujmojeserce.blogspot.com/?m=1

1. Ulubiony bohater i bohaterka z serialu ?
    Zdecydowanie Fran i Diego ♥
2. Co sądzisz o trzecim sezonie Violetty ? 
    Jest fantastyczny. Postacie są ogólnie przedstawione już jako starsze. Sam w sobie trzeci sezon się nie zmienił. Cały czas chodzi o muzykę, a świat się kręci głównie przed Violettą. Kocham ten serial ♥
3. Gdybyś mogła zmienić coś w naszym fioletowym serialu to co to by było ?
    Chyba nic. Mi się wszystko podoba i jestem z niego zadowolona :)
4. Gdybyś mogła zmienić się jednym miejscem z jedną postacią z serialu to kim byś była ?
    Chciałabym się wcielić w czarny charakter, który gra Ludmiła. Fajnie by było ^^
5. Czy jedziesz na koncert Violetta live w Łodzi ?
    Niestety nie, a miałam :'(
6. Którą parę z serialu lubisz najbardziej ? (wyjaśnij swój wybór)
    Już na to pytanie odpowiadałam. Można o tym przeczytać wyżej.
7. Czy czytasz mój blog ?
    No jasne ! kocham i wprost uwielbiam ♥ Talenciara ;***
8. Co zmotywowało Cię do napisania swojego własnego bloga ?
    Książki i zamiłowanie do ich czytania : )
9. Czy masz swoje ulubione blogi ? Jeśli tak to napisz adresy. 
    Twój blog na pewno znajduję się na liście, ale też wiele wiele inny. Nie chce mi się tu wklejać adresy, ale każdego bloga którego obserwuję nalezą do moich ulubionych.
10. Ile masz lat ?
      W kwietniu 15 ^^
11. Co sądzisz o hejterach serialu ?
      Są to zazwyczaj ludzie którzy oglądali jedną lub dwie sceny i komentują nie oglądając całości. Uważają, że to dziecinne, ale mylą się bo nic nie wiedzą. Taka jest właśnie większość.

Trzecia i ostatnia nominacja jest od Stelli Blanco z bloga http://mi--mejor--momento.blogspot.com/

1. Co sądzisz o (niepewnym) związku Cande i Ruggero ? 
    Już jest pewny :D Ciszę się. Jeśli są razem szczęśliwi to czego nie mogą być razem ? : ) Kibicuję im.
2. Weźmiesz udział w moim konkursie ? 
    Nie wiem czy aktualne.
3. Jaki film, serial lub bajkę ostatnio oglądałaś ?
    Oglądałam ostatnio powtórkę ostatniego odcinka The Originals. Dalej nie dodają kolejnych odcinków !!
4. Ulubiony YouTuber ?
    Nie mam.
5. Gdzie najbardziej chciałabyś pojechać ?
    Argentyna lub USA :)
6. Kto najlepiej śpiewa z serialu ?
    Nie potrafię powiedzieć. Każdy na swój sposób ma ciekawy i piękny głos, ale tak najbardziej to podoba mi się głos Mechi bo ma niespotykany głos, Lodo bo ma wysoką skalę, Tini bo ona tak ślicznie koloryzuję piosenkę, Diego bo on ma taki męski głos taka chrypka i wgl haha kochammm *-*, Leon bo potrafi wysoko śpiewać ♥
7. Chciałabyś z kimś zaśpiewać piosenkę ? Z kim ? Jaką ? 
    Z Diego i to by była Yo Soy Asi :)
8. Powtórzę pytanie : co sądzisz o hejterach serialu.
    Odpowiedź wyżej :D
9. Twoja ulubiona przekąska ?
    Nie mam.
10. Twoja ulubiona rzecz w Twoim pokoju ? 
      Książki, wszystkie książki :D
11. Co sądzisz o Nikolasie Garnieru ?
      Nie mam o nim wyrobionego zdania. Jest mi on obojętny : )

czwartek, 1 stycznia 2015

~05~ Femi ~ ,,Nie pozwolę Ci odejść.'' cz. 1

        ,,W życiu nie ma nic pewnego, ale jedno wiem - trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów, przyjąć odpowiedzialność za swoje uczynki.''


~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

        Siedziałeś niedaleko niej. Nie odrywałeś od niej wzroku. Chciałeś, ale nie potrafiłeś. Wyglądała tak pięknie. Jej kręcone, rude włosy spoczywały na ramionach. Jej jasna karnacja z kilkoma piegami na twarzy dodawała Jej jeszcze większej urody. Od Jej brązowych, dużych oczu, rumianych ust nikt nie mógł oderwać wzroku i dlatego często wokół niej kręciło się wielu adoratorów, niestety wszyscy spotykali się cały czas z porażką bo nie wiedzieli, że ktoś już zajął w Jej sercu miejsce.
        Zauważyła Cię. Od razu spuściła wzrok, a na Jej twarzy pojawiły się rumieńce - zawstydziła się. Cały czas na nią patrzyłeś i nie miałeś zamiaru odrywać od niej wzroku. Popatrzyła na Ciebie. Przez chwilę uśmiechnęła się do Ciebie. Nawet nie zdawałeś sobie z tego sprawy ile Cię ten uśmiech może uszczęśliwić. Też się do niej uśmiechnąłeś, a ona ponownie spłonęła w rumieńcach. Za chichotałeś. Wyglądała tak słodko.
        Oderwałeś od niej na chwilę wzrok i szybko tego pożałowałeś. Od razu posmutniałeś. Przysiadł się do niej jakiś mężczyzna, brunet. Gdybyś tylko potrafił zabiłbyś go wzrokiem. Znasz go. To jej narzeczony - Maxi. Spuszczasz wzrok. Jesteś zły. Pytasz się dlaczego to właśnie nie Ty jesteś na Jego miejscu ? Spoglądasz na nich. Szepcze Jej coś za uchem, a ona od razu wybucha śmiechem. Przełykasz gorzko ślinę. Musisz się pogodzić z tym, że ona zawsze będzie uważać Cię za swojego najlepszego przyjaciela. Tak czy inaczej cieszysz się Jej szczęściem. Jej dobro jest dla Ciebie najważniejsze.
        Słyszysz głos spikera. Nawołuję wszystkich do tańca, a szczególnie młodą parę. Wszyscy opuszczają stoliki i kierują się na parkiet, ona też. Po chwili widzisz jak dobrze bawi się tańcząc z narzeczonym. Rozglądasz się po sali. Przy stoliku siedzi jakaś dziewczyna, blondynka. Wydaję się taka smutna i osamotniona, tak jak Ty ? Wstajesz od stołu i kierujesz się w Jej stronę. Nie pytając przysiadasz się obok niej.
        - Cześć. Jestem Federico. - mówisz, a ona spogląda na Ciebie.
        Uśmiecha się. - Ludmiła, miło mi. - wyciągasz do niej rękę, a ona szybko kładzie swoją zimną dłoń na Twoją.
        - Zapraszam Cię do tańca. - wstajesz od stołu zacieśniając uścisk.
        Szeroko się do Ciebie uśmiecha pokazując rząd śnieżno białych zębów. Po chwili tańczycie już razem na parkiecie w śród innych tańczących par.
        Zespół gra wolną piosenkę. Cały czas tańczycie. Blondynka co chwilę obdarowuję Cię nieśmiałym uśmiechem. Ty też się do niej cały czas uśmiechasz, jednak myślami jesteś gdzie indziej. Co chwilę spoglądasz na tańczącą Camile z narzeczonym. Zazdrość buzuję w Tobie. Tak bardzo chciałbyś być na Jego miejscu, tak bardzo chciałbyś z nią właśnie teraz tańczyć, trzymać Ją w swoich objęciach, patrząc sobie głęboko w oczy.
        Piosenka milknie, a znowu odzywa się głos spikera, który ogłasza kolejną piosenkę. Wracasz wzrokiem na swoją partnerkę z którą przed chwilą tańczyłeś. Zaczynasz przyglądać się jej dokładnie. Czekoladowe oczy, mały nos, usta podkreślone czerwoną szminką. Jest naprawdę śliczna, ale nie może równać się z Cami.
        Nagle nachodzi Cię myśl. Już dłużej nie możesz stać w cieniu. Odchodzisz od swojej partnerki i podchodzisz do tańczącej Camili z Maxim.
        - Odbijany ! - krzyczysz i porywasz do tańca rudowłosą, która jest w szoku.
        Cieszysz się jak małe dziecko. Uśmiechasz się, ale Cami patrzy na Ciebie poddenerwowanym wzrokiem. Nie możesz się na nią napatrzeć. Chciałbyś wykrzyczeć Jej ile jest ona dla Ciebie ważna.
        Obok was tańczy Maxi z Ludmiłą. Brunet uśmiechnął się do Camili za to ta posłała mu nikły uśmiech i od razu powędrowała wzrokiem na Ciebie. Jej wzrok osiadający na Tobie niczego nie wyrażał za to był tak głęboki, że chyba pół zebranych tu potopiło by się w nim, ale na pewno nie Ty, Ty ją kochasz i to Cię przed tym ratuję.
        - Kochasz go ? - pytasz znienacka, a ona patrzy na Ciebie zaskoczona zadanym pytaniem.
        Westchnęła. - Fede ... - nie skończyła bo jakiś koleś zabrał Ci ją z przed nosa i teraz świetnie się z nią bawi, tańcząc.
        Znowu jesteś zły. Właśnie teraz gdy udało Ci się z nią porozmawiać, ktoś znowu Ci ją odbiera. Spoglądasz na Maxiego. Po Jego wyrazie twarzy widać było, że jest równie zazdrosny co Ty. Jesteś jeszcze bardziej wściekły z tego powodu.
        Stoisz jak ten kołek po środku parkietu i wbijasz wzrok w ziemię. Jesteś zawiedziony. Co chwilę jakaś tańcząca para popycha Cię lub depcze Ci po palcach. Jeszcze przez chwilę patrzysz na Camilę, a później odchodzisz kierując się do swojego miejsca przy stole.


       Otwierasz drzwi i wychodzisz na zewnątrz by zaczerpnąć świeżego powietrza. Czujesz jak Twoje serce umiera z miłości. Wiesz, że nie jesteś w stanie nic zrobić by ją do siebie przekonać. Ona ma swój świat, swojego ukochanego. Tak mocno Cię to boli, że musisz na to patrzeć.
       Rozglądasz się dokoła. Zauważasz, że na schodach ktoś siedzi. Granatowy płaszcz, rude włosy ... Podchodzisz i siadasz koło kobiety, która tak mocno zawróciła Ci w głowie, że nie jesteś w stanie się teraz od niej odkochać.
       Ona pali papierosa, a Ty bacznie obserwujesz Jej każdy ruch. Dalej boryka się z nałogiem. Wiele razy mówiłeś Jej, żeby przestała palić, ale ona jest uparta i zawsze postawi na swoim. Za to też ją tak mocno kochasz. Zwykle pali gdy jest zdenerwowana, teraz też wiedziałeś, że sięgnęła po papierosa bo jest zdenerwowana. Nie trudno się było tego domyśleć dlaczego ...
        - Cami ... 
        - Nie Federico. - od razu zaprzeczyła. - Kocham Maxiego i nie powinieneś nawet o takie oczywiste rzeczy pytać.
        - Jesteś z nim szczęśliwa ?
        Zaciągnęła się papierosem. - Tak. - powiedziała bardzo stanowczo aż zabrzmiało to sztucznie.
        Wydychnęła dym.
        Nie patrzyła Ci prosto w oczy, omijała Cię szerokim łukiem dlatego szybko wykryłeś, że nie mówi prawdę. Za dobrze ją znasz.
        - Kiedy ślub ? - zmieniłeś temat. Dobrze wiedziałeś, że ta rozmowa będzie cały czas zmierzać do kłótni, a przecież nie chciałeś tego.
        - To jeszcze nie ustalone. - zrzuciła papierosa na ziemię i przygniotła go butem.
        - Aha ... - nastała po między wami niekomfortowa cisza.
        - Przejdziemy się ? - zaproponowałeś po chwili.
        Westchnęła. - Jasne. - powiedziała i wstała ze schodów.
        Szliście razem drogą. Dookoła was leżał śnieg. Powietrze było chłodne i dokładnie czuliście jak mróz szczypał was w policzki. Pod waszymi stopami cały czas skrzypiał śnieg. Nie odzywaliście się do siebie. Cały czas spacerowaliście w milczeniu.
        - Wiesz Federico ... - zaczęła niepewnie. - Życie jest zabawne ... Prawda ? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Ehh tak łatwo jest się zgubić ...
        Zatrzymaliście się.
        - Co chcesz przez to powiedzieć ? - nie rozumiałeś do czego zmierza.
        Złapała Cię za dłoń i mocno ją zacisnęła w swoich szczupłych, zimnych dłoniach. - Znamy się od dzieciństwa. Mogę opowiadać godzinami ile mieliśmy przygód ... - Jej oczy stanęły w łzach. - Ale zmieniliśmy się. Byliśmy innymi ludźmi. Nie zauważyłeś, że to wszystko po między nami zaczyna się burzyć ? 
        - Cami ... - zacząłeś. 
        Szybko Ci przerwała. - Nie Fede. Daj mi skończyć. Kiedyś mówiliśmy, że nasza przyjaźń będzie wieczna i ... ja ... dalej tak chce, chce byśmy byli przyjaciółmi. Rozumiesz mnie, prawda ?
        - Tak. - spuściłeś wzrok.
        - Cieszę się. - przetarła oczy i uśmiechnęła się szeroko.
        Popatrzyłeś Jej głęboko w oczy. Nie byłeś nic w stanie z nich wyczytać, ale wiedziałeś jedno : jeśli ona chce żeby tak było, to niech tak będzie. Szanujesz to co powiedziała. Chcesz cieszyć się Jej szczęściem, chociaż przez chwilę myślałeś, że może być inaczej. Myliłeś się i teraz to wiesz. Twoja nadzieja zgasła. Patrząc na nią nie pozostawało Ci nic innego jak udawać dlatego uśmiechnąłeś się.
        - Wracamy ? 
        - Wracamy. 


        Weszła do środka budynku. Ty postanowiłeś jeszcze posiedzieć na zimowym powietrzu. Musiałeś wszystko dokładnie przemyśleć. Tego wszystkiego było za wiele. Nie potrafisz patrzeć na nich, na Camilę i Maxiego. To boli, a ten ból rozrywa Cię od środka. Nie rozumiesz dlaczego ona sama zaprzecza swoim uczuciom. Chociaż teraz nie jesteś pewny czy aby ona to samo czuję do Ciebie. Jeśli byłoby inaczej nie dałaby Ci do zrozumienia, że chce żebyście pozostali tylko i wyłącznie przyjaciółmi.
        Znasz się z nią od dzieciństwa. Pewnego dnia w wakacje Cami przyjechała z rodzicami do Włoch. Właśnie wtedy pierwszy raz się poznaliście. Wdrapaliście się razem na najwyższe drzewo i patrzyliście na miasto z góry. Od razu ją polubiłeś. Zakochałeś się w Jej charakterze, pokochałeś od razu Jej wady. Gdy odlatywała było Ci bardzo smutno z tego powodu, ale na szczęście obiecywaliście sobie, że będziecie wysyłać do siebie listy i tak było. Pisaliście do siebie, odwiedzaliście się aż pewnego dnia to nie musiało być konieczne bo przeprowadziłeś się do Buenos Aires. Wtedy potrafiliście spędzić razem cały dzień nawet bez jedzenia. Jako dziecko nie wiedziałeś, że czujesz coś do niej. Była ona tylko Twoją najlepszą przyjaciółką. Gdy dorosłeś zacząłeś patrzeć na nią z innego punktu widzenia. Zakochałeś się w niej. Miałeś szanse z nią być, ale spieprzyłeś to, a później było tylko już za późno ... Dowiedziałeś się, że zaręczyła się.
        Usiadłeś na schodach i rozluźniłeś swój krawat. Wszystko zaczynało Cię drażnić. Zebrałeś śnieg leżący niedaleko Ciebie i zacząłeś lepić kulki śniegu. Twoje dłonie od razu zmieniły kolor na różowy i zacząłeś czuć ból. Nie przeszkadzało Ci to i dalej lepiłeś kulki, które później zacząłeś rzucać przed siebie by odreagować złość, która w tobie buzowała.
        Nagle ktoś koło Ciebie usiadł. Miałeś cichą nadzieję, że to Camila, ale jednak to był ktoś inny. Poczułeś damskie perfumy, ale nie były one Cami. Spojrzałeś na osobę, która koło Ciebie usiadła. To była Ludmiła.
        - Dlaczego nie wejdziesz do środka ? - zapytała.
        - Nie mam ochoty. - odpowiedziałeś patrząc przed siebie.
        - A-ha. - po dłuższej chwili wstała i poprawiając swoją sukienkę, poszła.
        Zrobiło Ci się jej szkoda. Mogłeś w jakiś inny sposób odpowiedzieć Jej. Swoją złość akurat własnie na nią musiałeś przelać. Czułeś jak zaczyna męczyć Cię sumienie. W ostatnim momencie złapałeś Ją szybko za rękę uniemożliwiając Jej na oddalenie się.
        - Wiesz co jednak pójdę. - uśmiechnąłeś się i wstając wszedłeś razem z nią do środka lokalu.


        Stałeś przed lustrem i poprawiając swój kołnierzyk zastanawiałeś się czy aby nie wyglądasz zbyt sztywnie. Zacząłeś stroić głupie miny, ale po chwili opamiętałeś się. Wszedłeś do salonu. Od razu Twój wzrok osiadł na zdjęciu, które stało na komodzie. Podszedłeś do komody i chwyciłeś fotografię oprawioną w srebrną ramkę. Na ten widok uśmiechnąłeś się. Zdjęcie przedstawiało Ciebie i Camilę. Całowała Cię wtedy w policzek. Na to wspomnienie uśmiechnąłeś się szerzej i odstawiłeś zdjęcie z powrotem na swoje miejsce. Już miałeś wychodzić z pomieszczenia gdy nagle wróciłeś się. Jeszcze raz spojrzałeś na zdjęcie, które po chwili schowałeś do szuflady. Zadawałeś sobie tym jeszcze większy ból, ale wiedziałeś, że musisz zapomnieć o tym, że cokolwiek do niej czujesz. Musiałeś zapomnieć.
         Założyłeś swoje eleganckie czarne buty i narzuciłeś na siebie granatową marynarkę. Zgarnąłeś z komody klucze i wyszedłeś z domu zamykając drzwi na klucz. Po paru minutach siedziałeś właśnie w swoim aucie i jechałeś do obranego celu, który być może będzie Cię w stanie wyleczyć z uczucia do Camili.
         Przekręciłeś kluczyk wyłączając silnik. Westchnąłeś. Cały czas wahałeś się. Wyszedłeś z auta zatrzaskując za sobą głośno drzwi. Pilotem kliknąłeś guzik zamykający wszystkie drzwi w pojeździe. Stanąłeś pod brązowymi drzwiami i zapukałeś trzy razy. Drzwi otwarła Ci Ludmiła. Uśmiechnąłeś się do niej. Wyglądała bardzo pięknie. Miała na sobie błękitną sukienkę. Jej usta były lekko podkreślone różową szminką, oczy były delikatnie pomalowane, a włosy podkręcone. Przez chwilę zaniemówiłeś.
        - Idziemy ? - obudziła Cię zadanym pytaniem.
        - Jasne, chodź. - uśmiechnąłeś się jeszcze raz i przepuściłeś Ją by pierwsza szła do Twojego auta.
        - Gdzie jedziemy ? - zapytała.
        - Zapraszam Cię do pewnej restauracji.
        - Pewnej mówisz ... - zachichotała.
        - Zobaczysz. - wsiedliście do auta i pojechaliście w Twoje zaplanowane miejsce gdzie ma się odbyć wasza randka.
        - Co zamawiasz ? - zapytała gdy kelner przyszedł z menu.
        - Specjał mistrza kuchni, a Ty ? - odparłeś patrząc w kartę dań.
        - Ja chyba też ... - odparła po krótkiej chwili namysłu.
        - Dwa razy to samo. - zwróciłeś się do kelnera, który stał nad wami trzymając w ręce notatnik i długopis.
        - Dobrze. - powiedział mężczyzna i oddalił się.
        - Pięknie tu jest. - stwierdziła rozglądając się po restauracji.
        Szczerze powiedziawszy wolisz inne klimaty. Z Camilą było inaczej. Woleliście przejść się do pizzeri za rogiem lub ewentualnie zamówić coś do domu, gdzie oglądaliście zawsze jakieś głupie filmy przy których zawsze lubiliście się pośmiać. Właśnie to odróżniało Camile od innych dziewczyn. Ona była inna i nawet się z tym nie kryła. Za to też Ją kochasz i nienawidzisz bo im bardziej chcesz się w niej odkochać to tym bardziej nie potrafisz.
        Uśmiechnąłeś się nikle. - To prawda.
        - Opowiedz mi coś o sobie. - spojrzała Ci prosto w oczy.
        - Na przykład ?
        - Hmm ... Pracujesz ?
        - Nie. Czekam na odpowiedzi z kilku uczelni o przyjęcie, a Ty ?
        - Ja już w pewnym sensie mam swoją pracę. Jestem modelką.
        - Łał. To by wszystko wyjaśniało. - powiedziałeś, a na Jej twarzy pojawiły się rumieńce.
        - Przyleciałam na pół roku do Buenos Aires. Później wracam do Mediolanu. - zasmuciła się. - Przyleciałam tu tylko do rodziców i na ślub Violetty. Emm Federico słuchasz mnie ? - dotknęła Twojej dłoni.
        - Tak, tak. - obudziłeś się z rozmyślań o Cami.


        Siedziałaś na łóżku i patrzyłaś na żarzący się ogień w kominku. W ręce trzymałaś kieliszek czerwonego wina. W tle grała cicho jakaś piosenka odtwarzana z starego gramofonu Twojego dziadka. Ta bezradność Cię dobijała. Od razu przeszły Cię dreszcze. Naciągnęłaś bardziej na siebie koc i dalej patrzyłaś w ogień.
        Myślałaś o Federicu, myślałaś o tym wszystkim co mu powiedziałaś. Tak strasznie Cię to bolało. Sama nie wiesz jak przeszły Ci te słowa przez gardło. Chociaż z drugiej strony jesteś z siebie dumna. Cieszysz się, że mu to wyznałaś inaczej sprawy zaszły by zbyt za daleko. Jesteś w szczęśliwym związku z Maxim i tego musisz się trzymać. Maxi jest naprawdę kochany. Ideał chociaż mówi się, że tacy nie istnieją. Jednak on jest wyjątkiem. Ma dobre serce i to właśnie w nim się zakochałaś. Nie możesz myśleć o Włochu. To tylko przysporzy Ci kłopotów i może zrujnować Twój wymarzony związek.
        Usłyszałaś czyjeś kroki zbliżające się do Ciebie. Uśmiechnęłaś się pod nosem. Wiedziałaś już, że to Maxi. Nagle zakrył Ci oczy. Zachichotałaś.
        - Zgaduj. - usłyszałaś.
        - Hmmm ... Biorąc pod uwagę to, że w domu jestem tylko ja i mężczyzna o imieniu Maximilian to stwierdzam, że nie wiem.
        - Cześć kochanie. - pocałował Cię w czoło ściągając dłonie z Twoich oczu.
        - Cześć. - upiłaś łyk wina.
        - Może wyjdziemy gdzieś do restauracji ? - zapytał przytulając się do Ciebie.
        - Nie mam ochoty. - skrzywiłaś się. - Zostańmy w domu.
        - Jak chcesz. - uśmiechnął się i usiadł obok Ciebie.
        - Jak w pracy ? - zapytałaś dopijając ostatnie łyki wina.
        - A jakoś idzie. Za tydzień lecę w delegacje do Portugalii.
        - Co ? - automatycznie wyprostowałaś się. - Znowu ? Nie możesz kogoś innego wysłać ?
        - Ty razem nie. Muszę się tam zjawić oficjalnie. Będziemy otwierać naszą kolejną firmę.
        - Maxi ... - pokręciłaś przeczącą głową. - Na ile ?
        - Tydzień.
        - Tydzień ?! Maxi co raz częściej wyjeżdżasz i zostawiasz mnie samą.
        - Naprawdę chciałbym z Tobą zostać. - dotknął Twojej dłoni, ale Ty ją szybko zabrałaś. - Ale nie mogę. To będzie ostatni raz, przyrzekam.
        - Powtarzasz się. Mówiłeś tak za pierwszym, drugim i trzecim razem ...
        - Cami obiecuję. - pocałował Cię w dłoń po czym mocno ją zacisnął w swoich dłoniach. - Kocham Cię.
        - Ja Ciebie też. - szepnęła przytulając się w Jego tors.
        Głupie ,,kocham Cię'' nie załatwi sprawy i zdawałaś sobie z tego sprawę. Maxi co chwilę gdzieś wyjeżdża. Dobrze wiesz, że pragnie abyście żyli w dostatku, ale pieniądze szczęścia nie dają. Potrzebujesz go przy sobie. Nie chcesz spędzać kolejnych nocy sama w tym wielkim domu. Czasami myślisz, że Maxi Cię nie rozumie, że nie zdaję sobie sprawy jak to jest czuć się osamotnionym. Myśli, że pieniądze załatwią sprawę, a Ty ich nie chcesz, chcesz Jego.
        Nagle zadzwonił telefon Twojego narzeczonego. Przekręciłaś oczami na około. Ten telefon zawsze odzywa się w najbardziej nie odpowiednich chwilach. Nie ma takiego dnia by ktoś do niego nie zadzwonił.
        - To konieczne ? Okej, dobra. Będę za piętnaście minut. - rozłączył się.
        - Co jest ? 
        - Muszę jechać do pracy. Jakiś problem w papierach ... 
        - Serio ? - popatrzyłaś na niego z niedowierzaniem.
        - Przepraszam. - podniósł się z sofy. - Nie czekaj na mnie z kolacją. - założył na siebie marynarkę i całując Cię w policzek, wyszedł z pomieszczenia.


        Na zewnątrz słońce po woli zachodzi. W około robi się szaro, nastaje noc. Stoisz przed oknem i wpatrujesz się w widok za szybą. Cały czas czekasz na Maxiego. Nie ma go już dwie godziny. Masz cichą nadzieję, że zjawi się wcześniej niż zwykle, ale z każdą sekundą dochodzi do Ciebie prawdziwa świadomość, że Maxi przyjedzie dopiero za kolejne dwie godziny.
        Wzdychasz. Znowu zostajesz sama. Zastanawiasz się co by było jakbyś była z Federico ? Co by było jakbyś dała się ponieść tej zakazanej miłości ? Czy byłoby tak samo ? Nie, na pewno nie. Federico jest inny. On jest kompletnym przeciwieństwem Twojego narzeczonego.
        Odchodzisz od okna, kładziesz na stoliku kieliszek i wychodzisz z pomieszczenia. Wchodzisz na górę, po schodach do sypialni. Gdy już tam się znajdujesz, otwierasz swoją szafę i wybierasz same luźne ciuchy czyli czarne getry i granatową bluzę nie rozpinaną. Szybko zakładasz na siebie przygotowane ubranie i schodzisz na dół, do przed pokoju gdzie zakładasz swoje botki. Zarzucasz przed lustrem na siebie płaszcz i wychodzisz z domu. Od razu czujesz chłodny wiatr, ale po mimo tego nie zapinasz płaszcza. Krzyżujesz na klatce piersiowej ręce i podchodzisz do auta, które jest zaparkowane przed domem. Pilotem otwierasz auto i wchodzisz do środka. Odpalasz auto i wyjeżdżasz z Twojej i Maxiego posesji.
         Jedziesz i tak naprawdę sama nie wiesz dokąd. Dałaś się ponieść emocją jak zwykle. Włączasz jakąś piosenkę by się wyluzować. Pod głosisz do końca. Wszystko Cię denerwuję, nawet muzyka, a przecież zawsze ona Cię uspokajała i pozwala, że przenosiłaś się w kompletnie inne miejsce.
        Zaparkowałaś na parkingu. Wysiadłaś z auta i mocno zamknęłaś za sobą drzwi. Zablokowałaś wszystkie drzwi auta i weszłaś do knajpy w której głównie serwowali same fast foody. Wyszłaś z baru po paru minutach z zapiekanką. Byłaś bardzo głodna. Nagle zauważyłaś jak po drugiej stronie ulicy idzie Federico z jakąś dziewczyną. Na początku nie poznajesz Jego partnerki, ale po chwili zdajesz sobie sprawę, że to Ludmiła. Ona też była na weselu Violetty i Leona.
         Przełykasz gryz zapiekanki i sama nie wierzysz w to co widzisz. Idą obok siebie i nagle ich ręce złączają się. Wyglądają jak para, bo wprawdzie chyba oni są razem ... Czujesz się zazdrosna. Twoja zapiekanka straciła smak. Od razu odechciało Ci się Ją jeść. Wyrzucasz ją do śmietnika i dalej patrzysz na swojego przyjaciela. Od razu wpadasz na pewny pomysł.
Wykręcasz numer do Federico. Pierwszy sygnał, drugi i dopiero odbiera.
        - Halo ? - słyszysz głos Włocha.
        - Cześć Fede. - cały czas na niego patrzysz chowając się za samochodami.
        Federico odszedł parę kroków od swojej towarzyszki.
        - Cami ? Yyy cześć.
        - Co tam u Ciebie ?
        - Wszystko okej, a u Ciebie ?
        - Też. 
        - To fajnie.
        - Super. Emmm co teraz robisz ? 
        - Siedzę w domu oglądam powtórkę meczu. - Kłamca. - A Ty co robisz ?
        - Siedzę z Maxim. - oko za oko, ząb za ząb jak to mówią.
        - Hmmm ... Super, a dzwonisz w konkretnej sprawie, czy o tak ?
        - Dzwonię o tak by pogadać. 
        - Miło, że zadzwoniłaś. Wiesz muszę kończyć ktoś przyszedł. - złość się w tobie gotowała. Miałaś ochotę wyjść zza tych aut i powiedzieć mu co o nim myślisz, ale nie mogłaś. - Zadzwonię i pogadamy później.
        - Aha okej, spoko, nie ma sprawy. - udajesz, że wszystko w porządku, ale tak naprawdę nie jest. Głos łamał Ci się.
        - To cześć.
        - Pa. - rozłączył się.
        Zamykasz oczy z których wydostają się łzy. Jesteś taka zła, ale nie na niego, na siebie. Dłużej nie potrafisz się oszukiwać, ale wiesz, że musisz i to tak bardzo boli.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Nowa historia <3
Zdecydowałam się napisać o Femi bo jako aktorzy ta dwójka jest razem i jakoś tak od razu w głowie ułożyła mi się kolejna historia.
Jedni są przeciwko ich związku drudzy nie, a ja mam nadzieję, że kogoś przekonam do tej pary właśnie dzięki tym Os'om :)
Pewnie zorientowaliście się też, a może i nie chodź wątpię że zmieniłam swoją nazwę. Wcześniej pisało Fran, a teraz Mari, czyli moje prawdziwe imię.
Po za tym miałam ten post opublikować w sylwestra, ale nie było mnie w domu bo spędzałam sylwka u przyjaciółki. 
No następnego :*
/Mari♥