czwartek, 1 stycznia 2015

~05~ Femi ~ ,,Nie pozwolę Ci odejść.'' cz. 1

        ,,W życiu nie ma nic pewnego, ale jedno wiem - trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów, przyjąć odpowiedzialność za swoje uczynki.''


~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

        Siedziałeś niedaleko niej. Nie odrywałeś od niej wzroku. Chciałeś, ale nie potrafiłeś. Wyglądała tak pięknie. Jej kręcone, rude włosy spoczywały na ramionach. Jej jasna karnacja z kilkoma piegami na twarzy dodawała Jej jeszcze większej urody. Od Jej brązowych, dużych oczu, rumianych ust nikt nie mógł oderwać wzroku i dlatego często wokół niej kręciło się wielu adoratorów, niestety wszyscy spotykali się cały czas z porażką bo nie wiedzieli, że ktoś już zajął w Jej sercu miejsce.
        Zauważyła Cię. Od razu spuściła wzrok, a na Jej twarzy pojawiły się rumieńce - zawstydziła się. Cały czas na nią patrzyłeś i nie miałeś zamiaru odrywać od niej wzroku. Popatrzyła na Ciebie. Przez chwilę uśmiechnęła się do Ciebie. Nawet nie zdawałeś sobie z tego sprawy ile Cię ten uśmiech może uszczęśliwić. Też się do niej uśmiechnąłeś, a ona ponownie spłonęła w rumieńcach. Za chichotałeś. Wyglądała tak słodko.
        Oderwałeś od niej na chwilę wzrok i szybko tego pożałowałeś. Od razu posmutniałeś. Przysiadł się do niej jakiś mężczyzna, brunet. Gdybyś tylko potrafił zabiłbyś go wzrokiem. Znasz go. To jej narzeczony - Maxi. Spuszczasz wzrok. Jesteś zły. Pytasz się dlaczego to właśnie nie Ty jesteś na Jego miejscu ? Spoglądasz na nich. Szepcze Jej coś za uchem, a ona od razu wybucha śmiechem. Przełykasz gorzko ślinę. Musisz się pogodzić z tym, że ona zawsze będzie uważać Cię za swojego najlepszego przyjaciela. Tak czy inaczej cieszysz się Jej szczęściem. Jej dobro jest dla Ciebie najważniejsze.
        Słyszysz głos spikera. Nawołuję wszystkich do tańca, a szczególnie młodą parę. Wszyscy opuszczają stoliki i kierują się na parkiet, ona też. Po chwili widzisz jak dobrze bawi się tańcząc z narzeczonym. Rozglądasz się po sali. Przy stoliku siedzi jakaś dziewczyna, blondynka. Wydaję się taka smutna i osamotniona, tak jak Ty ? Wstajesz od stołu i kierujesz się w Jej stronę. Nie pytając przysiadasz się obok niej.
        - Cześć. Jestem Federico. - mówisz, a ona spogląda na Ciebie.
        Uśmiecha się. - Ludmiła, miło mi. - wyciągasz do niej rękę, a ona szybko kładzie swoją zimną dłoń na Twoją.
        - Zapraszam Cię do tańca. - wstajesz od stołu zacieśniając uścisk.
        Szeroko się do Ciebie uśmiecha pokazując rząd śnieżno białych zębów. Po chwili tańczycie już razem na parkiecie w śród innych tańczących par.
        Zespół gra wolną piosenkę. Cały czas tańczycie. Blondynka co chwilę obdarowuję Cię nieśmiałym uśmiechem. Ty też się do niej cały czas uśmiechasz, jednak myślami jesteś gdzie indziej. Co chwilę spoglądasz na tańczącą Camile z narzeczonym. Zazdrość buzuję w Tobie. Tak bardzo chciałbyś być na Jego miejscu, tak bardzo chciałbyś z nią właśnie teraz tańczyć, trzymać Ją w swoich objęciach, patrząc sobie głęboko w oczy.
        Piosenka milknie, a znowu odzywa się głos spikera, który ogłasza kolejną piosenkę. Wracasz wzrokiem na swoją partnerkę z którą przed chwilą tańczyłeś. Zaczynasz przyglądać się jej dokładnie. Czekoladowe oczy, mały nos, usta podkreślone czerwoną szminką. Jest naprawdę śliczna, ale nie może równać się z Cami.
        Nagle nachodzi Cię myśl. Już dłużej nie możesz stać w cieniu. Odchodzisz od swojej partnerki i podchodzisz do tańczącej Camili z Maxim.
        - Odbijany ! - krzyczysz i porywasz do tańca rudowłosą, która jest w szoku.
        Cieszysz się jak małe dziecko. Uśmiechasz się, ale Cami patrzy na Ciebie poddenerwowanym wzrokiem. Nie możesz się na nią napatrzeć. Chciałbyś wykrzyczeć Jej ile jest ona dla Ciebie ważna.
        Obok was tańczy Maxi z Ludmiłą. Brunet uśmiechnął się do Camili za to ta posłała mu nikły uśmiech i od razu powędrowała wzrokiem na Ciebie. Jej wzrok osiadający na Tobie niczego nie wyrażał za to był tak głęboki, że chyba pół zebranych tu potopiło by się w nim, ale na pewno nie Ty, Ty ją kochasz i to Cię przed tym ratuję.
        - Kochasz go ? - pytasz znienacka, a ona patrzy na Ciebie zaskoczona zadanym pytaniem.
        Westchnęła. - Fede ... - nie skończyła bo jakiś koleś zabrał Ci ją z przed nosa i teraz świetnie się z nią bawi, tańcząc.
        Znowu jesteś zły. Właśnie teraz gdy udało Ci się z nią porozmawiać, ktoś znowu Ci ją odbiera. Spoglądasz na Maxiego. Po Jego wyrazie twarzy widać było, że jest równie zazdrosny co Ty. Jesteś jeszcze bardziej wściekły z tego powodu.
        Stoisz jak ten kołek po środku parkietu i wbijasz wzrok w ziemię. Jesteś zawiedziony. Co chwilę jakaś tańcząca para popycha Cię lub depcze Ci po palcach. Jeszcze przez chwilę patrzysz na Camilę, a później odchodzisz kierując się do swojego miejsca przy stole.


       Otwierasz drzwi i wychodzisz na zewnątrz by zaczerpnąć świeżego powietrza. Czujesz jak Twoje serce umiera z miłości. Wiesz, że nie jesteś w stanie nic zrobić by ją do siebie przekonać. Ona ma swój świat, swojego ukochanego. Tak mocno Cię to boli, że musisz na to patrzeć.
       Rozglądasz się dokoła. Zauważasz, że na schodach ktoś siedzi. Granatowy płaszcz, rude włosy ... Podchodzisz i siadasz koło kobiety, która tak mocno zawróciła Ci w głowie, że nie jesteś w stanie się teraz od niej odkochać.
       Ona pali papierosa, a Ty bacznie obserwujesz Jej każdy ruch. Dalej boryka się z nałogiem. Wiele razy mówiłeś Jej, żeby przestała palić, ale ona jest uparta i zawsze postawi na swoim. Za to też ją tak mocno kochasz. Zwykle pali gdy jest zdenerwowana, teraz też wiedziałeś, że sięgnęła po papierosa bo jest zdenerwowana. Nie trudno się było tego domyśleć dlaczego ...
        - Cami ... 
        - Nie Federico. - od razu zaprzeczyła. - Kocham Maxiego i nie powinieneś nawet o takie oczywiste rzeczy pytać.
        - Jesteś z nim szczęśliwa ?
        Zaciągnęła się papierosem. - Tak. - powiedziała bardzo stanowczo aż zabrzmiało to sztucznie.
        Wydychnęła dym.
        Nie patrzyła Ci prosto w oczy, omijała Cię szerokim łukiem dlatego szybko wykryłeś, że nie mówi prawdę. Za dobrze ją znasz.
        - Kiedy ślub ? - zmieniłeś temat. Dobrze wiedziałeś, że ta rozmowa będzie cały czas zmierzać do kłótni, a przecież nie chciałeś tego.
        - To jeszcze nie ustalone. - zrzuciła papierosa na ziemię i przygniotła go butem.
        - Aha ... - nastała po między wami niekomfortowa cisza.
        - Przejdziemy się ? - zaproponowałeś po chwili.
        Westchnęła. - Jasne. - powiedziała i wstała ze schodów.
        Szliście razem drogą. Dookoła was leżał śnieg. Powietrze było chłodne i dokładnie czuliście jak mróz szczypał was w policzki. Pod waszymi stopami cały czas skrzypiał śnieg. Nie odzywaliście się do siebie. Cały czas spacerowaliście w milczeniu.
        - Wiesz Federico ... - zaczęła niepewnie. - Życie jest zabawne ... Prawda ? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Ehh tak łatwo jest się zgubić ...
        Zatrzymaliście się.
        - Co chcesz przez to powiedzieć ? - nie rozumiałeś do czego zmierza.
        Złapała Cię za dłoń i mocno ją zacisnęła w swoich szczupłych, zimnych dłoniach. - Znamy się od dzieciństwa. Mogę opowiadać godzinami ile mieliśmy przygód ... - Jej oczy stanęły w łzach. - Ale zmieniliśmy się. Byliśmy innymi ludźmi. Nie zauważyłeś, że to wszystko po między nami zaczyna się burzyć ? 
        - Cami ... - zacząłeś. 
        Szybko Ci przerwała. - Nie Fede. Daj mi skończyć. Kiedyś mówiliśmy, że nasza przyjaźń będzie wieczna i ... ja ... dalej tak chce, chce byśmy byli przyjaciółmi. Rozumiesz mnie, prawda ?
        - Tak. - spuściłeś wzrok.
        - Cieszę się. - przetarła oczy i uśmiechnęła się szeroko.
        Popatrzyłeś Jej głęboko w oczy. Nie byłeś nic w stanie z nich wyczytać, ale wiedziałeś jedno : jeśli ona chce żeby tak było, to niech tak będzie. Szanujesz to co powiedziała. Chcesz cieszyć się Jej szczęściem, chociaż przez chwilę myślałeś, że może być inaczej. Myliłeś się i teraz to wiesz. Twoja nadzieja zgasła. Patrząc na nią nie pozostawało Ci nic innego jak udawać dlatego uśmiechnąłeś się.
        - Wracamy ? 
        - Wracamy. 


        Weszła do środka budynku. Ty postanowiłeś jeszcze posiedzieć na zimowym powietrzu. Musiałeś wszystko dokładnie przemyśleć. Tego wszystkiego było za wiele. Nie potrafisz patrzeć na nich, na Camilę i Maxiego. To boli, a ten ból rozrywa Cię od środka. Nie rozumiesz dlaczego ona sama zaprzecza swoim uczuciom. Chociaż teraz nie jesteś pewny czy aby ona to samo czuję do Ciebie. Jeśli byłoby inaczej nie dałaby Ci do zrozumienia, że chce żebyście pozostali tylko i wyłącznie przyjaciółmi.
        Znasz się z nią od dzieciństwa. Pewnego dnia w wakacje Cami przyjechała z rodzicami do Włoch. Właśnie wtedy pierwszy raz się poznaliście. Wdrapaliście się razem na najwyższe drzewo i patrzyliście na miasto z góry. Od razu ją polubiłeś. Zakochałeś się w Jej charakterze, pokochałeś od razu Jej wady. Gdy odlatywała było Ci bardzo smutno z tego powodu, ale na szczęście obiecywaliście sobie, że będziecie wysyłać do siebie listy i tak było. Pisaliście do siebie, odwiedzaliście się aż pewnego dnia to nie musiało być konieczne bo przeprowadziłeś się do Buenos Aires. Wtedy potrafiliście spędzić razem cały dzień nawet bez jedzenia. Jako dziecko nie wiedziałeś, że czujesz coś do niej. Była ona tylko Twoją najlepszą przyjaciółką. Gdy dorosłeś zacząłeś patrzeć na nią z innego punktu widzenia. Zakochałeś się w niej. Miałeś szanse z nią być, ale spieprzyłeś to, a później było tylko już za późno ... Dowiedziałeś się, że zaręczyła się.
        Usiadłeś na schodach i rozluźniłeś swój krawat. Wszystko zaczynało Cię drażnić. Zebrałeś śnieg leżący niedaleko Ciebie i zacząłeś lepić kulki śniegu. Twoje dłonie od razu zmieniły kolor na różowy i zacząłeś czuć ból. Nie przeszkadzało Ci to i dalej lepiłeś kulki, które później zacząłeś rzucać przed siebie by odreagować złość, która w tobie buzowała.
        Nagle ktoś koło Ciebie usiadł. Miałeś cichą nadzieję, że to Camila, ale jednak to był ktoś inny. Poczułeś damskie perfumy, ale nie były one Cami. Spojrzałeś na osobę, która koło Ciebie usiadła. To była Ludmiła.
        - Dlaczego nie wejdziesz do środka ? - zapytała.
        - Nie mam ochoty. - odpowiedziałeś patrząc przed siebie.
        - A-ha. - po dłuższej chwili wstała i poprawiając swoją sukienkę, poszła.
        Zrobiło Ci się jej szkoda. Mogłeś w jakiś inny sposób odpowiedzieć Jej. Swoją złość akurat własnie na nią musiałeś przelać. Czułeś jak zaczyna męczyć Cię sumienie. W ostatnim momencie złapałeś Ją szybko za rękę uniemożliwiając Jej na oddalenie się.
        - Wiesz co jednak pójdę. - uśmiechnąłeś się i wstając wszedłeś razem z nią do środka lokalu.


        Stałeś przed lustrem i poprawiając swój kołnierzyk zastanawiałeś się czy aby nie wyglądasz zbyt sztywnie. Zacząłeś stroić głupie miny, ale po chwili opamiętałeś się. Wszedłeś do salonu. Od razu Twój wzrok osiadł na zdjęciu, które stało na komodzie. Podszedłeś do komody i chwyciłeś fotografię oprawioną w srebrną ramkę. Na ten widok uśmiechnąłeś się. Zdjęcie przedstawiało Ciebie i Camilę. Całowała Cię wtedy w policzek. Na to wspomnienie uśmiechnąłeś się szerzej i odstawiłeś zdjęcie z powrotem na swoje miejsce. Już miałeś wychodzić z pomieszczenia gdy nagle wróciłeś się. Jeszcze raz spojrzałeś na zdjęcie, które po chwili schowałeś do szuflady. Zadawałeś sobie tym jeszcze większy ból, ale wiedziałeś, że musisz zapomnieć o tym, że cokolwiek do niej czujesz. Musiałeś zapomnieć.
         Założyłeś swoje eleganckie czarne buty i narzuciłeś na siebie granatową marynarkę. Zgarnąłeś z komody klucze i wyszedłeś z domu zamykając drzwi na klucz. Po paru minutach siedziałeś właśnie w swoim aucie i jechałeś do obranego celu, który być może będzie Cię w stanie wyleczyć z uczucia do Camili.
         Przekręciłeś kluczyk wyłączając silnik. Westchnąłeś. Cały czas wahałeś się. Wyszedłeś z auta zatrzaskując za sobą głośno drzwi. Pilotem kliknąłeś guzik zamykający wszystkie drzwi w pojeździe. Stanąłeś pod brązowymi drzwiami i zapukałeś trzy razy. Drzwi otwarła Ci Ludmiła. Uśmiechnąłeś się do niej. Wyglądała bardzo pięknie. Miała na sobie błękitną sukienkę. Jej usta były lekko podkreślone różową szminką, oczy były delikatnie pomalowane, a włosy podkręcone. Przez chwilę zaniemówiłeś.
        - Idziemy ? - obudziła Cię zadanym pytaniem.
        - Jasne, chodź. - uśmiechnąłeś się jeszcze raz i przepuściłeś Ją by pierwsza szła do Twojego auta.
        - Gdzie jedziemy ? - zapytała.
        - Zapraszam Cię do pewnej restauracji.
        - Pewnej mówisz ... - zachichotała.
        - Zobaczysz. - wsiedliście do auta i pojechaliście w Twoje zaplanowane miejsce gdzie ma się odbyć wasza randka.
        - Co zamawiasz ? - zapytała gdy kelner przyszedł z menu.
        - Specjał mistrza kuchni, a Ty ? - odparłeś patrząc w kartę dań.
        - Ja chyba też ... - odparła po krótkiej chwili namysłu.
        - Dwa razy to samo. - zwróciłeś się do kelnera, który stał nad wami trzymając w ręce notatnik i długopis.
        - Dobrze. - powiedział mężczyzna i oddalił się.
        - Pięknie tu jest. - stwierdziła rozglądając się po restauracji.
        Szczerze powiedziawszy wolisz inne klimaty. Z Camilą było inaczej. Woleliście przejść się do pizzeri za rogiem lub ewentualnie zamówić coś do domu, gdzie oglądaliście zawsze jakieś głupie filmy przy których zawsze lubiliście się pośmiać. Właśnie to odróżniało Camile od innych dziewczyn. Ona była inna i nawet się z tym nie kryła. Za to też Ją kochasz i nienawidzisz bo im bardziej chcesz się w niej odkochać to tym bardziej nie potrafisz.
        Uśmiechnąłeś się nikle. - To prawda.
        - Opowiedz mi coś o sobie. - spojrzała Ci prosto w oczy.
        - Na przykład ?
        - Hmm ... Pracujesz ?
        - Nie. Czekam na odpowiedzi z kilku uczelni o przyjęcie, a Ty ?
        - Ja już w pewnym sensie mam swoją pracę. Jestem modelką.
        - Łał. To by wszystko wyjaśniało. - powiedziałeś, a na Jej twarzy pojawiły się rumieńce.
        - Przyleciałam na pół roku do Buenos Aires. Później wracam do Mediolanu. - zasmuciła się. - Przyleciałam tu tylko do rodziców i na ślub Violetty. Emm Federico słuchasz mnie ? - dotknęła Twojej dłoni.
        - Tak, tak. - obudziłeś się z rozmyślań o Cami.


        Siedziałaś na łóżku i patrzyłaś na żarzący się ogień w kominku. W ręce trzymałaś kieliszek czerwonego wina. W tle grała cicho jakaś piosenka odtwarzana z starego gramofonu Twojego dziadka. Ta bezradność Cię dobijała. Od razu przeszły Cię dreszcze. Naciągnęłaś bardziej na siebie koc i dalej patrzyłaś w ogień.
        Myślałaś o Federicu, myślałaś o tym wszystkim co mu powiedziałaś. Tak strasznie Cię to bolało. Sama nie wiesz jak przeszły Ci te słowa przez gardło. Chociaż z drugiej strony jesteś z siebie dumna. Cieszysz się, że mu to wyznałaś inaczej sprawy zaszły by zbyt za daleko. Jesteś w szczęśliwym związku z Maxim i tego musisz się trzymać. Maxi jest naprawdę kochany. Ideał chociaż mówi się, że tacy nie istnieją. Jednak on jest wyjątkiem. Ma dobre serce i to właśnie w nim się zakochałaś. Nie możesz myśleć o Włochu. To tylko przysporzy Ci kłopotów i może zrujnować Twój wymarzony związek.
        Usłyszałaś czyjeś kroki zbliżające się do Ciebie. Uśmiechnęłaś się pod nosem. Wiedziałaś już, że to Maxi. Nagle zakrył Ci oczy. Zachichotałaś.
        - Zgaduj. - usłyszałaś.
        - Hmmm ... Biorąc pod uwagę to, że w domu jestem tylko ja i mężczyzna o imieniu Maximilian to stwierdzam, że nie wiem.
        - Cześć kochanie. - pocałował Cię w czoło ściągając dłonie z Twoich oczu.
        - Cześć. - upiłaś łyk wina.
        - Może wyjdziemy gdzieś do restauracji ? - zapytał przytulając się do Ciebie.
        - Nie mam ochoty. - skrzywiłaś się. - Zostańmy w domu.
        - Jak chcesz. - uśmiechnął się i usiadł obok Ciebie.
        - Jak w pracy ? - zapytałaś dopijając ostatnie łyki wina.
        - A jakoś idzie. Za tydzień lecę w delegacje do Portugalii.
        - Co ? - automatycznie wyprostowałaś się. - Znowu ? Nie możesz kogoś innego wysłać ?
        - Ty razem nie. Muszę się tam zjawić oficjalnie. Będziemy otwierać naszą kolejną firmę.
        - Maxi ... - pokręciłaś przeczącą głową. - Na ile ?
        - Tydzień.
        - Tydzień ?! Maxi co raz częściej wyjeżdżasz i zostawiasz mnie samą.
        - Naprawdę chciałbym z Tobą zostać. - dotknął Twojej dłoni, ale Ty ją szybko zabrałaś. - Ale nie mogę. To będzie ostatni raz, przyrzekam.
        - Powtarzasz się. Mówiłeś tak za pierwszym, drugim i trzecim razem ...
        - Cami obiecuję. - pocałował Cię w dłoń po czym mocno ją zacisnął w swoich dłoniach. - Kocham Cię.
        - Ja Ciebie też. - szepnęła przytulając się w Jego tors.
        Głupie ,,kocham Cię'' nie załatwi sprawy i zdawałaś sobie z tego sprawę. Maxi co chwilę gdzieś wyjeżdża. Dobrze wiesz, że pragnie abyście żyli w dostatku, ale pieniądze szczęścia nie dają. Potrzebujesz go przy sobie. Nie chcesz spędzać kolejnych nocy sama w tym wielkim domu. Czasami myślisz, że Maxi Cię nie rozumie, że nie zdaję sobie sprawy jak to jest czuć się osamotnionym. Myśli, że pieniądze załatwią sprawę, a Ty ich nie chcesz, chcesz Jego.
        Nagle zadzwonił telefon Twojego narzeczonego. Przekręciłaś oczami na około. Ten telefon zawsze odzywa się w najbardziej nie odpowiednich chwilach. Nie ma takiego dnia by ktoś do niego nie zadzwonił.
        - To konieczne ? Okej, dobra. Będę za piętnaście minut. - rozłączył się.
        - Co jest ? 
        - Muszę jechać do pracy. Jakiś problem w papierach ... 
        - Serio ? - popatrzyłaś na niego z niedowierzaniem.
        - Przepraszam. - podniósł się z sofy. - Nie czekaj na mnie z kolacją. - założył na siebie marynarkę i całując Cię w policzek, wyszedł z pomieszczenia.


        Na zewnątrz słońce po woli zachodzi. W około robi się szaro, nastaje noc. Stoisz przed oknem i wpatrujesz się w widok za szybą. Cały czas czekasz na Maxiego. Nie ma go już dwie godziny. Masz cichą nadzieję, że zjawi się wcześniej niż zwykle, ale z każdą sekundą dochodzi do Ciebie prawdziwa świadomość, że Maxi przyjedzie dopiero za kolejne dwie godziny.
        Wzdychasz. Znowu zostajesz sama. Zastanawiasz się co by było jakbyś była z Federico ? Co by było jakbyś dała się ponieść tej zakazanej miłości ? Czy byłoby tak samo ? Nie, na pewno nie. Federico jest inny. On jest kompletnym przeciwieństwem Twojego narzeczonego.
        Odchodzisz od okna, kładziesz na stoliku kieliszek i wychodzisz z pomieszczenia. Wchodzisz na górę, po schodach do sypialni. Gdy już tam się znajdujesz, otwierasz swoją szafę i wybierasz same luźne ciuchy czyli czarne getry i granatową bluzę nie rozpinaną. Szybko zakładasz na siebie przygotowane ubranie i schodzisz na dół, do przed pokoju gdzie zakładasz swoje botki. Zarzucasz przed lustrem na siebie płaszcz i wychodzisz z domu. Od razu czujesz chłodny wiatr, ale po mimo tego nie zapinasz płaszcza. Krzyżujesz na klatce piersiowej ręce i podchodzisz do auta, które jest zaparkowane przed domem. Pilotem otwierasz auto i wchodzisz do środka. Odpalasz auto i wyjeżdżasz z Twojej i Maxiego posesji.
         Jedziesz i tak naprawdę sama nie wiesz dokąd. Dałaś się ponieść emocją jak zwykle. Włączasz jakąś piosenkę by się wyluzować. Pod głosisz do końca. Wszystko Cię denerwuję, nawet muzyka, a przecież zawsze ona Cię uspokajała i pozwala, że przenosiłaś się w kompletnie inne miejsce.
        Zaparkowałaś na parkingu. Wysiadłaś z auta i mocno zamknęłaś za sobą drzwi. Zablokowałaś wszystkie drzwi auta i weszłaś do knajpy w której głównie serwowali same fast foody. Wyszłaś z baru po paru minutach z zapiekanką. Byłaś bardzo głodna. Nagle zauważyłaś jak po drugiej stronie ulicy idzie Federico z jakąś dziewczyną. Na początku nie poznajesz Jego partnerki, ale po chwili zdajesz sobie sprawę, że to Ludmiła. Ona też była na weselu Violetty i Leona.
         Przełykasz gryz zapiekanki i sama nie wierzysz w to co widzisz. Idą obok siebie i nagle ich ręce złączają się. Wyglądają jak para, bo wprawdzie chyba oni są razem ... Czujesz się zazdrosna. Twoja zapiekanka straciła smak. Od razu odechciało Ci się Ją jeść. Wyrzucasz ją do śmietnika i dalej patrzysz na swojego przyjaciela. Od razu wpadasz na pewny pomysł.
Wykręcasz numer do Federico. Pierwszy sygnał, drugi i dopiero odbiera.
        - Halo ? - słyszysz głos Włocha.
        - Cześć Fede. - cały czas na niego patrzysz chowając się za samochodami.
        Federico odszedł parę kroków od swojej towarzyszki.
        - Cami ? Yyy cześć.
        - Co tam u Ciebie ?
        - Wszystko okej, a u Ciebie ?
        - Też. 
        - To fajnie.
        - Super. Emmm co teraz robisz ? 
        - Siedzę w domu oglądam powtórkę meczu. - Kłamca. - A Ty co robisz ?
        - Siedzę z Maxim. - oko za oko, ząb za ząb jak to mówią.
        - Hmmm ... Super, a dzwonisz w konkretnej sprawie, czy o tak ?
        - Dzwonię o tak by pogadać. 
        - Miło, że zadzwoniłaś. Wiesz muszę kończyć ktoś przyszedł. - złość się w tobie gotowała. Miałaś ochotę wyjść zza tych aut i powiedzieć mu co o nim myślisz, ale nie mogłaś. - Zadzwonię i pogadamy później.
        - Aha okej, spoko, nie ma sprawy. - udajesz, że wszystko w porządku, ale tak naprawdę nie jest. Głos łamał Ci się.
        - To cześć.
        - Pa. - rozłączył się.
        Zamykasz oczy z których wydostają się łzy. Jesteś taka zła, ale nie na niego, na siebie. Dłużej nie potrafisz się oszukiwać, ale wiesz, że musisz i to tak bardzo boli.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Nowa historia <3
Zdecydowałam się napisać o Femi bo jako aktorzy ta dwójka jest razem i jakoś tak od razu w głowie ułożyła mi się kolejna historia.
Jedni są przeciwko ich związku drudzy nie, a ja mam nadzieję, że kogoś przekonam do tej pary właśnie dzięki tym Os'om :)
Pewnie zorientowaliście się też, a może i nie chodź wątpię że zmieniłam swoją nazwę. Wcześniej pisało Fran, a teraz Mari, czyli moje prawdziwe imię.
Po za tym miałam ten post opublikować w sylwestra, ale nie było mnie w domu bo spędzałam sylwka u przyjaciółki. 
No następnego :*
/Mari♥

8 komentarzy:

  1. aaaaaaaaaaaaaaa !
    genialnyy <3
    Cudowny <3
    Femi ! :*
    czekam na ciąg dalszy :)

    P.S. czytałam wszystkie OS'y i stwierdzam, że są cudowne <3

    Panna Martin

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Kochana. Co by tu napisać.
      Pomimo, że nienawidzę Femi to ten Os bardzo mi się spodobał.
      Słusznie zauważyłaś, że nie wszystkim podoba się ich związek.
      Wracając do Os.
      Wybrałaś bardzo fajny sposób. (Chodzi mi o to, że nie pisałaś w pierwszej osobie, tylko w drugiej)
      Federico wykorzystuję moją Ludmiłę, żeby zapomnieć o Cami. Nieładnie!
      Czekam na next. :-***

      Usuń
    2. A ja czekam u Ciebie na kolejny ;***

      Usuń
  3. Sama nie wiem dlaczego komentuje dopiero teraz.
    Przepraszam? Wystarczy? Nie sądzę.
    Masz ogromny talent, podziwiam Cię.
    Pięknie piszesz, cudownie ubierasz słowa i tworzysz z nich piękną historię.
    Sam pomysł był genialny! Femi, no kocham całym sercem.
    To zawsze jest takie wkurzające.
    Oboje się kochają i oboje myślą, że ich miłość jest nieodwzajemniona.
    Fede, jak on kłamie, no nie ładnie.
    Choć całym sercem jestem za Fedemiłą, Femi też kocham.
    Na prawdę masz ogromny talent. Piszesz prześlicznie.
    Nie cierpliwie czekam na drugą część.
    Pozdrawiam. ♥
    Przepraszam za tak beznadziejny komentarz, widać nawet koma nie umiem napisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powinnaś przepraszać. Każdy komentarz mnie motywuję :))
      Dziękuję ;*

      Usuń