poniedziałek, 8 grudnia 2014

~02~ Leonetta ~ ,,Skazana'' cz. 1

Tytuł : ,,Skazana''
Para : Leonetta
Dedykacje : Dla wszystkich czytających tego bloga <3


~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

        Wpatrywała się w okno za którym padał deszcz. Jej twarz niczego nie wyrażała po za tym głębokim spojrzeniem wychwytujące krople deszczu spływające po szybie. Wydawała się być bardzo skupiona nad tym co robi, ale po mimo tego już w oddali słyszała czyjeś kroki, a po chwili ktoś usiadł obok niej.
        - Jak się czujesz ? - usłyszała i tylko wzruszyła ramionami nie odrywając wzroku od szyby. 
        Ehem, no cóż. Zależy jak na to patrzeć. Od pięciu tygodni nie czuję swoich nóg, jeśli o to chodzi. Natomiast jeśli chodzi o jej samopoczucie to wcale nie jest lepsze czy gorsze. Wszystko jest do kitu i gdyby mogła wykrzyczała by to całemu światu.
        - To znaczy ? - nie dawał za wygraną i drążył w ten temat dalej. 
        - A jak może czuć się kaleka ? - spoglądnęła na niego z mrożącym wzrokiem. 
        Od pięciu tygodni nic innego nie robi oprócz siedzenia na tym przeklętym wózku inwalidzkim, a to wszystko przez ten cholerny wypadek. 
        Violetta wracała wtedy z zajęć muzycznych.  Padał deszcz. Było strasznie zimno, ale jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, cieszyła się taką pogodą.Cieszyła się jeszcze bardziej bo właśnie dowiedziała się, że to właśnie ona zaśpiewa główną piosenkę w wielkim show.
         Jej różowa sukienka przemokła do suchej nitki, a z włosów skapywała woda, a to i tak nie wywarło jakiegoś na niej wielkiego wrażenia. Nawet nie przejmowała się tym, że może się przeziębić. Nagle w tym samym czasie gdy przechodziła przez przejście dla pieszych, zadzwoniła do niej jej przyjaciółka - Francesca. Zaczęły kłócić się o błahą rzecz, a przecież nigdy wcześniej nie zdarzyło się im pokłócić. Były najlepszymi przyjaciółkami, zawsze trzymały się razem i zawsze nawzajem się wspierały. Wtedy nagle, niespodziewanie z za zakrętu wyłoniło się auto. Violetta nawet nie zdążyła odskoczyć. Poczuła wielki ból, który sprawił, że straciła przytomność. 
        Skończyło się na tym, że straciła czucie w nogach. Lekarze stwierdzili, że jej szanse na odzyskanie w nich władzy jest nie możliwe. I tak właśnie zostały przekreślone jej marzenia, plany, a przecież była już o krok od sukcesu. Miała przecież zaśpiewać główną piosenkę na wielkim show. To miał być jej przełom w życiu, ale niestety nie taki jaki się spodziewała. 
        - Przestań. Nie mów tak. - odpowiedział. - Fran dzwoniła do mnie, że nie odpowiadasz na jej telefony od przyjścia z szpitala. To prawda ?
        - A co skarżyła Ci się ? - prychnęła, powracając wzrokiem na pogodę istniejącą za oknem.
        - Nie. Po prostu martwi się o ciebie. - próbuję sprawić by na niego spojrzała.
        - Niech się lepiej martwi o siebie, wtedy dobrze zrobi. 
        Martwi się o nią ? Dobry żart. Violetta jej nienawidzi odkąd przeżyła ten straszny wypadek. Cały czas trzyma do niej uraz. Jest przekonana, że to przez nią to wszystko się wydarzyło. Myślała, że jest jej przyjaciółką, najlepszą, a ona w tak perfidny sposób ją potraktowała odbijając jej piosenkę. Prawdziwa przyjaciółka nigdy by tak nie postąpiła, szczególnie wtedy gdy druga leży przykuta do łóżka i nie może ruszyć nogami po strasznym wypadku, który ledwo przeżyła. Jednak w rzeczywistości jest inaczej. Francesca przepraszała, ale spotykała się z ciągłymi odmowami zgody. Niestety Violetta nie może jej tego zapomnieć, że po tym wszystkim miała odwagę wyjść za nią na scenę i zaśpiewać jej piosenkę. 
        - Przyjdzie tu.
        - Słucham ? To moje mieszkanie i ja zadecyduje kto i kiedy będzie miał tu wstęp. Ona niestety jest ostatnią osobą jaką chciałabym widzieć w tym domu. - oburzyła się wymachując ze zdenerwowania rękoma
        - Violetta, ona chce Cię przeprosić.
        - W dupie mam jej przeprosiny. - wybuchła wielkim gniewem.
        Popatrzyła na wyraz Leona, który szybko przybrał smutny wyraz twarzy. Przez jej ciało przeszły dreszcze. Przełknęła ciężko stojącą gulę w gardle i patrzyła dalej w te chłodne oczy na które na nią patrzyły. Nie wiedziała, że rani też przez to Leona swoim zachowaniem. Przez chwilę tego pożałowała, nawet bardzo ...
        - Strasznie się zmieniłaś. - powiedział niskim tonem w którym można było wyczuć nutkę zawiedzenia się.
        - Leon ...
        - Wpadnę jutro. - powiedział i poszedł.
        - Leon ! - krzyknęła za nim, ale on nie reagując na nic, po prostu wyszedł z domu trzaskając za sobą drzwiami.  Był zły.


        Siedziała i patrzyła na deszcz, który obijał się o szyby. W tle grała cicho piosenka, a wokół można było wyczuć charakterystyczny zapach mocnej, czarnej kawy z expresu.
        Do kawiarni non stop ktoś wchodził i wychodził, w końcu do środka wszedł długo wyczekiwany gość przez Włoszkę.
        - Cześć Leon. - powiedziała uśmiechając się do niego.
        - Cześć. - nikle się uśmiechnął.
        Do ich stolika podeszła kelnerka z przygotowanymi kartami różnych przysmaków. Rozdała im Menu i wyciągnęła z kieszeni mały notatnik z długopisem, oczekując na składające zamówienie.
        - Co podać ? - zapytała blondynka.
        - Poproszę kawałek placka bananowego i kawałek placka toffi i ... do tego sok jabłkowy. - zaczęła Francesca, a kelnerka szybko zaczynała zapisywać zamówienie.
        - A dla pana ? - zwróciła się do Leona.
        - Ja poproszę tylko kawę z expresu. - stwierdził nawet nie patrząc w kartę dań. Kelnerka uśmiechnęła się sztucznie i poszła.
        - Widzę, że Twój apetyt rośnie z każdym dniem. -zaśmiał się pod nosem.
        - To prawda. - automatycznie dotknęła dłonią swojego brzucha, uśmiechając się.
        - Już wiesz jak dacie jej na imię ?
        - Sama nie wiem ... Diego cały czas upiera się, że to będzie chłopczyk, chodź i tak badanie USG co innego wykazało. Mówi nawet już do niej Francisco lub Fabian. - zaśmiała się.
        - A właśnie jak Ci się układa z Hernandezem ? - poruszał charakterystycznie brwiami wywołując na twarzy Francescy jeszcze większy uśmiech. - Kiedy ślub ?
        - Jak się mała urodzi. Na razie musimy przygotować się na jej przyjście, dopiero później zaczniemy myśleć o ślubie, ale już możesz czuć się zaproszonym.
        - To będzie dla mnie zaszczyt. - wypiął się dumnie.
        Po chwili ich rozmowę przerwała kelnerka przynosząc zamówienie.
        - Leon ... - zaczęła niepewnie.
        Dokładnie obserwowała Verdasa. Był inny. Zmienił się, zmienia się z każdym dniem. Może nie rzuca się to na pierwszy rzut oka, ale Francesca wszędzie rozpozna to, że jest przygnębiony. Przychodząc tu był pochłonięty w myślach. Nawet witając się z nią, był gdzieś przez chwilę nie obecny. Kryje się za tym co go tak dołuję. Włoszka dobrze wie co mu jest i od razu jej uśmiech zszedł z twarzy. Chodziło o Violettę. Po za tym nie trudno się było o to domyśleć bo na ich spotkaniach często obierają temat o Violettcie. Oboje się o nią martwią, oboje chcą jej jakoś pomóc, ale ona nie przyjmuje pomocy, szczególnie od Francescy do której dalej żywi nienawiść.
        - Rozmawiałeś z Violettą, prawda ? Powiedziałeś jej o tym, że chce do niej przyjść.
        - Tak. - spuścił głowę i zaczął bełtać łyżeczką w filiżance. - Ale ona nie chce żebyś do niej przychodziła.
        - Dalej jest na mnie zła. - spuściła wzrok. - Nie dziwię się jej.
        - Nie. Co ty wygadujesz Fran ?
        - Nie musiałam brać tej piosenki za niej. Pewnie też byś się tak zachowywał na jej miejscu. Najpierw pokłóciłam się z nią, a później odebrałam jej piosenkę. Nie zdenerwowałbyś się na mnie ? To było chamskie.
        - Sam już nie wiem jak mam o tym myśleć ... 
        - Jak się ona czuję ? 
        - Fatalnie. Nie chce jeść, nigdzie wyjść. Cały czas siedzi i patrzy przez okno. Martwię się o nią. Chce jej jakoś pomóc, ale nie potrafię. Ona potrzebuję dobrego psychologa. Myśli, że to koniec świata, ale gdyby dała sobie pomóc ...
        - Leon, spokojnie. Będę Ci pomagała jak tylko będę mogła i Diego też. To w końcu nasza przyjaciółka i po mimo tego, że ona mnie nienawidzi to i tak jej pomogę. 
        - Do niej nic nie dociera ... Boję się o nią. Ona się stacza na samo dno ...
        - Wszystko będzie w porządku. Wspólnymi siłami jej pomożemy. Będzie dobrze.
        - Oby. - westchnął, dopijając swoją kawę.


        Złapała gwałtownie za stojącą obok niej szklankę i rzuciła ją o ziemię. Szklanka rozbiła się na milion milionów małych kawałeczków z wielkim hukiem. Myślała, że to pozwoli jej rozładować negatywne emocje, jednak myliła się. Zacisnęła dłonie na wózku i zaczęła próbować się podnieść. Chciała wstać i móc przejść przy najmniej tych parę kroków. Nawet nie spodziewała się, że będzie ją to kosztowało tyle wysiłku. Ręce drżały jej i pociły się sprawiając, że co raz trudniej było jej utrzymać się na rękach. Nogi dalej były bezwładne i chodź chciała ruszyć nogą do przodu, to i tak nie potrafiła. Z jej czoła skapywały kropelki potu. Zacisnęła zęby i wstrzymała oddech. Puściła się. To był przełomowy moment. Chwilę stała, a następnie upadła. Nogi nie potrafiły utrzymać jej reszty ciała. Zaczęła płakać. Czuła się bezradna i słaba. Jej nadzieja która gdzieś tliła się w jej sercu, wygasła. To na nic. To był definitywny koniec. Brunetka utwierdziła się w stu procentach, że już nigdy nie stanie na nogi i nigdy już nie zatańczy. Walnęła pięścią o podłogę. W myślach wyzywała cały świat. Miała tego dość, miała siebie dość. Nienawidziła siebie.
        Przez chwilę pomyślała o pomocy. Potrzebowała jej, ale nigdy jej nie przyjmowała. Chciała być ,,normalna'', a nie postrzegana jako kaleka, którą w rzeczywistości jest. Zapragnęła mieć teraz kogoś przy boku. Wszystkich odtrąciła.
        Jeszcze rok temu było wszystko w porządku. Mogła chodzić, miała przyjaciół i rodzinę. Dzisiaj nie ma nikogo, nawet rodziny. Jej tata zmarł rok temu. Od tego momentu wszystko zaczynało się sypać. Tak strasznie go potrzebuje. Jako małe dziecko nie miała już przy sobie mamy, dzisiaj nie jest już dzieckiem, jest dorosła i straciła już tatę. W głębi duszy dalej jest tą małą dziewczynką z dwoma kucykami. Dalej potrzebuję czułości ojca, którego już nie ma. Nigdy nikomu się z tego nie żaliła. Mocno trzyma to w swoim sercu zamkniętym na cztery spusty. Życie odebrało jej wszystko, dlatego zachowuje się tak oschle i zimno w stosunku do jedynych przyjaciół jakich ma. Niby jest zła na siebie, ale jej złość odbija się na wszystkich, nawet na tych, których kocha. Nic na to nie poradzi. Codziennie sobie wmawia, że nie potrzebuję pomocy, że jest ona jej nie potrzebna. Nic jej już nie pomoże w staniu na nogi ...


        Leżała na łóżku i delikatnie głaskała się po swoim brzuchu. Uśmiechając się szeptała do maleństwa, że go strasznie kocha. Jest taka szczęśliwa. Ma wszystko : dom, ukochanego, to maleństwo, które za nie długo przyjdzie na świat ...
        Niestety zawsze w takich chwilach, gdy jest sama i może spokojnie pomyśleć, smutek wraca jej na twarz. Ciągle zachodzi w głowę jak pomóc przyjaciółce. Czuje się za nią odpowiedzialna bo w końcu to jej wina. Violetta ma rację. Postąpiła chamsko, zachowała się nie fer wobec niej. Prawdziwa przyjaciółka nigdy by tak nie postąpiła. I gdyby cały świat powtarzał jej, że to nie jej wina i tak by w to nie uwierzyła. Wtedy, zamiast na tej scenie powinna być przy przyjaciółce. Powinna ją wspierać. Jej cały świat został zrównany z ziemią. Ona sama nie wiedziała by co by się z nią stało gdyby to ona wpadła pod samochód i gdyby to ona utknęła na wózku inwalidzkim. Chyba by sobie nie poradziła z tym, dlatego jeszcze bardziej czuje się winna.
        Nawet nie zauważyła kiedy do salonu wszedł jej narzeczony. Stał oparty o ścianę i patrzył na nią, uśmiechając się pod nosem.
        - Oo już jesteś. - szybko podniosła się do pozycji siedzącej. Wymusiła na twarzy uśmiech.
        - Wniosłem do domu już ostatni karton. Za chwilę zacznę skręcać kołyskę małemu.
        - Małej. - poprawiła go.
        - Zobaczymy. - pokazał rządek śnieżno białych zębów. Usiadł obok Francescy i dotknął dłonią jej brzucha. - Coś się stało ? - spojrzał na jej wyraz twarzy. Włoszka była pochłonięta w rozmyślaniu.
        - Nie. Wszystko okej. 
        - Tylko nie mów, że obraziłaś się na mnie za to, że mówię, że to będzie mały Fabian. - pocałował ją w policzek.
        - Niee. - spuściła wzrok.
        - To co się stało ? - jego mina spoważniała. - Chodzi o Violettę, tak ?
        - Nie, znaczy ... tak. 
        - Co z nią ? 
        - Praktycznie bez zmian. - wpatrywała się tempo w podłogę.
        - Nie powinnaś się tak o nią martwić. 
        - Słucham ? Diego czy ty się słyszysz ?! - popatrzyła na niego zdenerwowana.
        - Tyle razy dawała wam do zrozumienia, że nie chce waszej pomocy. Ona jest dorosła i sama decyduje o swoim życiu, a ty nie powinnaś się tak obwiniać.
        - Obwiniać ?! Co ty wygadujesz ?
        - Myślisz, że nie wiem, że cały czas dręczy Cię poczucie winy. Fran ty nie spowodowałaś tego wypadku. To nie ty siedziałaś za kierownicą, a jej piosenkę wzięłaś tylko i dlatego bo nikt nie był godny jej zastąpić. Powinna Ci dziękować, że cały występ się udał i w ogóle się odbył. 
        - Ty nic nie rozumiesz ! Pokłóciłam się z nią, a gdy wydarzył się ten wypadek ja jakby nigdy nic zgodziłam się wystąpić za nią. To wyglądało tak jakbym tylko na to czekała by odbić jej tą główną piosenkę. 
        - Fran błagam Cię. Nie da się jej pomóc, bo ona nie chce przyjąć od nas pomocy. Obwinia teraz wszystkich za to, że już nigdy nie stanie na nogi. Nie powinna tak robić. Gdyby nie ty i Leon, nie wiem co by się z nią stało.
        - Wiesz co nie chce mi się z tobą rozmawiać. Nie chce mi się wierzyć, że to właśnie ty wygadujesz takie rzeczy. Mówisz tak jakbyś nie chciał jej pomóc, jakbyś miał ją daleko gdzieś. Ona jest naszą przyjaciółką ! Nie pamiętasz ile razy ona nam pomagała !?
        - To prawda. Wiele razy nam pomagała, ale ona sama musi zrozumieć, że rozpaczanie nad tym co już się wydarzyło nie przyniesie żadnych skutków. Dajcie sobie spokój przy najmniej na trochę. Może się w tedy czegoś nauczy i zrozumie swój błąd. Jeszcze będzie was prosić o pomoc. Sama nie da sobie rady, szczególnie gdy cały czas będzie się odizolowywać od ludzi. 
        - Nie ! Nie chce tego słuchać. Wychodzę. Po prostu nie wierzę, że tak mówisz. Poddałeś się i masz to gdzieś, ale wiesz co ? Ja się nie poddam. Jestem jej przyjaciółką i wyciągnę ją z tego bagna czy ona tego chce czy nie ! - krzyknęła.
        Złapała za swoją torebkę i wyszła z domu trzaskając za sobą drzwiami. Myślała, że gdy wróci Diego uda jej się porozmawiać z nim i nakłonić go by to on jeszcze raz spróbował z nią porozmawiać. Miała nadzieję, że jemu się to uda. Pamięta dobrze, że kiedyś byli nawet razem, później zostali najlepszymi przyjaciółmi. Nigdy by nie przypuszczała, że spotka się z takimi słowami i to od niego. Poddał się i ma to po prostu gdzieś. Już chyba zapomniał jak Vilu pomagała im nie jeden raz w ciężkich sytuacjach. Chyba zapomniał, że to właśnie dzięki niej są razem, zaręczeni.


        Leżała w łóżku. Za oknem panowała burza. Co chwilę rozbrzmiewały grzmoty i błyskały błyskawice. Kiedyś kochała te dźwięki, ale dziś boi się ich. Zaszyła się kołdrą po sam nos. Ta burza przypomina jej wypadek. Przez jej ciało przeszły ciarki. Zamknęła oczy i zacisnęła zęby. Znowu czuję ten chłód ogarniający jej całe ciało, znowu czuję ten straszny ból. Powtarza sobie, że jest bezpieczna, że wszystko jest w porządku, ale dalej się boi. Pamięta dobrze jak czuła ból ogarniający każdą cześć jej ciała. Pamięta jak po tygodniu obudziła się w szpitalu. Tak jak teraz leżała sama na sali i tak jak teraz burza panowała za oknem. Pamięta swój krzyk przeplatający się z grzmotem. Chciała uciec, ale była zbyt słaba. Najbardziej przestraszyło ją to, że nie może poruszyć nawet palcami u nóg. Krzyczała wtedy jeszcze głośniej. Bała się jeszcze bardziej.
        Jej serce przyspieszało tempo bicia. Zamknęła oczy i modliła się by ten dzień się skończył, by ta burza się skończyła. Wyciągnęła z pod poduszki telefon i chcąc czy nie zadzwoniła do Leona. Wyświetlił się jej jako pierwszy na liści. Bez zastanowienia zadzwoniła do niego.
        - L-Leon ... - krztusiła się płaczem.
        - Vilu ? - zapytał trochę zaspanym głosem, ale po chwili słysząc płacz przyjaciółki, ogarnął się i od razu popadł w strach, że coś się mogło jej stać. - Co się stało ?! Czego płaczesz ?!
        - Boję się. Proszę przyjedź do mnie.
        - Już jadę. - zakomunikował i od razu rozłączył się.
        Po paru minutach Verdas tak jak mówił zjawił się w mieszkaniu Violetty. Dziewczyna siedziała za łóżkiem, na ziemi. Leon nie musiał jej długo szukać bo słyszał jej cichy płacz. Okrążył łóżku i znalazł Violettę. Trzęsła się z strachu, a może i z zimna ? Podszedł do niej i wziął ją na ręce. Wtuliła się w jego tors i po woli zaczynała się uspokajać. Czuła jego perfumy. Nie chciała by ją zostawiał. Bała się tej burzy, bała się tych wszystkich wspomnień.
        - Spokojnie, już jestem. - powiedział i usiadł obok niej na łóżku. - Co się stało ?
        - Burza ... - jąkała się. - Wypadek, boję się Leon. 
        - Spokojnie Vilu, jestem przy Tobie. - powtarzał, a ta spojrzała na niego zapłakanymi oczami. - Pójdę zrobić nam herbatę, dobrze ? 
        - Leon. - chwyciła go mocno za dłoń.
        - Zaraz przyjdę. Będę tuż obok. - uśmiechnął się nikle i poszedł do kuchni, a po chwili przyszedł z dwoma kubkami ciepłej herbaty. - Proszę. - podał jej kubek.
        - Leon, zostaniesz ? - spojrzała na niego przestraszonymi oczami.
        - Zostanę tyle ile będzie trzeba. Nie bój się.
        - Przepraszam. - szepnęła, a on ją przytulił.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Dzisiaj tak na szybko dodaję kolejnego Os'a ponieważ będę musiała zaraz przysiąść do lekcji.
Jeśli wychwycę jakieś błędy to postaram się je jak najszybciej poprawić. 
Do następnego :)
/Fran♥

3 komentarze:

  1. to jest piekne

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojeju
    Co mam napisać...
    Wzruszający ten OS
    Vilu taka biedna... Ten cały wypadek.
    Fran i Diego <3
    Te ich słodkie przekomarzanki.
    Vilu nie pozwala sobie pomóc:-(
    Czekam na next:-*

    OdpowiedzUsuń
  3. PIĘKNY OS!
    Zapiera dech w piersiach ♥
    I teraz (chociaż nie wiem czy mogę ^^) powiem ci, że ..
    Nominuję cię do LBA na moim blogu http://federico-y-ludmila.blogspot.com/
    Mam nadzieję, że przyjmiesz i dasz w komach znak, że odpowiadasz na moją nominację ;3
    Dziękuję bardzo za uwagę, pozdrawiam cieplutko i czekam na następny :33 ♥

    OdpowiedzUsuń