wtorek, 16 grudnia 2014

~03~ Leonetta ~ ,,Skazana'' cz. 2

,,Czasem wystarczy tylko czyjaś obecność by wszystko inne potoczyło się łatwiej.''

 

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

        Obudziły ją promienie słoneczne padające na jej twarz. Zamrugała parę razy i rozglądnęła się po swojej sypialni. Nic się nie zmieniło. Wszystko stało na swoim miejscu no i rzecz jasna wózek też, którego akurat mogłoby nie być. Westchnęła cicho i po woli weszła na niego. Odblokowała kółka i pojechała do kuchni. Do pomieszczenia wiódł ją intensywny zapach kawy. Gdy zjawiła się w progu ujrzała Leona, który śpiewał pod nosem piosenkę. Wyglądał śmiesznie, a zarazem słodko.
        Patrzyła na niego i cieszyła się z tego, że ma takiego dobrego przyjaciela. Niestety ten fakt też ją zasmucał. Kiedyś kochała go i chyba ... nadal kocha. Przed wypadkiem zawsze odpychała od siebie tą myśl, że coś czuję do Leona. Wtedy najważniejsza była kariera, a uczucia i inne sprawy odeszły na drugi plan. Musiała się wyrzec uczuć czy tego chciała czy nie. Druga taka szansa by już się wtedy nie natrafiła, a przynajmniej tak myślała. Z resztą Leon nigdy nic do niej nie czuł. Była o tym święcie przekonana, a to tylko pomagało jej w tym by zapomnieć o tym, że cokolwiek do niego czuła.
        - Ooo już wstałaś. - zorientował się dopiero, że Violetta wjechała do kuchni. - Wszystko ... okej ?
        - Yyy ... Tak. Chyba tak. - wyrwała się z rozmyślań. 
        - Proszę o to Twoje śniadanie. - położył na stole dwa talerze naleśników z polewą czekoladową.       Wyglądały przepysznie. 
        - Nie musiałeś. - podjechała do stołu. 
        - Eee tam. - machnął ręką i znowu zaczął coś śpiewać. - Pamiętasz to ? 
        - Co ? - popatrzyła na niego z uśmiechem. 
        - No to. - zaczął dalej śpiewać.
        - Ahh tak. Pamiętam. - uśmiechnęła się szerzej. 
        Normalnie ktoś trzeci powiedziałby, że to cud, że Castillo się uśmiechnęła. Od wypadku była cały czas smutna, zagubiona i nie mogła pogodzić się z myślą, że już nigdy nie zatańczy. Dalej tak jest, ale ten człowiek potrafi sprawić, że na twarzy Violetty przynajmniej przez sekundę widnieje uśmiech.
        - Śpiewaj. - zaczął tańczyć. 
        - Przestań. - skrzywiła się.
        Violetta nie zaśpiewała niczego od wypadku. To co kochała umarło razem z jej dawnym entuzjazmem i tryskającą radością. Znienawidziła taniec i śpiew. Nie chce do tego wracać. To tylko wspomnienia, które teraz przysparzają jej tyle bólu. 
        - No dalej. - nie dawał za wygraną, jak zwykle. - Euforia ! Te da la gloria. Grita ! La gente grita ...
        - Nie, nie, nie. Błagam Cię Leon. - podparła czoło swoją ręką. - Niczego nie zaśpiewam. 
        - Canta ! Siente la euforia, porque asi queremos cantar ...
        - Leon, przestań. Chce spokojnie zjeść. 
        - Euforia ! Te da la gloria. Grita ! La gente grita ... Nie przestanę jeśli nie zaśpiewasz przynajmniej jednego zdania. 
        - Nie. Wychodzę. - rzuciła sztućcami o talerz i wyjechała z kuchni zostawiając Leona samego. 


        Zatrzymała się u swojego przyjaciela - Marco. Pozwolił jej przenocować się u niego. Dobrze wie, że na niego zawsze może liczyć. Oczywiście zgłosiłaby się też do kogoś innego, ale tylko on przyszedł jej najszybciej do głowy. Pomyślała też o Camili i Leonie no, ale Camilia wyjechała z Brodueyem na wakacje, a Leon i tak ma za dużo na głowie. Martwi się o Violette, nie chciałaby przysporzyć mu jeszcze więcej zmartwień. 
        - Marco naprawdę Ci dziękuję. - założyła na ramię swoją torebkę.
        - Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. - uśmiechnął się. 
        - Tak wiem. - spuściła wzrok nikle się uśmiechając. 
        - Fran ? 
        - Tak ?
        - Mam nadzieję, że to tylko jakaś głupia sprzeczka po której pogodzicie się. - powiedział. 
        Fran za dużo mu nie opowiadała dlaczego pokłóciła się z Diego. Praktycznie to nie wtajemniczyła go w nic. Ufa mu, ale wolała to zachować dla siebie. I tak była wystarczająco wkurzona na Diego i nie chciała opowiadać jeszcze Marco o tym by potem jeszcze bardziej się zdenerwować, a przecież w jej stanie emocje wariują non stop.
        - Sprzeczka ? Ja po prostu ...
        - Fran mnie nie oszukasz. - spojrzał na nią z pod czoła.
        - Ehh tak wiem. Przepraszam. Też tak myślę. - uśmiechnął się na jej słowa. 
        Nie mógł czuć do niej żadnej złości z tego, że nie chciała mu powiedzieć o co poszło jej z Diego. Nie potrafi się na nią gniewać. 
        Kiedyś byli ze sobą, ale Marco chciał iść za swoimi marzeniami. Francesca to rozumiała i rozeszli się w zgodzie. Umówili się, że każde z nich ułoży sobie życie na nowo z kimś innym. Fran się to udało, ale Marco nie za bardzo. Chyba cząstka jego dalej ją kocha i nie może o niej zapomnieć. 
        - Pójdę już. Nie odbierałam od Diego telefonów. Pewnie się martwi.
        - Nie pewnie, ale na pewno. Idź już, nie będę Cię już zagadywał.
        - Dziękuję. - pocałowała go w policzek i opuściła jego mieszkanie. 


        Z powrotem siedziała wbijając wzrok za szybę. Tylko tak potrafiła się wyciszyć, ale w ten sposób również odcinała się od świata i zamykała się w sobie.
        Nawet nie zauważyła kiedy do salonu wszedł Leon. Usiadł koło niej i nic nie mówiąc patrzył na nią.   Nienawidziła kiedy on tak przychodził i patrzył na nią uważnie. Jego spojrzenie ją tylko peszyło chodź i tak nie dawała po sobie tego poznać i udawała, że go nawet nie widzi. 
        Leon znowu zaczął nucić pod nosem jakąś piosenkę. Skądś już ją znała niestety nie mogła sobie przypomnieć tekstu. Ta melodia ... Była taka piękna, ale i tak nie dawała po sobie poznać, że ta piosenka wywiera na niej jakieś wrażenie.
        - No soy ave para volar Y en un cuadro no se pintar. No soy poeta, escultor tan solo soy lo que soy  ... - zaczął śpiewać co raz głośniej i bardziej odważniej. Zdziwiło ją to bo dosłownie przed chwilą wybuchła z gniewem za to, że zaczął przy niej cokolwiek śpiewać i zmuszać do tego. 
        Po usłyszanych słowach piosenki Violetta sobie już przypomniała. To była piosenka którą śpiewała wraz z nim na jednym z występów. Właśnie wtedy uświadomiła sobie jak bardzo go kocha i że oni nigdy razem nie będą. Dobrze wiedziała, że Leon nic do niej nie czuję. Bolała ją ta świadomość, ale co innego mogła zrobić ? Musiała nauczyć się tego, że nigdy nie będą razem.
        Nagle Leon przestał śpiewać. Swoją dłonią dotknął jej dłoń. Przez Violettę przeszły dreszcze. Spojrzała na niego, spojrzała w jego brązowe oczy w których o mały włos się nie utopiła. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który po chwili znikł.
        - Przepraszam. - powiedział spuszczając wzrok.
        - Leon ... - wyciągnęła dłoń z pod jego dłoni. Obróciła wzrok tak by na niego nie patrzeć. Nie mogła pozwolić sobie na to by znowu wkręcić się w tą miłość.
        - Nie. Naprawdę przepraszam. Nie powinienem Cię do niczego zmuszać. Zdaję sobie sprawę jakie to dla Ciebie może być trudne, dlatego jeszcze raz Cię przepraszam. - powiedział i wstał, a po chwili słychać było trzask zamykających się drzwi frontowych.
        Violetta schowała twarz w dłoniach. Zaczęła płakać. Była na siebie tak bardzo zła. Gdyby mogła pobiegłaby za nim, gdyby mogła zaśpiewałaby z nim, gdyby mogła powiedziałaby mu jaki on jest dla niej bardzo ważny. Niestety nie mogła. Teraz nawet nie potrafiła stłumić w sobie tego wszystkiego. Wcześniej jej się to jakoś udawało. Okrywała się szczelnym pancerzem i nikogo do siebie nie wpuszczała. Teraz gdyby mogła też by tak zrobiła, ale już nie chce. Chce być tą dawną Violettą z przed wypadku. Na wózku czy też bez niego, teraz jest jej wszystko obojętne. Już wie czego pragnie najbardziej na świecie.


        Wróciła do domu. Zamknęła za sobą drzwi i rozglądnęła się po mieszkaniu. Jej nowy dom nabiera życia. Wciągnęła do płuc powietrze i uśmiechnęła się nikle, dotykając swojego brzucha dłonią. Przekroczyła próg salonu i podeszła do pianina, które było nie dbale owinięte folią. Ściągnęła przeźroczystą płachtę i usiadła przed nim. Przejechała palcami po klawiszach. Pianino wydało z siebie wszystkie dźwięki. Po chwili zastanowienia zaczęła grać.
        Niespodziewanie obok niej zjawił się jej narzeczony. Od razu przestała grać. Spojrzała na niego przeszywającym wzrokiem i wstała odchodząc parę kroków od instrumentu.
        - Dzwoniłem i nie odbierałaś. Gdzie byłaś ? 
        - Nigdzie. 
        - Fran ... Przepraszam. Przemyślałem naszą rozmowę i masz rację. - powiedział, a ona spojrzała na niego. - Violetta wiele razy nam pomagała i teraz role się odmieniły. Musimy jej pomóc. 
        - Diego. - wtuliła się w niego. - Ja też Cię chciałabym przeprosić. 
        - Pomożemy jej. Razem na pewno się uda, przecież jest naszą przyjaciółką. - na jego słowa Włoszka się uśmiechnęła. Wrócił jej prawdziwy Diego ...


        Trzymała w ręce telefon. Ciągle zastanawiała się czy zadzwonić ? Bała się, że gdy zadzwoni spotka się z odmową. Przecież tyle się do siebie nie odzywały. Violetta wiele razy dawała do zrozumienia Fran, że nie chce jej znać. Teraz gdy sobie o tym pomyśli jest jej strasznie głupio. Były najlepszymi przyjaciółkami, a ich przyjaźń skończyła się tylko i wyłącznie przez nią. Teraz rozumie, że błędem było ciągłe obrzucanie ją winą. Tak naprawdę gdyby nie ona występ by się nie udał i wszystko legło by w gruzach. Szkoda, że wcześniej tak na to nie patrzyła ...
        Wcisnęła zieloną słuchawkę przy imieniu i nazwisku i przez chwilę zamarła. Jej serce przyspieszyło tempo bicia. Jeszcze dwa dni temu dzwoniąc do niej czuła by się jak kompletna idiotka, która z podkulonym ogonem będzie błagać o pomoc. Teraz jest inaczej. Chciałaby się z nią pogodzić, przeprosić i tak jak kiedyś wyjść na kawę, pogadać o głupotach i śmiać się do łez praktycznie z niczego.
        - Violetta ? - usłyszała.
        - Cześć Fran ...
        - Yyy ... - słychać było, że jest w kompletnym szoku.
        Trzeba by gdzieś to zapisać, bo po wypadku Violetta zmieniła się w kompletnie inną osobę. Dobrze o tym wiedziała i dlatego teraz postanowiła wrócić do dawnego wcielenia.
        - Dzwonię bo chciałabym Cię przeprosić.
        - Przeprosić ? Chyba sobie żartujesz. - usłyszała i poczuła się jakby ktoś wbił jej nóż w plecy. Tak naprawdę to nie zdziwiła się. Zasłużyła na to.
        - Jaa ... Naprawdę, przepraszam ...
        - Błagam Cię ... Nie chce mi się z Tobą rozmawiać. - powiedziała i rozłączyła się.
        Violetta była na przegranej pozycji. Teraz dopiero uświadomiła sobie co tak naprawdę straciła. Myślała, że brak władzy w nogach oznacza koniec świata dla niej. Nie mogła sobie wyobrazić siebie, przekreślającą te wszystkie marzenia związane z tańcem. Teraz gdy uświadomiła sobie, że powinna się cieszyć z tego, że w ogóle żyję, straciła coś cenniejszego - przyjaźń.
        Po paru godzinach bezczynnego wpatrywania się w telewizję ktoś zapukał do drzwi. Od razu pomyślała, że to może Leon do niej znowu przyszedł. W środku ucieszyła się, ale zastanawiało ją jedno : Dlaczego Leon puka do drzwi skoro może wejść od tak po prostu ?
        Podjechała otworzyć drzwi. Gdy je otwarła w progu zobaczyła Francesce.
        - Francesca ? Co ty tu robisz ?
        - Niespodzianka. Pomyślałam, że wpadnę. 
        - Ale ...
        - Mogę ? - uśmiechała się wskazują na środek mieszkania. Violetta otworzyła szerzej drzwi i wpuściła Włoszkę do środka.
        - Myślałam, że ... 
        - Mam nadzieję, że mi wybaczysz ten żarcik. Pomyślałam, że wpadnę i wtedy na spokojnie pogadamy. - przerwała jej.
        - Nie, to ja mam nadzieję, że to ty mi wybaczysz. Przepraszam. Zachowywałam się jak idiotka. Obwiniałam Cię za wszystko. To był błąd i przepraszam. Gdyby nie ty ten występ ... Myślałam, że zrobiłaś to specjalnie, że tylko na to liczyłaś ... Tak mi głupio, że myślałam, że ty naprawdę byś zrobiłaby mi to specjalnie. Teraz wiem, że dzięki Tobie ten występ by się nie udał. Tak mi wstyd ...
- Przeprosiny przyjęte. Tak się cieszę, że znowu jesteśmy przyjaciółkami, bo jesteśmy prawda ?
        - Jesteśmy. - uśmiechnęła się.
        - Ej tylko nie becz. - powiedziała Fran chodź też sama się wzruszyła.
        - Nawet nie wiesz jak za tobą się stęskniłam. - przytuliły się. - Opowiadaj. Co u ciebie ? - wytarła twarz z łez i uśmiechnęła się.
        - Razem z Diego kupiliśmy dom. Przeprowadzka trwa, ale już możemy się wprowadzać. 
        - To świetnie ! A jak mała ? Słyszałam od Leona, że bierzecie ślub po jej przyjściu na świat, to prawda ? 
        - Tak, tak. Teraz by nie dało rady, przeprowadzka i w ogóle ... Rozumiesz. A ty jak się masz ?
        - Nie najlepiej. - jej oczy stanęły w łzach. Przyrzekała sobie, że będzie twarda, że się nie rozklei. Nie chętnie chce mówić o sobie, nie chętnie chce żalić się i prosić o pomoc, ale wie, że musi.
        - Ej spokojnie. Powiedz co się dzieję ? - spojrzała na nią zaniepokojona.
        - Nigdy nie prosiłam o pomoc, ale chyba czas najwyższy. Myślałam, że dam sobie radę, ale myliłam się. Dopiero gdy to zrozumiałam uświadomiłam sobie ile straciłam. Żyję i powinnam się z tego cieszyć, ale nie potrafię. 
        - Pomogę Ci. Szukałam z Diego lekarza, który może przeprowadzić operację po której będziesz mogła odzyskać władze w nogach.
        - To nie chodzi już o moje nogi. Straciłam was. Ciebie, Diego, Cami ... Leona ... Wszystkich. 
        - Kochana ty nas nigdy nie straciłaś. Jesteśmy z Tobą. 
        - Szkoda, że tak późno zdałam sobie z tego sprawę. Wcześniej non stop myślałam o karierze, a zapominałam o innych ważniejszych rzeczach. Pokarało mnie i tyle.
        - Przestań nie mów tak. Jeszcze staniesz na nogi. Zobaczysz. Pomożemy Ci w tym.
        - Dziękuję. - powiedziała, a z jej oczów popłynęły łzy szczęścia. - Fran ?
        - Tak ?
        - Ahh z resztą już nic. - machnęła ręką.
        - No gadaj ! 
        - Nie ... - bała się powiedzieć jej prawdę.
        Sama nie była do końca pewna, sama już nie wiedziała co czuła. Tyle lat ukrywała się z uczuciem do Leona. Zawsze była dla niego tylko przyjaciółką i nikim więcej i gdyby teraz miała wyznać to Włoszce, wszystko miałoby się zmienić ? Po za tym jest kaleką, a Leon nie zakocha się w niepełnosprawnej. On nie zasługuje na nią, powinien być z kimś innym, z kimś normalnym ...
        - No ejj. Zaczęłaś to skończ, a więc zamieniam się w słuch !
        - Chodzi o Leona ...
        - Leona ? - popatrzyła na nią zaskoczona.
        - Bo ... Z resztą nie ważne. Nie było tematu. Chcesz coś do picia ?
        - Ej ! No gadaj ! Nie wymigasz się, mów o co chodzi. Co Leon ? - nie dawała za wygraną.
        - Ja ... Emm ...
        - Nic nie musisz mówić. - Włoszka się już domyśliła. - Podoba Ci się.
        - Co ? Nie ! Co ty ... 
        - Hahaha ! Zakochałaś się. Już wcześniej Cię o to podejrzewałam.
        - Fran przestań, a nawet jeśli to co z tego ? 
        - Jak co z tego ? Błagam Cię ...
        - On i tak nic do mnie nie czuję ... - mruknęła pod nosem.
        - Jaką masz pewność ? - spojrzała na nią, a ta tylko wzruszyła ramionami, spuszczając wzrok.

~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~♥~

Kolejna część napisana !
Trochę miałam problem z napisaniem tej części ponieważ cały czas zastanawiałam się jak się ta część ma zakończyć, a jak ma rozpocząć się kolejna. Zastanawiałam się też nad tym jak dalej poprowadzić tą historię i w końcu wymyśliłam, ale nie po wiem wam nic bo zdradziłabym koniec, który nastąpi w trzeciej części.
Ahh no i przepraszam, że taki krótki :/

/Fran♥

5 komentarzy:

  1. Jak dla mnie cudowny
    Viola nareszcie zrozumiała,że nie może obwiniać Fran :)
    Czuję coś do Leona i mówi,że on do nie nie hhmm
    Zadzwoniła i zaraz jest u niej,no aż mi się nie wydaję
    Jestem strasznie ciekawa co dalej
    Ściskam Melcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :))
      Już za niedługo dowiesz się co dalej :D

      Usuń
  2. super i mam nadzieje ze leon i viola benda razem

    OdpowiedzUsuń
  3. normalnie sie poplakalam taki sliczny

    OdpowiedzUsuń