sobota, 17 stycznia 2015

~07~ Femi ~ ,,Nie pozwolę Ci odejść.'' cz. 3

,,Myślę, że życie lubi nas od czasu do czasu wypróbować : czujesz, że się staczasz, co raz szybciej, a kiedy Ci się wydaję, że już dłużej tego nie wytrzymasz, nagle się poprawia.'' 


~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

        Siedzisz przed szafą i wyciągasz z niej wszystkie swoje rzeczy. Po Twoich policzkach spływają łzy. Nie masz siły i nawet ochoty ich zatrzymać. Miało być tak pięknie, ale wyszło inaczej. Chciałaś żyć długo i szczęśliwie. Dlaczego ktoś tam na górze nie uszanował tego i nie dał Ci świętego spokoju ? Twoje życie z Maxim przekreśliłaś czerwonym długopisem. Myślałaś, że dasz radę, że zakochasz się w brew swojej woli, ale myliłaś się. To koniec.
        W progu stanął Twój były już narzeczony. Dokładnie obserwował Twój każdy ruch. Jego wzrok był smutny. Nawet na niego nie patrząc po prostu to czułaś. Przez całe Twoje ciało przeszły dreszcze. Starłaś z twarzy łzy i spojrzałaś na niego. 
        - Cami. - pokręciłaś przecząco głową. 
        Podszedł do Ciebie. Natychmiast wstałaś. Złapał Cię za dłonie i nikle się do Ciebie uśmiechnął. On jest taki kochany, ale nie możesz z nim być. Co raz bardziej uświadamiasz sobie, że nic do Tego człowieka nie czujesz. To nie jest Twoja jedyna miłość o której zawsze marzyłaś. To dobry człowiek, ale nie dla Ciebie. Nie chcesz go sobą ranić. Ty i on to dwa różne światy. 
        - Maxi nie musisz mnie za nic przepraszać i Twoje prośby o to bym została nie podziałają. - z Twoich oczy znowu popłynęły łzy. 
        - Cami. - dotknął delikatnie dłonią Twoją twarz. - Rozumiem. 
Westchnęłaś.
        - Chce żebyś wiedziała, że dalej Cię kocham. - powiedział, a Ty spuściłaś wzrok. - Zawsze będziesz dla mnie kimś ważnym w życiu.
        - Maxi jesteś wspaniały. Kiedyś znajdziesz sobie kobietę, która będzie równie mocno Cię kochać, dzielić Twoje pasje i ...
        - Cii ... Cami, spokojnie. Wiem, że nie zatrzymam Cię przy sobie. Chce tylko żebyś wiedziała, że zawsze będę przy Tobie, że zawsze Ci pomogę, okej ?
        - Okej. - szepnęłaś, a on złożył Ci pocałunek obok kącików Twoich ust. 
        Boli Cię to, że podjęłaś taką decyzję. Wiesz, że on Cię mocno kochał i równie mocno będzie przeżywał wasze rozstanie. Naprawdę chciałaś z nim być, ale po prostu przy nim czułaś pustkę. Składał Ci różne podarunki, robił Ci różne niespodzianki, zabierał do drogich restauracji, ale tego było za wiele jak dla Ciebie. Na początku Ci się to podobało, ale po pewnym czasie to wszystko nie było w stanie zastąpić tych wszystkich spędzonych chwil z Federico.
        Zamknęłaś swoją walizkę i posyłając nikły uśmiech Maxiemu opuściłaś waszą niegdyś sypialnię. Wyszłaś z domu zatrzaskując za sobą drzwi. Nabrałaś do płuc mroźnego powietrza. Uśmiechnęłaś się sama do siebie. Jesteś wolna. Nie powinnaś się tak tym cieszyć, ale taka jest prawda. W końcu możesz dokonać takich rzeczy o których zawsze marzyłaś. Związek z Maxim ograniczał Cię. Miałaś wszystko podstawione pod nos, ale Ty nie chciałaś iść na łatwiznę. To nie dla Ciebie.
        Spojrzałaś na niebo. Widniały na nim pięknie lśniące gwiazdy. Wyciągnęłaś ręce do góry i zaśmiałaś się pod nosem. Płatki śniegu delikatnie na Tobie osiadały. Taka zima w Buenos Aires jest zadziwiającym zjawiskiem. W całym swoim życiu nie widziałaś czegoś równie podobnego tu w Buenos Aires.
        Wsadziłaś walizkę do bagażnika i spojrzałaś na dom, a dokładnie na okno w którym stał Maxi. Był smutny. Nie dziwiło Cię to. Nagle poczułaś jak po Twoim policzku spływa łza. Może do Maxiego kiedyś coś czułaś, ale na pewno nie była to miłość. Po mimo tego przywiązałaś się do tego człowieka. Jesteś na siebie zła za to, że wystawiłaś go do wiatru. Mogłaś zakończyć to na początku albo w ogóle trze bało nie przyjmować zaręczyn.
        Spuściłaś wzrok, a po krótkiej chwili zastanowienia wsiadłaś do auta. Jeszcze raz dla upewnienia się sprawdziłaś w kieszeni czy masz klucze, które podarowała Ci Violetta do Jej i Leona mieszkania. Dziękowałaś Jej tyle razy. Bardzo się cieszysz z tego powodu, że masz taką dobrą przyjaciółkę jak Vilu.
        Tak więc odpaliłaś auto i wyjechałaś z posesji zmierzając do domu swojej przyjaciółki, która pozwoliła Ci zamieszkać w nim na parę dni pod Jej i Leona nie obecność.


        Stałeś i patrzyłeś jak za oknem prószy śnieżno biały śnieg. Myślami byłeś ciągle gdzieś indziej. Camila cały czas siedziała w twoich myślach. Zastanawiałeś się czy już otrzymała zaproszenie na ślub. Zastanawiałeś się też również jak rudowłosa zareaguje gdy zobaczy zaproszenie. Czy przejęłaby się tą wieścią, że za kilka miesięcy poślubisz Lu ? Pewnie nie. Ona ma teraz swoje życie, ma Maxiego. Na pewno teraz sama wypisuje zaproszenia i zajmuje się przygotowaniami do swojego jakże wymarzonego ślubu.
        Nagle poczułeś czyjś dotyk na ramieniu. Skręciłeś głowę i zobaczyłeś przy sobie blondynkę. Złożyła Ci głowę na ramieniu i zaczęła razem z Tobą patrzeć na widok za oknem.
        - Co tam ? - uśmiechnąłeś się na Jej widok.
        - Fede musimy porozmawiać. - spojrzała na Ciebie.
        - Co się dzieję ? - przybrałeś za niepokojoną minę.
        Blondynka usiadła na sofie. Podążyłeś w Jej ślady i przysiadłeś obok niej. W myślach cały czas pytałeś się o co chodzi ? Ludmiła była bardzo poważna co tylko pogarszało sytuację. Bałeś się, że stało się coś złego.
        Chwyciła Twoją dłoń. - Kochasz mnie ? - zapytała.
        - Nie rozumiem ...
        - Kochasz ? - przerwała Ci.
        Zaniemówiłeś przez chwilę. Sam nie wiedziałeś co powiedzieć. Słowa cisnęły Ci się na język, ale nie byłeś w stanie nic powiedzieć. Przecież Ją kochasz, więc dlaczego tak trudno Ci jest powiedzieć głupie ,,Tak'' ?
        Spojrzałeś Jej prosto w oczy. Próbowałeś się coś z nich dowiedzieć, ale niestety na marne. W myślach znowu stanęła przed Tobą Camila. Właśnie w takim momencie myślałeś o niej. Byłeś zły na siebie z tego powodu. To tylko cały czas przypominało Ci, że rudowłosa nie jest Ci obojętna w dalszym ciągu.
        - Przecież wiesz, że tak. - powiedziałeś po chwili namysłu.
        - To dobrze bo ja Ciebie też. - Jej oczy zaszkliły się łzami.
        - Lu coś się stało złego ?
        - Złego ? Nie, nie ... - uśmiechnęła się przez skapujące łzy. - Po prostu chciałam Ci powiedzieć, że jestem w ciąży.
        Zamilkłeś. - W ciąży ? - zapytałeś z niedowierzaniem.
        - Będziemy mieć dziecko. - szepnęła.
        Zaśmiałeś się. Spojrzałeś Jej w oczy. To oznaczało jedno : o Camili musisz już zapomnieć, na zawsze. Teraz razem z Lu będziesz mieć dziecko. Musisz się nimi za opiekować, to Twoja rodzina.


        W tle gra skoczna muzyka, a ty stojąc w kuchni przyrządzasz sobie coś smacznego do jedzenia. Przechodzisz od szafki do szafki tanecznym krokiem. Pod nosem śpiewasz piosenkę. Na stole masz wyciągniętą wszystkie warzywa do krojenia. Robisz swoją ulubioną zapiekankę. Jesteś szczęśliwa. Nigdy byś się nie spodziewała, że to tak szybko nastąpi. Jeszcze kilka tygodni temu byłaś smutna i nieszczęśliwa u boku Maxiego. Jesteś pewna, że kochasz Federico. Nie możesz o nim zapomnieć. Cały czas o nim myślisz. Czasami z tego wszystkiego szukasz sobie głupiego zajęcia byleby nie wracać do wspomnień z Fede.
        Zaczynasz kroić warzywa. Przed oczami widzisz jego. Chciałabyś mu powiedzieć jak bardzo go kochasz. Spoglądasz na telefon leżący nie daleko ciebie. Zastanawiasz się czy zadzwonić do niego. Chciałabyś usłyszeć jego głos. Nagle przez swoją nie uwagę rozcinasz sobie nożem palec. Syczysz z bólu. Marszczysz brwi i przyglądasz się ranie. Szybko wysysasz lecącą krew, a między czasie ktoś zaczął pukać do twoich drzwi. Podbiegasz i otwierasz.
        - Maxi ? - jesteś zaskoczona widząc swojego byłego w progu.
        - Cześć Cami. - uśmiechnął się.
        Nie widzieliście się parę tygodni, ale odnosisz wrażenie jakby Maxi był kimś innym. Wygląda inaczej. Zmienił się i może to na pierwszy rzut oka nie widać, ale gdy się przyjrzeć, dostrzegasz innego człowieka. Chyba wasze rozstanie wywarło na nim takie duże zmiany.
        - Cześć. - przytulasz się do niego zaciągając się jego charakterystycznymi perfumami. Chyba tylko to się nie zmieniło. Zaśmiałaś się pod nosem.
        - Przyszedłem w odwiedziny, ale również też po to by wręczyć ci twoją pocztę. Przyszło parę listów do ciebie. Miałem dzwonić, ale pomyślałem, że przyniosę ci je osobiście.
        - Dziękuję, jesteś kochany. - odebrałaś od niego listy. - Wejdź. - zaprosiłaś go wskazując ręką na środek mieszkania.
        - Jak Leon i Violetta ? - usiadł w salonie.
        - Aaa dobrze. Wysłali mi pocztówkę. Wracają za tydzień. Do tego czasu już mnie tu nie będzie.
        - Gdzie zamierzasz mieszkać ? - spojrzał na ciebie.
        - Pomyślałam, że zatrzymam się u rodziców. Dawno u nich nie byłam. Potem wracam na swoje dawne mieszkanie. Przepraszam cię na chwilę, muszę dokończyć robić obiad. Chyba nie masz nic przeciwko.
        - Nie, nie i tak już muszę iść. - natychmiast wstał.
        - Nigdzie nie idziesz. Zjesz ze mną. - wyszczerzyłaś się i zniknęłaś za ścianą.
        Część listów położyłaś nad mikrofalówką, ale jeden list przykuł twój wzrok dlatego postanowiłaś go w tej chwili otworzyć. List był zatytułowany zaproszeniem na ślub. Natychmiast rozerwałaś kopertę i wyjęłaś zaproszenie. Nawet nie wiesz czego i kiedy, ale ręce zaczęły ci drzeć. Oczy stanęły ci w łzach. Czytałaś każde słowo i nie mogłaś w to uwierzyć. Federico bierze ślub. Ta wiadomość przeszywała cię na wskroś.
        - Za tydzień muszę lecieć do Paryża. Po woli ta praca mnie wykończy. - zaśmiał się. - Mam po woli dość tych wyjazdów ...- Maxi ciągle gadał, a ty kompletnie przestałaś go słuchać. Teraz tylko liczyłaś się ty i ten cholerny list, który zadał ci tyle bólu. - Cami słyszysz mnie ?
        - Tak, tak ! - otarłaś skapującą łzę i weszłaś do salonu.
        - Coś się stało ? - zapytał patrząc na ciebie z troską.
        - Nie. Nic się nie stało. - pokręciłaś przecząco głową.
        - A to co ? Zaproszenie na ślub ? - spojrzał na zaproszenie, które trzymałaś w dłoniach.
        - T-tak. - powiedziałaś nie pewnie, spoglądając jeszcze raz na zaproszenie.
        - Federico i Ludmiła ... - przeczytał. - Federico ? Czy to nie ten twój najlepszy przyjaciel ?
        - Tak, ale nie wiem czy pojadę ...
        - Dlaczego ? - zapytał zaskoczony.
        - Ja po prostu ... - mieszałaś się. Nie wiedziałaś co mu odpowiedzieć.
        - Rozumiem. - uśmiechnął się. - Zawsze zazdrościłem mu tego, że zna cię lepiej ode mnie, że jesteście ze sobą tak blisko ...
        - Maxi. - pokręciłaś przecząco głową. - Fede był zawsze tylko i wyłącznie moim przyjacielem. Po za tym problem w tym, że nie jesteśmy ze sobą już tak blisko jak kiedyś i dlatego chyba nie pójdę na ten ślub.
        Dotknął twojej dłoni. - Zrobisz jak uważasz. - uśmiechnęłaś się nikle.


        Stoisz przed lustrem i uśmiechasz się do swojego odbicia. Obracasz się parę razy i stwierdzasz, że nawet nie kiepsko wyglądasz. Na sobie masz sukienkę rozkloszowaną w kolorze fuksji z piękna kolią w kształcie połączonych stokrotek i czarne szpilki. Przejechałaś błyszczykiem po ustach i jeszcze raz uśmiechnęłaś się. Na Twojej twarzy szybko zawitał smutek. Przysiadłaś zrezygnowana na krześle i wpatrywałaś się w podłogę.
        Nie wiesz czy dobrze robisz idąc na ten ślub. Dalej nie możesz znieść tego, że Federico bierze ślub. Zdajesz sobie sprawę, że to wszystko za późno, a teraz nic nie możesz zdziałać. On pokochał inną. Miałaś szansę być szczęśliwą u boku swojego ukochanego. Straciłaś wszystko. Sama nie wiedziałaś czego chciałaś. Gdybyś tylko potrafiła cofnąć czas ... Może inaczej by się to wszystko potoczyło ?
        Ściągnęłaś z nóg szpilki i pozwoliłaś swoim stopom odpocząć. Ciężko westchnęłaś. Już postanowiłaś. Nigdzie nie idziesz. Widok Federico składającego przyrzeczenia małżeńskie Ludmile dosłownie pogrzebały by cię.
        - Cami ! - słyszysz głos Vilu.
        - Tu jestem ! - mówisz, a po chwili do pomieszczenia wchodzi Violetta.
        - Nie powinnaś już stać na dole ? Zaraz wyjeżdżamy. Samolot mamy o ósmej.
        - Nie jadę. - mówisz pod nosem. - Lepiej będzie jak zostanę, naprawdę ...
        - Nie wycofuj się teraz. Federico naprawdę chce abyś pojawiła się. Inaczej nie wysłałbym zaproszenia. No dalej, chodź.
        - Nie, naprawdę. Nie będę potrafiła spojrzeć na niego. Ja ... Ohh Vilu nawet nie wiesz jak bardzo mnie to boli, że on kocha inną ...
        - Masz rację nie wiem, ale może spróbujesz zacząć od nowa ? Bez wizji z Federico. Wiem, że to będzie trudne, ale on spróbował i mu się to udało w takim razie tobie też to się uda.
        - Nawet nie mam osoby towarzyszącej. Będę przy tobie i Leonie wyglądać jak piąte koło u wozu.
        - Wcale nie. Wiedziałam, że to po wiesz i dlatego ... - odwróciła się.
        Do pokoju wszedł Maxi ubrany elegancko w garnitur.
        - Maxi ? - podniosłaś się natychmiastowo z krzesła. - Nie miałeś lecieć teraz do Francji ? - byłaś zaskoczona.
        - Zawróciłem. Pomyślałem, że nie mógłbym nie zatańczyć z tobą wolnego. - uśmiechnął się. - Nie daj się prosić.
        - Ukartowałaś to. - spojrzałaś na Violettę zabójczym wzrokiem, a ta tylko podniosła ręce dając do zrozumienia, że nie wie o co chodzi.
        - Wcale nie. - zaśmiała się i wyszła z pomieszczenia.
        - To co idziemy ? - zapytał, a ty spojrzałaś na niego.
        Maxi wyciągnął do ciebie dłoń i nikle się uśmiechnął.
        - Idziemy. - powiedziałaś zdecydowanie i trzymając się razem za rękę opuściliście pokój.


        - Federico gratulacje ! - podszedł do ciebie jeden z twoich przyjaciół z Włoch.
        - Dzięki, stary. - mówisz, a w dali wypatrujesz osobę na którą tyle czekasz.
        Z każdą sekundą jesteś co raz bardziej nie cierpliwy. Może się nie zjawi ? Może ma to wszystko gdzieś ... W kościele jej nie było. Wychodzi w końcu na to, że nie pojawi się. Federico wyszedłeś za piękną kobietę, będziesz z nią mieć dziecko, a ty dalej myślisz o Camili ? Nawet w takim dniu nie potrafisz się opanować. Czy dobrze zrobiłeś ? Nie jesteś tego pewny. Kochasz Camilę, ale to z Ludmiłą będziesz mieć dziecko. Inaczej nie mógłbyś by postąpić.
        Czujesz jak ktoś wtula się w Ciebie. Odwracasz się i widzisz za sobą Ludmiłę.
        - Fede czego tu stoisz ? - śmieje się.
        - Sam nie wiem ... Chciałem się przewietrzyć. - uśmiechasz się.
        - Czekasz na Camilę ? Na tą swoją przyjaciółkę ? - trafiła w samo sedno.
        - Chyba nie przyjedzie. - mówisz zrezygnowany. - Wracajmy do środka. Na zewnątrz jest chłodno, a ty nie powinnaś stać na mrozie.
        Westchnęła.
        - Zapraszam cię do tańca. - mówisz, a ona natychmiastowo się uśmiecha. - Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, pierwszy taniec ?
        - Pamiętam. Jakbym mogła zapomnieć. Nie byłam wtedy w nastroju do tańczenia i wtedy ty podszedłeś i poprosiłeś mnie do tańca.
        - Chyba od razu nastrój ci się poprawił. No, ale nie po wiem jestem przystojny, czarujący ...
        - Ale sobie schlebiasz ! - zaśmiałeś się.
        - Kocham cię. - zaczęliście tańczyć w rytm muzyki.
        - Ja ciebie też.
        Tańcząc zauważyłeś, że do pomieszczenia weszła długo wyczekiwana przez ciebie osoba. Natychmiast ożyłeś. Wyprostowałeś się i śledziłeś wzrokiem Camilę, która szła u boku swojego narzeczonego. Od razu nabrałeś zniesmaczenia. Nie trawisz tego gościa. Chętnie wykopałbyś go za drzwi byle by go tu nie było. Nagle on siada przy stole, a ona wychodzi.
        - Zaraz przyjdę. - dajesz znać Lu, którą od razu porywa do tańca jeden z jej krewnych.
        Idziesz do Camili, ale nagle natrafiasz na Violettę.
        - Cześć. Gratuluję. - mówi, a ty nawet na nią nie spoglądając patrzysz na Cami, która gdzieś ci uciekła.
        - Dzięki Vilu. Emmm jak tam po podróży ? - spoglądasz nerwowo na nią i na Leona, który przed chwilą do was podszedł.
        - Świetnie. - uśmiecha się wtulając się do swojego męża.
        - Wiecie gdzie poszła Cami ? - pytasz, a oni spojrzeli po sobie.
        - Wyszła na zewnątrz zapalić papierosa. - mówi nie pewnie. - Zaraz przyjdzie, tak powiedziała.
        - Okej, dzięki. - uśmiechasz się i wymijasz ich.
        Wychodzisz na zewnątrz. Camila stoi oparta o barierkę, trzymając w dłoni papierosa. Nie zauważyła cię. Teraz wiesz jak bardzo jej ci brakowało. Uśmiechasz się pod nosem. Nagle Cami odwraca się i spogląda na ciebie. Jest chyba trochę zaskoczona tym, że stoisz za nią.
        - Cześć. - mówisz uśmiechając się.
        Odchrząknęła. - Cześć. - posłała ci nikły uśmiech.
        Patrzyliście w swoje oczy. Nie mogłeś oderwać od niej wzroku. Wyglądała tak pięknie. Nie uszło też Twojej uwadze to, że rudowłosa zmieniła się. Po jej oczach widziałeś, że jest smutna.
        - Długo tu nie zabaluję. Wrócę do hotelu, ale za nim to zrobię chciałam bym ci życzyć szczęścia na nowej drodze życia.
        - Dzięki, ale ... Z resztą nie ważne. Widzimy się pierwszy raz od dłuższego czasu. Jak u ciebie i Maxiego ?
        - Wspaniale, naprawdę. - uśmiecha się.
        Czujesz, że coś jest nie tak. Jej oczy wezbrały się łzami.
        - Na pewno ? - podchodzisz do niej bliżej i łapiesz ją za rękę.
        Zauważyłeś, że na jej palcu nie ma obrączki, którą dotychczas nosiła. Czy Camila okłamuje cię ? Może zaprzecza samej sobie, że wszystko jest okej ?
        - Na pewno. - śmieje się i przytula się do ciebie. - Brakowało mi ciebie. - szepcze ci za uchem.
        - Mi ciebie też. - mówisz. - Nawet nie wiesz jak bardzo ... - myślisz.
        Nagle Camila odrywa się od ciebie i cofa się o dwa kroki do tyłu. Zorientowałeś się, że przyszła do was Ludmiła. Odwróciłeś się i uśmiechnąłeś się do swojej żony, która wtargnęła w najbardziej nie odpowiednim momencie.
        - Camila, tak ? - podchodzi do rudowłosej.
        - Tak. - uśmiecha się. - Gratuluję.
        - Dziękuję. Może wejdziesz do środka ? Podają właśnie pierwsze dania.
        - Nie, ja muszę już jechać.
        - Dopiero co przyjechałaś. - powiedziałeś patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
        - Cześć Federico ! - słyszysz i gwałtownie odwracasz się.
        Widzisz Maxiego. Od razu zabijasz go wzrokiem. Nie tak to sobie wszystko wyobrażałeś. Chciałeś na spokojnie porozmawiać z Cami w cztery oczy, ale oczywiście nagle wszyscy musieli się zejść. Patrzysz na bruneta i zastanawiasz się po co on tu przyszedł. Chyba tam w środku musiało mu się nudzić skoro tu przyszedł.
        - My się już chyba poznaliśmy na weselu Violetty i Leona, prawda ? - podchodzi do Ludmiły. - Ludmiła, tak ?
        - Maxi ? - uśmiecha się. - Fajnie cię znowu zobaczyć.
        - Jak się masz ?
        - Dobrze i dziecko też ma się dobrze.
        - Dziecko ? - mówi zaskoczony. - Federico się nie chwalił, że spodziewacie się dziecka.
        Od razu spotykałeś się z wzrokiem Camili, którzy przeszył cię na wpół. Nie powiedziałeś jej o tym, że będziesz mieć dziecko. Chciałeś, ale z tego wszystkiego wyleciało ci to z głowy. Teraz wyjdzie na to, że chciałeś to przed nią za taić.
        - Bo to świeża sprawa i pewnie dlatego. - Lu wtula się w Ciebie, a ty cały czas patrzysz na Camilę.
        - W takim razie gratuluję jeszcze raz.
        - Dzięki ... - mruczysz pod nosem nie chętnie podając mu dłoń. - Cami zostaniesz ? - pytasz.
        - Nie ... Maxi wracam do hotelu.
        - Dlaczego ? - spogląda na nią zaskoczony.
        - Źle się czuję. Jeśli chcesz to zostań, ja jadę. - powiedziała i poszła.
        - Cami poczekaj ! Jadę z tobą. - podbiegł do niej i objął ją ramieniem.
        Czułeś jak krew gotowała się w tobie. Byłeś tak cholernie zazdrosny, że przez chwilę pomyślałeś o tym by podbiec do niej i wyznać jej to wszystko co do niej czujesz, ale niestety na szczęście nie wcieliłeś tego w życie. Gdyby nie stojąca Lu i świadomość, że jesteście już małżeństwem i będziecie mieć dziecko, pobiegłbyś za nią i nie pozwoliłbyś jej już nigdy odejść. Niestety ty masz Lu, a ona Maxiego. Nigdy wam nie było pisane więc nie masz na co liczyć. Teraz zaczynasz nowe życie u boku kogoś w ogóle innego.


        Obudziły cię promienie słoneczne wdzierające się przez zasłony. Przetarłaś zaspane oczy i ziewnęłaś. Rozglądnęłaś się dookoła. Leżałaś na swoim dawnym łóżku. Przekręciłaś się na bok i i zaczęłaś wpatrywać się w nie wiadomo jaki punkt leżący przed tobą. Przez chwilę odniosłaś wrażenie jakby to wszystko było koszmarem. Ten cały ślub Federico, to uczucie, które żywisz do niego ... Niestety ten koszmar jest prawdziwy. Chciałabyś żeby było inaczej. Teraz praktycznie wróciłaś do punktu wyjścia. Masz wszystko co dotychczas cię ograniczało. Cieszysz się, ale świadomość tego, że nigdy nie będziesz z Federico rozrywa cię od środka.
        Podeszłaś do okna i rozchyliłaś zasłony. Otworzyłaś okno i wychyliłaś się. Nabrałaś do płuc świeżego powietrza i nikle się uśmiechnęłaś. Nie jesteś już w stanie nawet płakać. Twoje oczy są suche, ale to nie zmienia faktu, że boli świadomość, że Federico nie był ci pisany. On teraz ma swoją rodzinę. Ma Lu i nienarodzone jeszcze dziecko. Zabierając telefon z szafki i podeszłaś z powrotem do okna. Spojrzałaś na wyświetlacz na którym widniało parę połączeń od Federico i Maxiego.
        Westchnęłaś i oddzwoniłaś do Maxiego, ale niestety nie odbierał. Rzuciłaś telefonem o łóżku i zsunęłaś po ścianie, siadając na ziemi. Odechciało ci się dzwonić do Federico. Po co by dzwonił ? By zapytać jak się masz ? To głupie. Nie stać ani ciebie ani jego na bardziej ciekawszą rozmową. Z każdą chwilą oddalacie się od siebie po mimo tego, że nie chcecie tego robić.
        Nagle ktoś do ciebie zadzwonił. Pomyślałaś od razy, że może to dzwonić Maxi, który pewnie dopiero zorientował się, że próbowałaś się z nim skontaktować. Patrzyłaś na telefon, który leżał na łóżku. Dokładnie wsłuchiwałaś się w dzwonek komórki. Nie miałaś ochoty podejść po telefon, a w szczególności odebrać połączenie. Byłaś zła na cały świat.
        Gdy dzwonek telefonu umilkł, ktoś zaczął pukać do drzwi. Przewróciłaś na około oczami i z niechęcią poderwałaś się z ziemi. Otarłaś parę skapujących łez z policzków i otworzyłaś drzwi. Kompletnie odebrało ci mowę. Nie wiedziałaś jak się zachować. Przez chwilę w ogóle nie mogłaś uwierzyć. Zamrugałaś oczami parę razy i jeszcze raz spoglądnęłaś na osobę stojącą przed tobą.
        - Co ty tu robisz ? - wykrztusiłaś.
        - Przyleciałem ... - zamyślił się przez chwilę spuszczając wzrok. - Bo muszę ci coś wyznać. - dodał spoglądając ci w oczy.
        - Co na to ... - nie dokończyłaś bo Federico ci szybko przerwał.
        - Kocham cię
        - Słucham ?
        - Kocham Cię.
        - Chyba zwariowałeś ... - chciałaś zamknąć drzwi, ale Federico szybciej od ciebie, wtargnął do środka. - Co ty wyprawiasz ?! - krzyknęłaś oburzona.
        Nagle Federico wbił się w twoje usta. Byłaś kompletnie zdezorientowana i zaskoczona. Nie spodziewałaś się takiego szybkiego obrotu sprawy. Szybko odepchnęłaś go od siebie i wymierzyłaś mu uderzenie w policzek.
        - Co ty do cholery robisz ?! 
        - Kocham Cię nie rozumiesz ?
        - Masz żonę i dziecko, które przyjdzie na świat !
        - Już nie.
        - Słucham ? 
        - Dzwoniłem, ale nie odbierałaś. Okazało się, że Ludmiła nie jest w ciąży.
        - Ale jest twoją żoną do jasnej cholery !
        - Rozstaliśmy się. Obydwoje stwierdziliśmy, że nie czujemy nic do siebie.
        - Co ? Ale jak to ? Nie ... Ty żartujesz, tak ? Żartujesz ?
        - Kocham Cię Camila. - podszedł do ciebie i zapewne znowu zamierzał cię pocałować, ale ty cofnęłaś się o krok do tyłu. - Teraz wiem, że najszczęśliwszym człowiekiem jestem wtedy kiedy mam ciebie Cami. Zasługujesz na dużo więcej, na kogoś kto będzie cię kochał w każdej sekundzie twojego życia, kto będzie myślał o tobie nieustannie, zastanawiając się co w tej chwili robisz, gdzie jesteś, z kim jesteś i czy dobrze się czujesz. Potrzebujesz kogoś kto pomoże ci spełnić marzenia i ochroni cię przed tym, czego się boisz. Powinnaś mieć u swojego boku kogoś, kto będzie poświęcał ci każdą sekundę i kochał w tobie wszystko, a zwłaszcza twoje wady. Zasługujesz na kogoś przy kim będziesz szczęśliwa, z kimś kto już dawno powinien wykorzystać szansę bycia z tobą, a zamiast tego poddał się zbyt szybko. To chyba mój największy błąd w życiu. Maxi nie zasługuję na ciebie. 
        - Federico ...
        - Błagam. - przyklęknął, a ty nie wiedziałaś jak się zachować. - Nie pozwolę ci odejść.
        - W stań, jeszcze ktoś zobaczy. Nie wygłupiaj się.
       - Błagam. 
       - Dziewczyno powiedz, że też go kochasz. On naprawdę cię kocha. - odezwała się jakaś starsza pani schodząca ze schodów.
        - Federico ja nie jestem już z Maxim. Rozstaliśmy się miesiąc temu. Nie kocham go i nigdy nie kochałam. 
        - To znaczy ... - wstał.
        - Kocham cię. - powiedziałaś i po chwili swoją miłość przypieczętowaliście namiętnym pocałunkiem.
        To wszystko wydawało się jakimś snem. Tyle przeszłaś. Teraz wiesz, że było warto. W końcu możecie być razem. Nikt ani nic nie stoi wam na drodze do szczęścia. Pokrewne dusze zawsze potrafią znaleźć do siebie drogę.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Wiem długo nie dodawałam, ale tygodnie zawalone testami i tak dalej ... Szkoda gadać.
Mam nadzieję, że podoba wam się ostatnia część :)
/Mari<3

4 komentarze:

  1. Boże jaki masz talent. Prawie się poryczałam. Błagam, apisz dalszą część *.* I oddaj talent

    OdpowiedzUsuń
  2. aaaaaaaaaaaaaa happy end <3333333333333333
    cudownie :)
    jak ja się cieszę :)
    teraz zostało czekanie na kolejny Part xdd
    Lu nie jest w ciąży ? Sabotaż !! Nie ładnie ;//
    Ale za to jest Femi :)
    czekam na kolejny OS <33

    Pozdrawiam xxx

    Panna Martin

    OdpowiedzUsuń
  3. http://quiero-fedmila.blogspot.com/ Zaprasza do siebie :D

    OdpowiedzUsuń